Premium

"Gość nie z tego świata"

Ci, którzy znali Zbigniewa Wodeckiego, wiedzą, że ostatnie dekady swojego życia dzielił między dom, scenę i samochód, w którym spędził niemalże jedną trzecią część tego czasu. To nie był przypadkowy samochód, podobnie jak przypadkowy nie mógł być kalendarzyk, w którym zapisywał swoje plany. I chociaż koncertował kilka razy dziennie, przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz, nasuwa się pytanie, czy był artystą spełnionym.

Śpiewał, grał, koncertował, akompaniował legendom, aż sam stał się jedną z nich. Zbigniew Wodecki, który dzisiaj obchodziłby 70. urodziny, na trwałe wpisał się w historię polskiej muzyki rozrywkowej. W końcu na scenie spędził 50 lat. I jak mało kto, przez te dekady nigdy nie zwalniał tempa. - Trzeba robić to, co człowiek ma w sercu i czekać na swój czas, bo to jest duża doza przypadku, czy ktoś trafi na to swoje miejsce, czy nie - mówił Wodecki w 2016 roku, tuż po odebraniu pierwszych dwóch Fryderyków.

Jedni kojarzyli go z "Pszczółką Mają", inni z "Zacznij od Bacha" czy "Lubię wracać tam, gdzie byłem". Są tacy, którzy kilka lat temu na Open'erze śpiewali z nim "Rzuć to wszystko, co złe". Dla innych był ulubionym jurorem TVN-owskiej edycji "Tańca z gwiazdami". Ale jego bliscy, przyjaciele, współpracownicy, mieli szansę poznać go z zupełnie innej perspektywy. Jakiej? Zdradzili w rozmowie z nami.

CZYTAJ TAKŻE: "Wolał być naszym przyjacielem niż ojcem". Rozmowa z córką muzyka, Kasią Wodecką-Stubbs >>>

"Rzucał pomysłami na prawo i lewo"

W jednym z wywiadów ze Zbigniewem Wodeckim padło pytanie o liczbę jego piosenek. Artysta krótko odpowiedział, że nie wie, ile ich napisał, podobnie, jak nie wie, ile wydał płyt. Dodał, że nawet gdyby sprawdził w ZAiKS-ie, to na niewiele by się to zdało, bo sporej części nie zgłosił. Po trzech latach od śmierci Wodeckiego, jego dorobek próbuje uporządkować fundacja jego imienia.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo