Premium

Czy "pływająca klinika aborcyjna" znów dobije do polskiego portu? 

Na morzu szalał sztorm, a w porcie we Władysławowie feministki i wszechpolacy. Gdy holenderski statek z gabinetem aborcyjnym na pokładzie próbował zacumować, działaczki witały go z entuzjazmem, kobiety chcące usunąć ciążę z nadzieją, a przeciwnicy aborcji z transparentami Langenort go home i jajkami do rzucania. Ówczesny rząd grzmiał, lokalny prokurator działał. Rozgorzała debata publiczna na temat praw reprodukcyjnych polskich kobiet. Był 2003 rok. Czy teraz, po decyzji Trybunału Konstytucyjnego, "pływająca klinika" znów dobije do polskiego portu? 

– W ostatnich tygodniach dostrzegamy wzrost zainteresowania naszą działalnością ze strony polskich kobiet – mówi mi Rebecca Gomperts, holenderska lekarka, niegdyś pracująca na łodziach Greenpeace, a obecnie – założycielka i prezeska organizacji Kobiety na falach (ang. Women on Waves), działaczka feministyczna, którą magazyn Time umieścił w 2020 roku na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi świata. Rebecca od lat działa na rzecz praw kobiet - do bezpiecznej aborcji, awaryjnej antykoncepcji oraz rzetelnej edukacji seksualnej.

Jej Kobiety na falach, niegdyś wysyłające swoje łodzie do krajów, gdzie aborcja była zabroniona, dziś płyną z duchem czasu. I pomagają kobietom usunąć ciążę, wykorzystując przy tym aborcyjne drony i roboty.

O technologicznym przeskoku, prawach kobiet i aborcji na fali – Rebecca Gomperts rozmawia z Adą Wiśniewską, dziennikarką TVN24. I odpowiada na pytanie - czy w obliczu ostatnich wydarzeń Langenort po raz kolejny zakotwiczy się u wybrzeży Polski?

Przypłynięcie Langenorta do Polski (materiał "Faktów TVN z 2003 roku)"Fakty TVN"/archiwum

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo