Broad Peak: Polacy dotarli na 7100m. Nie spali, walczyli z huraganem

Świat

Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski zginęli podczas marcowej wyprawy na Broad Peaktvn24
wideo 2/36

Jacek Berbeka, Jacek Jawień i Krzysztof Tarasiewicz, którzy wyruszyli z wyprawą po ciała Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, dotarli na wysokość 7100 m góry Broad Peak (8047 m). Po założeniu obozu III zeszli do bazy. Są wyczerpani. Pogorszyła się pogoda.

Jak poinformował korespondent radia RMF FM w Zakopanem Maciej Pałahicki, który nawiązał łączność z Berbeką, alpiniści wynieśli sprzęt na 7100 m w bardzo trudnych warunkach. Spędzili na tej wysokości noc, ale zamiast spać, walczyli z huraganem o utrzymanie namiotu, obwiązanego stumetrowej długości liną. "Masakra" - określili swe zmagania.

Wyprawa po ciała himalaistów

W obawie przed utratą namiotu, złożyli i zdeponowali go w miarę bezpiecznym miejscu. Potwornie zmęczeni zeszli do bazy (4700 m), gdzie w pobliskim potoku śmierć poniosła uczestniczka niemieckiej wyprawy. To właśnie z tej ekspedycji dwóch himalaistów wspięło się na szczyt Broad Peak. Po drodze, na wysokości 7900 m, na bardzo wąskiej grani, natknęli się na ciało jednego z polskich alpinistów, którzy zginęli cztery miesiące temu, po pierwszym zimowym zdobyciu. Nie wiadomo, czy jest to Maciej Berbeka czy Tomasz Kowalski. Jak powiedział wcześniej Jacek Berbeka, na podstawie jednego wykonanego zdjęcia, nie da się stwierdzić w stu procentach, czy jest to jego brat, czy Kowalski, bowiem znaczna część twarzy jest mocno oblodzona. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to któryś z nich. Wskazuje na to charakterystyczny kombinezon, w jakie ubrani byli uczestnicy wyprawy Polskiego Związku Alpinizmu. Do bazy dotarła też wiadomość o tragicznej śmierci Artura Hajzera na Gaszerbrum I (8068 m). - Trudno w to uwierzyć, jesteśmy podłamani - powiedział 54-letni zakopiańczyk Jacek Berbeka, który 15 lipca 1995 roku zdobył ten szczyt wraz z Krzysztofem Wielickim.

Czekają na poprawę pogody

W zorganizowanej przez Berbekę ekspedycji udział biorą mieszkający w Tychach 37-letni Jacek Jawień, ratownik Grupy Beskidzkiej GOPR oraz 52-letni gdańszczanin Krzysztof Tarasewicz. Jak poinformowali, czekają teraz na poprawę pogody, aby wyjść ponownie do góry. Nie planują już założenia czwartego obozu. Przed odlotem z Polski Berbeka mówił: - Chcemy, aby nasze, czyli Maćka i Tomka rodziny, mogły dotrzeć do miejsca, gdzie zostaną przez nas pochowani. Oczywiście to może być bardzo trudne, ponieważ właściwie wszystko zależy od pogody. Jeżeli ten priorytetowy zamiar się nie powiedzie, to trzeba będzie pomyśleć o jakiejś niżej usytuowanej szczelinie lub zmienić miejsce położenia ciał.

Autor: db/ja / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: www.polskihimalaizmzimowy.pl

Raporty: