Najnowszy okręt w walce o skrawek morza

Świat

Aktualizacja:

Chińska marynarka wojenna wysłała swój najnowszy okręt patrolowy w kierunku Filipin. Jednostka ma wzmocnić siły Chin podczas sporu o mieliznę Scarborough, w okolicach której od ponad tygodnia trwa wojna na nerwy. Oba kraje roszczą sobie prawa do tych kilku wystających nad wodę skał, których posiadanie daje prawa do eksploatacji potencjalnych złóż ropy i gazu w okolicy.

Chiński okręt o mało wyrafinowanej nazwie "Okręt patrolowy rybołóstwa nr 310" wyruszył z Chin w środę, o czym telewizja państwowa poinformowała dzień później. Według Pekinu to najnowsza, najszybsza, najlepsza i najbardziej zaawansowana technicznie jednostka patrolowa w regionie.

Okręt zmierza w kierunku Morza Południowochińskiego, na którym znajduje się szereg małych wysp, atoli, raf i płycizn, o które wszystkie okoliczne kraje toczą zimną wojnę. Chiny, Tajwan, Japonia, Filipiny, Wietnam, Brunei, Malezja i Filipiny zgłaszają pokrywające się roszczenia do poszczególnych skrawków ziemi. Ich posiadanie uprawnia do eksploatacji surowców z dna w okolicy, co może przekładać się na wielkie pieniądze, ponieważ szacuje się, iż pod dnem Morza Południwochińskiego są znaczne ilości gazu i ropy.

Właśnie z tego powodu od ponad tygodnia Filipiny i Chiny ostro spierają się o mieliznę Scarborough, leżącą około 200 kilometrów od Luzonu (największej wyspy Filipin; kontynent jest o wiele dalej). Filipińczycy chcą przepędzić stamtąd chińskich rybaków, których bronią dwie jednostki "badawcze", a Chińczycy twierdzą, iż to ich wody i są "bezprawnie napastowani". Dwa chińskie i dwa filipińskie okręty nieustannie się obserwują, a czasem wykonują manewry blisko siebie. W międzyczasie trwa wymiana not dyplomatycznych.

W środę burzę w innej części Morza Południowochińskiego wywołał gubernator Tokio, który ogłosił, że chce wykupić przy pomocy funduszy publicznych łańcuch wysp Diaoyu. Obecnie są one własnością prywatna anonimowego obywatela Japonii, ale roszczenia zgłaszają do nich Chiny. Pomysł Shintaro Ishihary wywołał ostre reakcje chińskiego MSZ i prasy. - Taka transakcja byłaby nieważna i nielegalne. Nie zmieniłaby też faktu, że te wyspy należą do Chin - oświadczyło MSZ w Pekinie.

Źródło: Reuters