"Widziałam tam kości, nie widziałam Krzyśka". Polski podróżnik zamordowany w Meksyku

Programy

Polski podróżnik zamordowany w Meksyku. Pierwsza część reportażu "Superwizjera"Superwizjer TVN
wideo 2/4

W kwietniu zeszłego roku na południu Meksyku znaleziono zmasakrowane zwłoki polskiego podróżnika Krzysztofa Chmielewskiego. Jego ciało pozbawione było głowy. Kilkaset metrów dalej odkryto poćwiartowane fragmenty ciała innego podróżnika, Niemca Holgera Hagenbuscha. Podróżowali na rowerach. Planowali pokonać obie Ameryki, z północy na południe. Meksykańskim prokuratorom do dziś nie udało się ustalić, kto i dlaczego ich zabił. Sprawę szeroko komentowały światowe media ze względu na jej niespotykaną brutalność. Reportaż "Superwizjera".

Mimo, że od śmierci polskiego podróżnika Krzysztofa Chmielewskiego minął rok, to wciąż jego ciało nie zostało sprowadzone do Polski. Siostra Krzysztofa, Izabela Schmidke, nie ufając ustaleniom meksykańskiej prokuratury i widząc bezczynność polskich instytucji, postanowiła sama pojechać do Meksyku, aby dowiedzieć się więcej o śmierci brata i odzyskać jego ciało.

Kochał kraj, w którym go zamordowano

W Meksyku statystycznie co godzinę mordowane są trzy osoby. Kraj ten ma olbrzymi problem ze zwalczaniem karteli narkotykowych i zapewnieniem bezpieczeństwa obywatelom. Ulice są patrolowane przez funkcjonariuszy z długą bronią, co kilkanaście kilometrów ustawione są policyjne blokady.

Izabela postanowiła w pierwszej kolejności pojechać w miejsce, gdzie odnaleziono zwłoki brata. Ciało Polaka zostało porzucone kilkadziesiąt metrów od drogi, w zaroślach, na zboczu stromego wąwozu. Znaleziono je, gdyż uwagę mieszkańców przykuła jaskrawa przyczepka oraz krążące w powietrzu sępy.

- Krzysztofa wyrzucono na śmietnisku, potraktowano go jak śmiecia, jak nic niewartego człowieka – powiedziała jego siostra, stojąc w pobliżu miejsca, gdzie znaleziono ciało Krzysztofa.

Odwiedził 50 krajów

Krzysztof Chmielewski podróżował po świecie od 20 lat. Przez ten czas odwiedził ponad 50 krajów. Jego ulubionym środkiem transportu był rower, za którym ciągnął przyczepkę z biwakowym ekwipunkiem. Nie miał dużych potrzeb, żył za kilka dolarów dziennie.

Ostatnia jego wyprawa zaczęła się na Alasce, a jej celem miało być samo południe Argentyny. Jadąc przez Meksyk, zakochał się w tym kraju i jego mieszkańcach.

"Są tu też źli ludzie"

Reporterom "Superwizjera" udało się dotrzeć do członka lokalnego plemienia Indian i zapytać, czy brutalne morderstwa to w tym rejonie codzienność. - Chiapas to bezpieczne miejsce, ale są tu też źli ludzie, gangsterzy – mówili rozmówcy dziennikarzy, podkreślając, że obszar zmaga się z problemem handlu narkotykami i organami.

- W miejscowości Selva odnajdywano dziewczynki bez organów. Niedawno było kolejne morderstwo: obrabowali i zabili sprzedawcę chipsów. W miejscu, gdzie wyrzucono ciała rowerzystów, znaleziono też zamordowanego nauczyciela. To był mój nauczyciel ze szkoły średniej – opowiadał jeden z członków plemienia.

Tereny, przez które jechał Polak, są malownicze, ale bardzo niebezpieczne. W okolicy działają liczne grupy przestępcze, słynące ze zbiorowych egzekucji, tortur, ćwiartowania swoich ofiar.

Polski podróżnik zamordowany w Meksyku. Pierwsza część dyskusjiSuperwizjer TVN

"Krzysztof został bardzo mocno pobity"

Prokuratura w początkowym okresie śledztwa próbowała wmówić mediom, że Krzysztof został potrącony przez ciężarówkę i był to zwykły wypadek drogowy.

Jeszcze przed wylotem z Polski reporterzy umówili się na wywiad z szefem wydziału zabójstw prokuratury stanowej. W spotkaniu miała wziąć udział również siostra zamordowanego Krzysztofa. Izabeli Schmidke i mówiącej po hiszpańsku dziennikarce "Superwizjera" odebrano telefony, aparaty, zabroniono cokolwiek nagrywać. Ekipie telewizyjnej kazano czekać na zewnątrz. Kiedy policja zorientowała się, że nagrywany jest budynek prokuratury, reporterom odebrano paszporty i zaprowadzono ich do pokoju przesłuchań. Dalszy materiał rejestrowany był w ukryciu.

Siostra Krzysztofa musiała ponad osiem godzin składać zeznania. W tym czasie ekipa telewizyjna była odizolowana w pokoju przesłuchań.

- Dla mnie to informacje zaskakujące i bardzo mocno szokujące. I przykre – powiedziała Izabela po przesłuchaniu. - Krzysztof został bardzo mocno pobity – dodała.

Liczne ślady tortur

Po wielu prośbach Izabeli, meksykańska prokuratura, późno w nocy, wynajęła prywatną firmę pogrzebową, a siostra zamordowanego miała szansę zobaczyć jego zwłoki.

Według nieoficjalnych informacji "Superwizera", na ciele polskiego podróżnika odkryto liczne ślady tortur, bicia i przypalania. Krzysztof miał nie mieć głowy i stopy. W trakcie, gdy siostra oglądała szczątki zamordowanego brata, prokurator ujawnił zaskakującą informację. Okazało się, że odnaleziono fragmenty czaszki Polaka z wyraźnym śladem po kuli.

- Zginął marnie, takie miałam myśli, dosłownie. Tyle walczył, tyle jeździł - mówiła Izabela. - Spodziewałam się ciała, chociażby w jakiejś formie, że będzie ciało, a nie same kości. Wcześniej prokurator utrzymywał, że to będzie ciało. Widziałam tam kości, nie widziałam Krzyśka – dodała.

Nikt wcześniej nie ujawnił Izabelli, że jej brat miał przestrzeloną potylicę. Pomimo wielokrotnych kontaktów, meksykańscy śledczy trzymali tę informację w tajemnicy.

W czaszce zabitego Niemca również odkryto wyraźne ślady po karabinowej kuli. Jego brat, Rainer Hagenbusch, spędził w Meksyku sześć tygodni, próbując ustalić, co stało się z Holgerem.

- Wszyscy ludzie w Meksyku są skorumpowani: policja, rząd, prokuratura, wszyscy - stwierdził Rainer Hagenbusch. Dodał, że gdyby nie pojechał do Meksyku, to "nie mielibyśmy teraz ani Krzyśka, ani Holgera".

- To szaleństwo. Krzysiek byłby dawno pochowany, a Holger zjedzony przez zwierzęta. Dwie godziny po odnalezieniu Krzysztofa zakopali go. Dwie godziny później, tego samego dnia. Dlaczego? Dlaczego pochowano Krzysztofa? – pytał, nie kryjąc emocji. Dodał, że "wtedy oficjalnie był to wypadek, a nie morderstwo". - Nie ma pytań, nie ma sprawy - skwitował.

Polski podróżnik zamordowany w Meksyku. Druga część reportażuSuperwizjer TVN

"Jeśli zejdziemy na dół, to nie wrócimy żywi"

Siostra Krzysztofa nie ufała meksykańskim śledczym, chciała na własną rękę dowiedzieć się jak najwięcej o okolicznościach śmierci brata. Reporterzy "Superwizjera" poprosili o pomoc lokalnego aktywistę, Juanjo Gutierreza Bringueza. Razem z nim ruszyli w okolice, gdzie została zamordowana dwójka podróżników. To tereny zdominowane przez kartele narkotykowe.

- Miejscowym wydaje się, że każda osoba o jasnej karnacji jest szpiegiem wysłanym przez FBI. To, w jakim stanie odnaleziono ciało, wskazywało na tortury. Było widać ślady po uderzeniach, miałem wrażenie, jakby Krzysztof był przesłuchiwany, żeby wydobyć od niego informacje, kto go wysłał i po co - stwierdził Bringuez.

Odpowiadając na pytanie siostry Krzysztofa, czy podczas tortur Polakowi mogło zostać wyrwane serce, Bringuez pokiwa twierdząco głową. - Tak, to możliwe. Niestety, wiele karteli narkotykowych ma zwyczaj nacinać ciała swoich ofiar tak, żeby powoli wyciągać przez nie wnętrzności. Słyszałem o ludziach, którym wyciągano jelita, kiedy jeszcze żyli - opowiadał.

Pytany, czy jest w tej okolicy kartel, który zabija ludzi, Bringuez odpowiedział, że "ci, którzy mówili o tym kartelu, już nie żyją". - Ale ja się nie boję – zaznaczył. - To kartel "Jalisco Nowa Generacja". W rejonie Abasolo [środkowy Meksyk – red.] mają swoją strefę wpływów, a na wzgórzach poukrywane plantacje opium – mówił. Zastrzegł, że jeśli "zejdziemy na dół, to nie wrócimy żywi".

"To ludzie, którzy pozbywają się człowieczeństwa"

Wiele o działalności kartelu z Abasolo wie mieszkaniec tej miejscowości, który zgodził się z spotkać i porozmawiać z reporterami. Z obawy o jego życie trzeba było zapewnić mu anonimowość.

- Kiedy pytałem, co mogło stać się rowerzystom, moja żona mi powiedziała, że oszalałem – powiedział reporterom "Superwizjera".

- Są takie grupy, przede wszystkim młodzi, którzy nie mają wizji przyszłości, edukacji, jak wyjść z biedy. Niektórzy angażują się w handel narkotykami i bronią. Nagle mogą mieć dużo pieniędzy, mogą kupić sobie telefon, ładne ubrania, a nawet samochód – wyjaśnił. Dodał, że każdy członek kartelu "musi popełnić bardzo brutalny mord, żeby pokazać, że nie ma skrupułów".

- Ja nie chcę mieć z nimi do czynienia, oni są bardzo niebezpieczni. To są ludzie, którzy pozbywają się człowieczeństwa, są okrutni jak zwierzęta - podkreślił.

"Teraz wiem, że to było show"

Brat zamordowanego Niemca wielokrotnie domagał się zdecydowanych działań w śledztwie. Naciskani prokuratorzy posunęli się do propozycji zabicia kilku mężczyzn.

- Śledczy zamknęli drzwi, wyłączyli kamerę i powiedzieli mi: "Rainer, mamy czterech podejrzanych. Mieszkają w Basolo, młodzi chłopcy". Ja na to: "Jeżeli wiecie kto to zrobił, to ich złapcie" – relacjonował Hagenbusch.

W odpowiedzi usłyszał, że śledczy "mają plan". - Trzech z nich zastrzelimy, a jednego, najmłodszego, który niedawno wstąpił do tej grupy, weźmiemy jako świadka do sądu – mieli powiedzieć.

- Teraz wiem, że to było show - podsumowuje Hagenbusch. - Zrobili to, aby pokazać, jak ciężko pracują nad tą sprawą, jak wiele się dzieje, że w ogóle prowadzą śledztwo, ale tak naprawdę nie zrobili nic.

Dziennikarskie śledztwo pod okiem służb

Kartel "Jalisco Nowa Generacja", działający między innymi w Abasolo, to jedna z najsilniejszych i najbrutalniejszych grup przestępczych w Meksyku. Stoją za zabójstwami, porwaniami, handlem bronią i narkotykami. Szefem kartelu jest były policjant, za którego głowę wyznaczono 10 milionów dolarów nagrody.

Reporterzy zatrzymali się 10 kilometrów od siedziby kartelu. Okoliczni mieszkańcy boją się rozmawiać o zabójstwie dwójki podróżników. Jedynie przewodnikowi zdradzili kilka informacji.

- Powiedzieli, że rowerzyści nigdy tu nie dojechali. Ostatnie miejsce, w którym widziani byli żywi, to było Abasolo – przekazał Bringuez. - Dla mnie najbardziej prawdopodobne jest to, że w Abasolo ich zabito, a potem wyrzucono ciała - ocenił.

W tym samym czasie do reporterów podjechał radiowóz. Policjanci pytali, kim są, robili zdjęcia. Nie mija kilka minut, gdy reporterów otoczyło kilkunastu policjantów. – Od tej pory, gdziekolwiek pojedziecie, będziemy za wami - powiedzieli funkcjonariusze.

Sytuacja była nerwowa. Policjanci wyposażeni byli w karabiny. Teoretycznie nie było to aresztowanie, ale reporterzy nie mogli poruszać się samodzielnie. Jechali pomiędzy radiowozami. Na stacji benzynowej próbowali negocjować z policją, ustalić, kto przysłał służby.

- Policjanci dostali nakaz od prokuratora, że musicie jechać prosto do hotelu – przekazał Bringuez.

Na rozkaz prokuratury ekipa telewizyjna nie mogła już nic więcej nagrywać ani zadawać pytań mieszkańcom. Śledztwo musiało zostać zakończone. Jedyne, na co zgodzili się policjanci, to zabrać Izabelę Schmidke na cmentarz w Ocosingo, gdzie w zbiorowej mogile pochowany został jej brat.

Polski podróżnik zamordowany w Meksyku. Druga część dyskusjiSuperwizjer TVN

Siostra walczy o pochówek brata

Siostra zabitego Krzysztofa każdego dnia naciskała na meksykańskich prokuratorów, aby mogła zabrać szczątki brata do Polski. Na razie zgodzili się oni jedynie na odbiór rzeczy podróżnika.

Kobieta od razu rozpoznała wśród nich kij, który towarzyszył Krzysztofowi podczas jego podróży. – To jest kij Krzyśka, to jest przedmiot, który wiedziałam od samego początku, że będę chciała odzyskać. Czuję ogromne wzruszenie – powiedziała Izabela ze łzami w oczach.

Siostra czeka już rok, aby móc pochować brata. Meksykańscy prokuratorzy, twierdzą, że ta zwłoka wynikała z zaniedbań polskich służb konsularnych. Mieli oni dostać wyniki badań DNA Krzysztofa Chmielewskiego, potrzebne do jego ostatecznej identyfikacji już w czerwcu zeszłego roku.

Konsul nie przekazał informacji

Wzburzona kobieta zadzwoniła do konsula. - Przekazał pan informację komuś, że przesłano panu profil DNA Krzysztofa? Prokuraturze, Ministerstwu Spraw Zagranicznych? – pytała. – Nie mam pewności - odpowiedział konsul. - Widzę, że nie przekazywałem tego - dodał po chwili.

- Skandal nad skandale – zareagowała na te słowa Izabela.

- Jakie rzeczy wychodzą na jaw? To, że nie przekazałem dokumentu, który został przekazany nieoficjalnie, nawet nie wiedziałem, co z nim zrobić i co to jest? – bronił się konsul, dodając, że on nie jest "od spraw sądowych".

Według Izabeli, "straciliśmy sześć miesięcy" przez to, że konsul nie przekazał informacji o tym, że ma w poczcie elektronicznej profil DNA Krzysztofa Chmielewskiego.

Prokuratorzy? "Nie mogę im ufać"

Konsul i meksykańscy prokuratorzy przerzucają się odpowiedzialnością za opieszałość. Jednak najbardziej dziwi fakt, że śledztwo w sprawie śmierci dwójki podróżników, mimo ewidentnych śladów po ranach postrzałowych u obu rowerzystów, prowadzone było pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Czy prokuratura w Chiapas chce odnaleźć morderców?

- Nie, nie są tym zainteresowani - stwierdził Rainer Hagenbusch. - Jeżeli kiedyś mi powiedzą, że mają dwóch morderców i to oni zabili Krzysztofa i Holgera, to czy mogę im ufać? Nie - dodał.

Siostrze Krzysztofa nie zależy na tym, żeby dowiedzieć się, kto go zabił. - Mnie to nic nie da, Krzysztof nie żyje, a ja chcę odzyskać swój spokój, chcę, żeby wrócił do kraju, żebym mogła go pochować i żebym mogła dalej żyć, mieć go w pamięci, wspominać - tłumaczyła.

Izabela wie, co robiłby Krzysztof, gdyby żył. - Podróżowałby, byłby już w innym kraju, w innym miejscu na świecie, byłby szczęśliwy i wolny - powiedziała.

"Tydzień po naszym powrocie również ciało dotarło do Polski"

Maciej Dopierała, współautor reportażu, w sobotniej dyskusji w studiu TVN24 poinformował, że szczątki zabitego podróżnika wróciły już do Polski. - Udało się je sprowadzić do Polski pani Izabeli Schmidke; tydzień po naszym powrocie również ciało dotarło do Polski - powiedział reporter.

Autor: akw//rzw / Źródło: Superwizjer TVN

Źródło zdjęcia głównego: tvn24