Blokady szkół i podpalenia. Sytuacja we Francji "wymyka się spod kontroli"

Protesty młodzieży we Francji
Francja. Protest młodzieży w Saint-Denis
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: Tom Nicholson/Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
We Francji eskalują protesty młodzieży. W czwartek doszło do pożarów co najmniej dwóch szkół, a setki uczniów zostało zatrzymanych przez policję.

Czwartek jest kolejnym dniem protestów młodzieży we Francji, a do uczniów liceów dołączyli studenci. Radio RFI podaje, że rano około 30 kampusów uniwersyteckich było blokowanych m.in. w Paryżu, Strasburgu, Marsylii czy Lyonie. Nadal trwają blokady liceów.

Pożar w liceum w Nantes

Jak relacjonują francuskie media, protesty przybierają gwałtowny i brutalny charakter. W Strasburgu blokowany był ruch samochodowy i tramwajowy, podpalano też kosze na śmieci. W Nantes w liceum im. Nelsona Mandeli wybuchł pożar po tym, jak - według relacji młodzieży - ogień z podpalonego kosza przeniósł się na budynek. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z tego momentu. Widać na nich, że cała fasada szkoły stoi w płomieniach. Zastępca burmistrza miasta Olivier Chateau poinformował, że pożar został opanowany i nikt nie odniósł obrażeń.

Pożar wybuchł także w liceum im. Saint-Exupery'ego w Marsylii. Kiedy strażacy przyjechali, by go ugasić - kilkaset osób ich otoczyło, zmuszając do opuszczenia pojazdu, a następnie podpaliło go, poinformowała policja. W mieście z powodu manifestacji i ataków na kierowców zawieszono funkcjonowanie transportu publicznego.

Dlaczego dochodzi do protestów?

Demonstracje rozpoczęły się tydzień temu w regionie Île-de-France i do środy rozprzestrzeniły na setki szkół w całej Francji. Młodzież domaga się skrócenia planów lekcji, zmniejszenia liczebności klas i występuje przeciwko niedoborom nauczycieli. Do demonstracji wezwał związek uczniowski Union Syndicale Lycéenne.

Tylko we wtorek w trakcie starć młodzieży z policją zatrzymano ponad 400 osób, głównie nieletnich. W środę było to ponad 600 zatrzymań, a 83 policjantów zostało rannych - poinformował minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez. Dodał, że w środę protestami dotkniętych zostało ponad 300 placówek.

Od czasu rozpoczęcia manifestacji ucierpiało w nich ponad stu uczniów i nauczycieli - przekazał minister edukacji Edouard Geffray. W środę wezwał do prowadzenia zajęć zdalnie tam, gdzie warunki uniemożliwiają bezpieczny pobyt uczniów w szkole.

Reakcje polityków. "Sytuacja wymyka się spod kontroli"

Politycy potępiają agresywne działania młodzieży. Minister Nunez skrytykował "atakowanie funkcjonariuszy organów ścigania, rzucanie przedmiotami, akty przemocy, obelgi, próby podpalenia". Stwierdził, że w niektórych przypadkach sprawcy zamieszek przemieszczali się od szkoły do szkoły, podżegając do aktów przemocy. W związku z sytuacją premier Francji Sébastien Lecornu zwołał w czwartek kryzysowe posiedzenie rządu.

Protesty wywołały również wzajemne oskarżenia. Na manifestacjach pojawił się lider skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon i członkowie Francji Nieujarzmionej. Twierdzili, że byli tam, aby okazać wsparcie i chronić młodzież przed starciami z policją.

Liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen napisała na X, że "wszędzie we Francji sytuacja wymyka się spod kontroli". Oskarżyła Mélenchona o podburzanie młodych i wzywanie ich do sprzeciwu, przypisując mu odpowiedzialność "za sytuację, w jakiej znajduje się dziś nasz kraj". "Porządek musi zostać przywrócony, a dostęp do liceów zapewniony (...). Nic nie może usprawiedliwiać tych ekscesów" - podkreśliła.

W środę w rozmowie z dziennikarzami podczas wizyty w Madrycie protesty skomentował prezydent Emmanuel Macron. - Słyszę i rozumiem niepokój oraz gniew - powiedział. - Jednak żadna z tych dyskusji, żadna z tych obaw nie usprawiedliwia przemocy. I pod żadnym pozorem przywódcy polityczni nie mogą legitymizować przemocy - dodał.

Redagowała AZ

Źródło: RFI, BFM, Reuters, Politico, Le Monde, tvn24.pl
Czytaj także: