Koparka "Dolores" ma ponad 120 metrów długości, blisko 40 metrów wysokości i waży 2,5 tysiąca ton. Ten gigant już jest atrakcją turystyczną Kleczewa (woj. wielkopolskie).
- To najczęściej fotografowany obiekt między innymi przez motocyklistów. Zwłaszcza w weekendy, tu są po prostu ich pielgrzymki - mówi Mariusz Musiałowski, burmistrz Kleczewa.
Jak dodaje, niewiele brakowało, by "Dolores" została pocięta na żyletki. - Skończyłaby dokładnie tak samo, jak bliźniacza koparka "Carmen", którą tutaj wielu nazywa jej siostrą. Kopalnia zakończyła już działalność, więc koparki nie były absolutnie do niczego potrzebne - wyjaśnia.
Ściągnięta z Hiszpanii
"Dolores" została w 2009 roku zakupiona z likwidowanej kopalni w Hiszpanii i przewieziona na czterystu ciężarówkach do Polski. Od 2011 roku pracowała w odkrywce Jóźwin II B na rzecz Kopalni Węgla Brunatnego "Konin".
Od lat nie jest używana. Wpisała się już na dobre w krajobraz Kleczewa. Burmistrz jej zniknięcia sobie nie wyobraża. - To jest kawał naszej historii, to nasze dziedzictwo - podkreśla.
Koparka zostanie ocalona dzięki pomocy marszałka województwa wielkopolskiego, który podjął już decyzję o jej zakupie i przekazaniu na rzecz Muzeum Okręgowego w Koninie. Dopinane są w tej sprawie formalności.
- To jest duża maszyna, która budzi sympatię wielu osób z całej Polski. Myślę, że nie tylko z Polski. To już w tej chwili powoli relikt długiego okresu wydobycia węgla brunatnego w regionie konińskim. Chcemy zachować te maszyny, jako w pewnym sensie pomnik tamtych czasów - zapowiada marszałek Marek Woźniak.
"Dolores" ma służyć w nowej roli - atrakcji turystycznej, na którą będzie można wejść, a nie tylko sfotografować z oddali. Ma się stać się sercem nowego muzeum i symbolem transformacji regionu po górnictwie.
Marzenie? Kawka na szczycie
Przy "Dolores" stanie pawilon muzealny z wystawą o górniczej historii regionu. - Bardzo byśmy chcieli, żeby tutaj - poza koparką - były również jakieś sale audiowizualne, by można było zobaczyć na filmach, jak pracowała, gdy ten węgiel był wydobywany - tłumaczy Musiałowski.
Jeden z pomysłów, który podoba się burmistrzowi, zakłada nawet powstanie kawiarni na dachu tej gigantycznej maszyny. - Z technicznego punktu widzenia da się to zrobić. Pytanie tylko, czy komuś wystarczy charyzmy, ponieważ nie będzie to proste zadanie - podkreśla.
Póki co jednak trzeba "zejść na ziemię" i zatwierdzić zmiany w miejskich planach, które umożliwią nową działalność.
- Jesteśmy już, jako urząd, w trakcie zmiany zagospodarowania przestrzennego - mówi Musiałowski, dodając, że liczy, iż w czerwcu uda się ją uchwalić, a tym samym będą mogły się wtedy rozpocząć działania związane z zaadaptowaniem koparki do nowej roli.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24