W przestrzeń powietrzną Łotwy znad terytorium Rosji wleciał dron, który następnie rozbił się - poinformowały w środę siły zbrojne tego kraju. Na miejscu pojawiło się wojsko i policja. Nie stwierdzono zagrożenia dla bezpieczeństwa ludności cywilnej ani łotewskiej przestrzeni powietrznej.
Prezydent Łotwy Edgars Rinkeviczs potwierdził, że dron ten należał do Ukrainy. Jak mówił na konferencji prasowej, wleciał on w przestrzeń powietrzną Łotwy wykonując misję, której celem były obiekty na terytorium Rosji. Rinkeviczs nie wykluczył, że podobne incydenty mogą się powtarzać i podkreślił, że "głównym zadaniem jest wzmocnienie ochrony naszej przestrzeni powietrznej" przed dronami, "niezależnie od tego, gdzie zostały wyprodukowane, niezależnie od tego, jakie mają cele". Sytuację skomentowała również premierka Łotwy Evika Silina. Oceniła, że Rosja wykorzystuje moment do zmasowanych ataków na Ukrainę, gdy uwaga światowej opinii publicznej jest skupiona na wydarzeniach na Bliskim Wschodzie. - Dzisiejszej nocy doszło do poważnych walk. Ukraińcy odpierali ataki na swój kraj - oświadczyła Silina w rozmowie z telewizją TV3.
Drugi dron nad Łotwą
Wcześniej w środę generał Egils Leszczinskis z dowództwa łotewskiej armii przekazał, że kilka godzin wcześniej inny obiekt naruszył łotewską przestrzeń powietrzną od strony Białorusi. Dron następnie skręcił i wleciał do rosyjskiej przestrzeni powietrznej. Generał ocenił, że oba bezzałogowce zboczyły z pierwotnej trajektorii i "wleciały w obszar, do którego nie miały wchodzić" - podała łotewska agencja LETA.
W związku ze zdarzeniem łotewski minister obrony Andris Spruds poinformował o przerwaniu swojej roboczej wizyty w Ukrainie i powrocie do kraju.
Trafiony komin elektrowni w Estonii
Do podobnego incydentu doszło w środę rano w miejscowości Auvere na północnym wschodzie Estonii, gdzie nadlatujący z rosyjskiego terytorium dron uderzył w komin elektrowni. Jak poinformowały władze kraju, nie ma doniesień o ofiarach śmiertelnych ani uszkodzeniach obiektu energetycznego.
Auvere leży tuż przy granicy z obwodem leningradzkim Rosji, który był w nocy z wtorku na środę atakowany przez drony ukraińskie. Według wstępnej oceny spółki energetycznej Enefit Power nie doszło do bezpośredniego uszkodzenia elektrowni, a incydent nie będzie miał znacznego wpływu na estoński system energetyczny.
Władze Estonii potwierdziły, że dron ten był prawdopodobnie związany z operacją ukraińskiego wojska przeciwko Rosji.
MSZ Litwy: to nowa rzeczywistość
Z kolei w nocy z poniedziałku na wtorek inny dron rozbił się i eksplodował w rejonie orańskim na południu Litwy przy granicy z Białorusią. Premierka Inga Ruginiene potwierdziła we wtorek, że był to dron ukraiński, a incydent miał związek z operacją, którą Ukraińcy przeprowadzili tamtej nocy przeciwko Rosji.
Do serii naruszeń przestrzeni powietrznej państw bałtyckich odniósł się w środę szef MSZ Litwy Kestutis Budrys. - To nowa rzeczywistość dla krajów regionu. Nie jesteśmy w pełni chronieni przed takimi incydentami i musimy zwiększyć nasze możliwości w zakresie obrony powietrznej – powiedział w wywiadzie dla nadawcy publicznego LRT.
Źródło: Reuters, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Reuters