Biały Dom zaapelował do Moskwy, by zbadała zarzuty oszustw wyborczych. Już niedzielę rzecznik podległej prezydentowi USA Rady Bezpieczeństwa Narodowego Gordon Johndroe wezwał Rosję, by skontrolowała doniesienia o nieprawidłowościach podczas wyborów do Dumy. Wskazywał, że "wstępne doniesienia z Rosji zawierają twierdzenia o naruszeniach w trakcie dnia wyborczego".
Komunikat Waszynktonu od razu wywołały komentarz ze strony Kremla. - Prezydent USA w rozmowie telefonicznej z prezydentem Rosji nie wyrażał zaniepokojenia w związku z wyborami parlamentarnymi w naszym kraju - oświadczył rzecznik Putina, Aleksiej Gromow.
Jak dodał, temat wyborów parlamentarnych w Rosji został poruszony podczas rozmowy z inicjatywy Putina. - Prezydent Federacji Rosyjskiej poinformował swego amerykańskiego kolegę o wynikach wyborów, w związku z czym prezydent USA zauważył, że popularność Władimira Putina w Rosji jest znanym faktem - dodał Gromow.
- Prezydent Rosji skrytykował niektóre działania i wypowiedzi sekretariatu stanu USA z związku z wyborami parlamentarnymi w Rosji - zaznaczył Gromow. Według niego, Bush odparł na to, że "amerykański resort spraw zagranicznych postępuje w ten sposób, by szczerze przekazać Rosjanom swoje poglądy".
W niedzielnych wyborach parlamentarnych prezydencka Jedna Rosja zdobyła w 450-miejscowej Dumie Państwowej 315 miejsc. Obserwatorzy Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE i Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy ocenili, że wybory nie były uczciwe.
W tej sprawie ostro protestowała Litwa, Niemcy i Włochy - rządy tych krajów uznały wprawdzie wyniki wyborów, ale nazwały je "niedemokratycznymi". Z kolei Londyn, Waszyngton i Paryż zażądały od Moskwy wyjaśnienia zarzutów, jakie postawiła im między innymi Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (zajmująca się monitorowaniem wyborów w całej Europie - w Rosji jej przedstawicieli nie było, bo organizacja uznała, że milicja nie pozwoli im pracować) i Rada Europy.
tan
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA