Ochotnicy działający poza akcją z powrotem wpompowali wodę do jaskini. Trwa walka z czasem

Świat

Relacja korespondenta "Faktów" TVN z akcji ratunkowej w Tajlandiitvn24
wideo 2/36

Tajlandzkie media informują w czwartek, że wejście do jaskini Tham Luang mogło być inicjatywą samych chłopców, a nauczyciel ruszył za nimi, żeby pomóc im wyjść - relacjonuje przebywający na miejscu korespondent "Faktów" TVN, Wojciech Bojanowski. Tymczasem gubernator prowincji prowadzący akcję ratunkową poinformował, że jedna z grup wolontariuszy działająca na własną rękę prawdopodobnie przypadkiem zaczęła wpompowywać wodę z powrotem do jaskini.

O incydencie w czwartek nad ranem poinformował lokalne media gubernator prowincji Chiang Rai, Narongsak Osottanakorn.

Woda wracała do jaskini

Według jego relacji przytoczonej przez dziennik "Bangkok Post", grupa ochotników, która nie została oficjalnie zarejestrowana w ramach prowadzonej akcji ratowniczej, włączyła pompy i zaczęła pompować wodę z powrotem pod ziemię. W rezultacie woda znów trafiła do częściowo zalanej jaskini, którą od kilkunastu dni gorączkowo próbują osuszyć ratownicy.

- Mogli wierzyć, że ich działania służą obniżaniu wód gruntowych, ale wszystko, co nie jest w planie, musi w pierwszej kolejności zostać uzgodnione z nami - podkreślił Osottanakorn, który kieruje akcją ratowniczą. - Obawiamy się deszczu. Ścigamy się z wodą. Woda wlewa się do jaskini, choć zatkaliśmy jej kanały - przyznał.

Jak informuje "Bangkok Post", gdy nie pada deszcz, pracujące pompy są w stanie obniżać poziom wody w jaskini o ponad centymetr na godzinę.

W czwartek poinformowano także, że król Tajlandii wezwał do jak najszybszego wyciągnięcia nastolatków na powierzchnię. Wyraził również przy tym wolę, aby prowadzona akcja ratownicza służyła za wzór w przyszłości.

Odcięci od świata przez wodę

12 zawodników klubu piłkarskiego w wieku 11-16 lat i ich 25-letni trener weszli w sobotę, 23 czerwca, do jaskini Tham Luang w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii, gdzie zostali odcięci od świata przez ulewne deszcze. Kompleks jaskiń ciągnie się tam przez kilka kilometrów, przejścia są wąskie, a w porze deszczowej często zalewa je woda.

Wciąż nie są jasne okoliczności, w których grupa weszła do środka. Dotychczas przypuszczano, że to trener lekkomyślnie zaprowadził grupę do jaskini pomimo ostrzeżeń o tendencji do zalewania jaskini przez wody opadowe.

Jak poinformował znajdujący się na miejscu akcji korespondent "Faktów" TVN Wojciech Bojanowski, w czwartek w lokalnych mediach pojawiły się jednak informacje, że wejście do jaskini mogło być inicjatywą samych chłopców i odbyło się bez wiedzy trenera. Ten miał wejść do środka w poszukiwaniu swoich wychowanków dopiero zaalarmowany przez zaniepokojonych brakiem kontaktu z chłopcami rodziców. Nie zdążył ich jednak wyprowadzić na zewnątrz przed ogromną ulewą, która odcięła im drogę powrotu.

Żywi, ale wciąż uwięzieni

Grupę odnaleźli w poniedziałek wieczorem w głębi jaskini brytyjscy nurkowie. Moment ten widać na nagraniu opublikowanym na Facebooku przez tajlandzkie wojsko, na którym jeden z ratowników pyta po angielsku: "Ilu was jest?". "Trzynastu" - słyszy odpowiedź. "Trzynastu? Genialnie!" - mówi z ulgą nurek.

Przekrój jaskini Tham Luangtvn24

Choć według władz wszyscy są już bezpieczni, nierozwiązana pozostaje kwestia wydostania ich z jaskini, która wciąż jest częściowo zalana wodą. Wycieńczonym chłopcom i trenerowi przekazano we wtorek wysokokaloryczne pożywienie i lekarstwa, a ratownicy przygotowują się na scenariusz, w którym będą oni musieli spędzić w środku nawet kilka miesięcy.

"Przygotujemy przekazanie dodatkowej żywności na co najmniej cztery miesiące i będziemy uczyć wszystkich 13 nurkować, a jednocześnie dalej wypompowywać wodę" - przekazała w komunikacie tajlandzka armia.

BBC zauważa, że przemieszczanie się niedoświadczonych nurków wąskimi korytarzami może być dla nich bardzo niebezpieczne, a dotychczasowe próby obniżenia poziomu wody za pomocą pomp nie przyniosły rezultatów. Jeśli grupa będzie musiała czekać, aż woda opadnie naturalnie, może to oznaczać konieczność pozostania w jaskini przez kilka miesięcy. Pora deszczowa w tym regionie dopiero się zaczęła i zwykle trwa do września lub października.

Akcja tysiąca osób

W akcji ratunkowej bierze udział ponad tysiąc tajlandzkich wojskowych oraz żołnierze i eksperci z innych krajów, w tym z USA, Wielkiej Brytanii, Holandii, Chin, Japonii, Australii i Birmy. Ratownikom za "olbrzymi wysiłek" podziękował w imieniu tajlandzkiego rządu premier Prayuth Chan-ocha.

Jaskinia Tham Luang

Autor: mm/adso / Źródło: Bangkok Post, PAP, TVN24

Tagi:
Raporty: