Premium

Starej lodówki nie przywiał wiatr, a gruz to nie skutek remontu w borsuczej norze

Wyobraź sobie, że co roku przez polskie lasy przejeżdża nawet dwa tysiące wagonów towarowych wypełnionych po brzegi śmieciami. Co jakiś czas, gdy nikt nie widzi, zatrzymują się i gubią ładunek. Trochę tu, trochę tam... Aż w końcu w wagonach nie ma nic. Byłbyś tym oburzony? To teraz posłuchaj: te wszystkie śmieci naprawdę lądują w lesie.

"Zwarty zespół roślinności z przewagą drzew i ze swoistą fauną" - taką definicję lasu podaje Słownik Języka Polskiego. Czy jest w niej mowa o przydrożnych, kolorowych kobiercach z puszek i opakowań po jedzeniu? A może o stercie opon na polanie? Nie, nie ma tu ani słowa o śmieciach, a jednak od wielu lat są one stałym elementem leśnego krajobrazu. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Nowe dzikie wysypiska śmieci pojawiają się jak grzyby po deszczu. To przykłady z ostatnich tygodni:

- Dębowiec, 13 kilometrów od Gniezna, niepotrzebne części samochodowe, plastikowe butelki i woreczki; - Nieciszów, 26 kilometrów od Wrocławia, pięćdziesiąt opon; - Aniołki, 30 kilometrów od Ostrowa Wielkopolskiego, kilkanaście worków z odpadami z gospodarstwa domowego; - Sopot, Wielka Gwiazda, do wiaty przyczepiono siatkę ze śmieciami po "pikniku", to, co się w niej nie zmieściło, wylądowało pod drzewem; - okolice Wałbrzycha, dwa samochody; - Świętno koło Wolsztyna, kilkanaście worków z gruzem i plastikami w pobliżu wieży widokowej.

- Takie bezmyślne zaśmiecanie środowiska tłumaczę sobie już tylko tym, że ktoś nie zdaje sobie do końca sprawy, jak duży ma to wpływ na środowisko. Może wciąż za mało obrazowo pokazujemy, że każdy śmieć to szrama na Matce Ziemi - mówi Beata Butwicka, prezes Fundacji Nasza Ziemia.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo