Trump wraca do raportu Muellera. "Totalne bzdury"

TVN24


Prezydent USA Donald Trump oświadczył w piątek, że pewne wypowiedzi na jego temat zawarte w raporcie specjalnego prokuratora Roberta Muellera są "sfabrykowane i całkowicie nieprawdziwe" oraz są "totalnymi bzdurami". Wcześniej zawartość dokumentu, podsumowującego prawie dwuletnie śledztwo, szef amerykańskiego państwa skwitował słowami "Game over".

Opublikowany w czwartek raport specjalnego prokuratora w sprawie domniemanych związków członków sztabu wyborczego Donalda Trumpa z Rosją stwierdza, że w śledztwie nie znaleziono wystarczających dowodów na zmowę z Kremlem. Dokument jednak nie rozwiewa wielu wątpliwości.

CZYTAJ WIĘCEJ O RAPORCIE MUELLERA>

CAŁY RAPORT MUELLERA. JĘZYK ANGIELSKI >

Trump: "totalne bzdury" w raporcie Muellera

"Uważajcie na ludzi, którzy robią tzw. 'notatki', podczas gdy te notatki nigdy nie istniały, dopóki nie były potrzebne" - napisał na Twitterze amerykański szef państwa.

Raport określił sformułowaniem, które na polski można przetłumaczyć zarówno, jako "Raport zwariowanego Muellera", jak i "Zwariowany raport Muellera".

Prezydent USA dodał, że dokument został napisany przez "18 wściekłych demokratów nienawidzących Trumpa".

W kolejnym tweecie prezydent oświadczył, że "nie było konieczne" odpowiadanie na twierdzenia o nim zawarte w raporcie, "z których część to totalne bzdury".

"Zostały wypowiedziane tylko po to, by ktoś inny dobrze wypadł (albo żebym ja wypadł źle)" - ocenił Trump. Dodał, że śledztwo Muellera było "nielegalnie rozpoczętą mistyfikacją, do której nigdy nie powinno było dojść".

"Dla nienawistników demokratów - gra skończona"

Raport głosi, że w śledztwie nie stwierdzono, by ktokolwiek ze sztabu Trumpa spiskował z Rosją ani nie znaleziono wystarczających dowodów, by kogokolwiek oskarżyć, że jest niezarejestrowanym agentem rosyjskiego rządu. Raport nie stwierdza też, by prezydent popełnił przestępstwo utrudniania działań wymiaru sprawiedliwości, choć napisane jest, że nie jest możliwe jednoznaczne stwierdzenie, że tego nie robił.

"Gdybyśmy po dokładnym zbadaniu faktów mieli pewność, że prezydent bezspornie nie utrudniał działań wymiaru sprawiedliwości, oświadczylibyśmy to. Jednak, bazując na faktach i stosownych normach prawnych, nie byliśmy w stanie osiągnąć takiego stwierdzenia" - czytamy w dokumencie.

Niemal natychmiast po publikacji dokumentu prawnicy Trumpa oświadczyli, że jest on jego całkowitym zwycięstwem, a sam Trump na krótko przed publikacją zamieścił na Twitterze zdjęcie, na którym obok stojącego tyłem prezydenta jest napis: "Żadnej zmowy. Żadnej obstrukcji (działań wymiaru sprawiedliwości - red.). Dla nienawistników i radykalnych lewicowych demokratów - gra skończona" (game over).

Raport: prezydent chciał usunięcia Muellera ze stanowiska

Z dokumentu wynika jednak, że Trump kilkukrotnie nakłaniał swoich współpracowników do usunięcia Muellera ze stanowiska specjalnego prokuratora oraz że prezydent zwolnił Jamesa Comeya z funkcji dyrektora FBI w maju 2017 r. ze względu na jego "niechęć do publicznego oświadczenia, że prezydent nie jest osobiście objęty śledztwem".

Mueller napisał też, że jego zespół rozważał wezwanie Trumpa na przesłuchanie, ale ostatecznie odstąpił od tego pomysłu, obawiając się, że skończy się to długą batalią prawną, co mogłoby opóźnić sporządzenie raportu.

Komisja Kongresu chce upublicznienia całego raportu

Przewodniczący komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów Kongresu USA Jerrold Nadler (Partia Demokratyczna) formalnie zażądał w piątek pełnej wersji raportu specjalnego prokuratora Roberta Muellera, podkreślając, że nie może zaakceptować wersji zredagowanej. - Moja komisja potrzebuje pełnej wersji tego raportu i ma do niego prawo - podkreślił Nadler. Wyraził opinię, że ingerencje redakcyjne wydają się znaczące. - Nie widzieliśmy dotąd żadnych dowodów, które zebrał specjalny prokurator - dodał demokrata.

Nadler oczekuje od resortu sprawiedliwości pełnej wersji raportu, a także zebranego przez Muellera materiału dowodowego do 1 maja. Tego dnia prokurator generalny William Barr ma zeznawać przed jedną z komisji senackich, a dzień później przed komisją Nadlera. Associated Press pisze, że jeśli resort sprawiedliwości nie zareaguje na wezwanie Nadlera, może dojść do długiej batalii prawnej.

Autor: ft//rzw / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: