Premium

164 powody dziennie, by numer 116 111 wciąż działał

Zdjęcie: Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Czytałam komentarze pod zbiórką, tam są wpisy dzieci o tym, że sobie nie wyobrażają, że telefonu mogłoby nie być i też coś wpłacą. Serce mi pękało, bo to nie jest rola dzieci, one w ogóle nie powinny się o to martwić, nie powinny słyszeć, że to jest niepewne, że mogą to stracić - mówi Paula Włodarczyk z Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę".

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałabyś/chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc.

Jak wynika z niepełnych jeszcze danych policji, prób samobójczych wśród ludzi, którzy nie ukończyli 18. roku życia było w ubiegłym roku 1339. To blisko cztery dziennie i o prawie pół tysiąca więcej niż przed rokiem. Psychiatria dziecięca od lat jest w kryzysie. Pandemia sprawiła, że wiele osób czuje, że straciło sens życia.

Mimo fatalnej sytuacji w obszarze ochrony zdrowia psychicznego, na początku roku Fundacja "Dajemy Dzieciom Siłę", prowadząca telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111, dowiedziała się, że stracił on rządowe dofinansowanie. Bez wsparcia państwa całodobowe działanie telefonu, na który mogą dzwonić dzieci w kryzysie, stanęło pod znakiem zapytania. W obliczu tej informacji Aleksander Twardowski, przedsiębiorca i aktywista, na portalu zrzutka.pl ogłosił zbiórkę na ratowanie telefonu zaufania. Kwota 350 tysięcy złotych, którą początkowo założył, została osiągnięta w ciągu kilku godzin. W momencie pisania tego artykułu Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę" już przekazano blisko 2 miliony złotych. Cały czas można też wpłacać na zbiórkę. Dzięki tym pieniądzom telefon będzie mógł działać tak jak to robił dotychczas, już od 14 lat - całodobowo. 

O tym, dlaczego dalsze funkcjonowanie tego telefonu jest tak ważne, rozmawiamy z Paulą Włodarczyk, koordynatorką programu pomocy telefonicznej w Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę".

Katarzyna Gozdawa-Litwińska: Odetchnęła pani z ulgą?

Paula Włodarczyk, koordynatorka programu pomocy telefonicznej: Oczywiście! Chociaż na początku może nie tyle odetchnęłam, co byłam zaskoczona i wdzięczna, że ktoś w ogóle wpadł na ten pomysł, zajął się tym tematem. Przecież nie musiał. Jestem też zaskoczona tym, ile osób wzięło udział w zbiórce i nadal bierze. Nawet nie wiem, ile dokładnie pieniędzy jest teraz. Jak sprawdzałam wczoraj [rozmawiamy 24 stycznia - red.], to były prawie 2 miliony, ta kwota wciąż rośnie. Już przez pierwsze kilkanaście godzin uzbierała się ogromna suma, której nikt się nie spodziewał. To bardzo rozgrzewa, daje mnóstwo motywacji i chęci do działania. Pokazuje, że coś dobrego razem możemy zrobić, że los dzieci nie jest ludziom obojętny. To niezwykle pokrzepiające.

Rząd rezygnuje z finansowania Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży
Rząd rezygnuje z finansowania Telefonu Zaufania dla Dzieci i MłodzieżyTVN4

Krótko przed naszą rozmową do dwóch milionów brakowało niespełna 100 tysięcy złotych. To, zdaje się, przerosło oczekiwania nawet pana Twardowskiego, który początkowo założył sobie 350 tysięcy złotych.

Aż niesamowite, że w takim tempie to idzie i że taki duch się zrodził w ludziach, żeby uratować nasze działanie przez 24 godziny na dobę. Bez tego wsparcia to byłoby niemożliwe. 

Okazuje się, że bardzo dużo ludzi dostrzega, że robicie ważną, dobrą rzecz.

Bardzo za to dziękuję. Cieszę się, że ktoś tę pracę docenia, to dla nas niezwykle ważne. Rozmawiamy z bardzo dużą liczbą dzieci, to nawet kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Poza tym odbieramy wiadomości - tych przychodzi około 10 tysięcy rocznie. Pomagamy codziennie, przez cały rok, 24 godziny na dobę. Udawało nam się to robić w ostatnich latach i chcemy to robić dalej, bo widzimy, jakie to jest potrzebne.

Okrojenie całodobowej pomocy byłoby katastrofalne?

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo