Do zdarzenia doszło po godzinie 10 podczas sesji Rady Miasta Poznania. Po przedstawieniu raportu o stanie miasta prezydent Poznania zasiadł w ławce, po czym do sali sesyjnej wtargnęła grupa osób. Jedna z nich miała ze sobą tort z bitą śmietaną na biszkopcie, którym rzuciła w twarz prezydenta Poznania.
- Pogrążasz to miasto ze swoimi prezesikami w PIM-ach (Poznańskie Inwestycje Miejskie - dop. red.) i właśnie na to zasługujesz - krzyczał napastnik. Inne osoby rozdawały ulotki z hasłem "Wilczy bilet dla Jacka Jaśkowiaka za antyspołeczną politykę!". Podpisał się pod nimi Kolektyw Rozbrat i Ruch Klimatyczny Jazda. W treści zarzucili Jaśkowiakowi m.in. najwyższe w kraju ceny biletów komunikacji miejskiej oraz oddanie praw do terenów osiedla Maltańskiego, "umożliwiając handel nimi za setki milionów złotych".
- Normalny prezydent już się dawno podał do dymisji, po prostu miałby trochę stylu i chociaż troszeczkę godności - krzyczał napastnik.
- Jestem odporny psychicznie i oczywiście, że nie boję się ataków ani takiego, ani ataku nożem, ani ataku pistoletem - mówił potem prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.
- Ale ja się boję - powiedziała, płacząc, urzędniczka, która siedziała obok Jacka Jaśkowiaka.
Jaśkowiak stwierdził, że należy coś zrobić, by "taką hołotę wyprowadzić z urzędów i nie pozwolić im na taką agresję". - To nie mieszkaniec, to ktoś, kto atakuje fizycznie na sesji rady miasta urzędnika państwowego. To w tym momencie przekroczenie wszelkich granic. Można mieć różne poglądy, ale atak fizyczny na pracownika samorządu i zrobienie tego podczas sesji jest absolutnie przekroczeniem wszelkich granic - mówił.
- To cyrk - podsumowała radna PiS Ewa Jemielity.
Mężczyzna, który rzucił tortem w Jacka Jaśkowiaka został zatrzymany przez policję. - Pycha kroczy przed upadkiem - krzyczał, gdy policja wyprowadzała go z budynku.
Oprócz niego policja zatrzymała jeszcze jedną osobę. - Na miejscu trwają dalsze czynności - przekazał sierżant Michał Wiśniowski z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.
Jaśkowiak: mam zniszczony garnitur
- Mamy do czynienia dzisiaj z sytuacją niezwykle poważną. Następnym krokiem będzie nie już jakieś ciasto czy coś innego w twarzy, ale może nóż. Może kogoś zamordują. Ja chciałbym bardzo serdecznie zaapelować do radnych, żebyśmy rozpoczęli dyskusję na temat tego, czy te obrady sesji rady miasta powinny być tak otwarte dla wszystkich, bo za chwilę naprawdę ktoś tutaj wtargnie z nożem czy z maczetą - powiedział po zdarzeniu Marcin Gołek, pierwszy zastępca Jaśkowiaka, który siedział obok prezydenta w momencie zdarzenia.
Jak dodał, "nie wiemy, jaki jest skład tego czegoś, czym został uderzony pan prezydent" - To dopiero będzie badać policja. Wygląda to na jakieś ciasto po prostu, ale nie wiemy jaki jest skład tego, tak? Pan prezydent dostawał groźby oblania kwasem solnym czy jeszcze innymi substancjami - mówił.
Sam prezydent po przebraniu garnituru wrócił do dziennikarzy i na salę sesyjną. - Trenowałem boks, także to nie jest uderzenie, którego bym nie wytrzymał. Pewnie mam zniszczony garnitur, za chwilę przyjdzie technik z policji, żeby to jakoś zabezpieczyć. Może mi się uda go uratować - mówił.
Dodał, że już wcześniej, zwracał uwagę na "pewne akty agresji". - To nie są osoby mi nieznane, bo też pewnie te same osoby wtedy wtargnęły razem z panią poseł Zawiszą, która nadużyła prawa do kontroli i te osoby wtargnęły do mojego gabinetu.
Wotum pod znakiem zapytania
Poznańscy radni we wtorek udzielali wotum zaufania i absolutorium prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi. Jeszcze tydzień temu to nie było takie oczywiste.
W Poznaniu od stycznia w szeregach poznańskiej Koalicji Obywatelskiej toczy się zimna wojna. To efekt odwołania zastępcy prezydenta Poznania Mariusza Wiśniewskiego.
W czerwcu z funkcji zrezygnował inny z wiceprezydentów - Jędrzej Solarski. Głównym powodem były problemy zdrowotne. Urzędnikom miał jednak przyznać, że jest przytłoczony nadmiarem obowiązków.
Burza wokół wiceprezydentów
Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak w miejsce tej dwójki powołał nowych zastępców. Zostali nimi dotychczasowa dyrektorka Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych UMP Magdalena Pietrusik‑Adamska oraz wójt gminy Rokietnica Bartosz Derech.
Wybór tego drugiego kolejny raz podzielił radnych i ludzi prezydenta. Przyczyn jest kilka - najważniejsza to zostawienie na półmetku kadencji swojej gminy i doprowadzenie do wcześniejszych wyborów. Działacze KO nie kryją obaw, że takie pożegnanie z urzędem może utrudnić zadanie popieranemu przez nich kandydatowi, który walczyć będzie o schedę po Derechu. Druga kwestia wiąże się z wydarzeniami z marca, kiedy wybierano lokalne władze w partii. Wówczas Derech najpierw sam zapowiedział start w wyborach na szefa regionu. Wsparł go wieloletni przewodniczący regionu Waldy Dzikowski. Po "policzeniu szabli" zrezygnował z kandydowania i poparł Marcina Bosackiego. Kiedy na finiszu wewnątrzpartyjnej walki zobaczył, że wiceminister spraw zagranicznych popierany przez Jacka Jaśkowiaka nie ma szans na to stanowisko, miał zgłosić się do obozu Jarosława Urbaniaka.
- Na ostatniej prostej liczył, że w zamian za swoje poparcie otrzyma fotel przewodniczącego partii w powiecie. Gdyby zrobił to wcześniej, pewnie byśmy się dogadali, ale wtedy było już wszystko uzgodnione - mówi nam jeden z działaczy KO, nazywając Derecha "największym przegranym" marcowych wyborów.
Derech został wybrany na zastępcę prezydenta bez konsultacji z klubem radnych i ze strukturami Koalicji Obywatelskiej. Efektem tego miało być nieudzielenie wotum zaufania prezydentowi. Jeszcze tydzień przed wtorkową sesją przeważały głosy, że radni zagłosują przeciw Jaśkowiakowi. Miała to być "żółta kartka" dla Jaśkowiaka, który podejmuje działania wbrew radnym i loklanym strukturom.
Przewodnicząca klubu tonowała jednak nastroje. Pojawiały się informacje, że w sprawie udzielenia wotum zaufania miał interweniować sam Donald Tusk. Radni KO jednak temu zaprzeczają.
Przeciw udzielenia wotum zaufania opowiadali się radni PiS, którzy przekonywali, że rządy Koalicji Obywatelskiej Poznaniowi się nie opłacają - Majątek miasta wzrósł w 2025 roku o 0,3 procent przy inflacji 3,6 procent. Inwestycje miejskie jak zwykle nie zostały wykonane według planów. Ulubiona spółka prezydenta, czyli Poznańskie Inwestycje Miejskie, nie rozpoczęła 20 procent zleconych jej zadań inwestycyjnych - wyliczał Zbigniew Czerwiński, radny PiS.
Do tych słów odniosła się dyrektorka ds. komunikacji i koordynacji inwestycji PIM Maja Chłopocka. Jak powiedziała, dyskusja o procencie czy liczbie realizowanych inwestycji oparta wyłącznie na wymiarze terminów płatności "jest daleko idącym uproszczeniem, a wyciąganie wniosków na podstawie takiej statystyki nie jest uprawnione".
Sesja przerwana
Po incydencie z tortem sesja rady miasta został przerwana na około pół godziny. Po jej wznowieniu atak skrytykował przewodniczący rady miasta. - Nie sądzę, żeby w ten sposób w cywilizowanym kraju należało debatować - powiedział Grzegorz Ganowicz. I dodał, że to wydarzenie zmusza do zastanowienia się, w jaki sposób zorganizować pracę rady, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie. - Dzisiaj został zaatakowany pan prezydent, ale przecież w tej sytuacji agresja wobec konkretnych osób również z danego miasta może przybrać podobny kształt i każdy może się czuć zagrożony w sali sesyjnej - dodał.
Podczas swojego wystąpienia do tej sprawy odnieśli się przedstawiciele innych klubów. - Jestem przeciwny jakiejkolwiek agresji, nawet jeśli to jest agresja przy użyciu ciasta - powiedział Zbigniew Czerwiński, szef klubu radnych PiS.
- Nie ma naszej zgody na takie wydarzenia, jakie wydarzyły się dzisiaj - powiedziała Małgorzata Dudzic-Biskupska i zapowiedziała, że radni KO zagłosują za wotum zaufania.
Przeciwko bagatelizowaniu zdarzenia przestrzegał Tomasz Lewandowski z klubu Lewica Centrum. - Dzisiaj był tort, następnym razem będzie kwas solny, być może jakieś ostre narzędzie. I nie dotyczy to Jacka Jaśkowiaka, ale dotyczy to wszystkich osób, które wykonują władzę publiczną - podkreślił.
Radni udzielili wotum zaufania Jackowi Jaśkowiakowi. "Za" zagłosowało 26 radnych z Koalicji Obywatelskiej i Lewicy Centrum. Przeciw było sześciu radnych PiS. Później otrzymał także absolutorium - przy poparciu 27 radnych KO i Lewicy Centrum oraz sześciu głosom sprzeciwu ze strony PiS.
"Tort jednym ze sposobów przebicia się do opinii publicznej"
Po południu Kolektyw Rozbrat opublikował wpis na temat całej sytuacji.
"Dzisiejsze rzucenie tortem w prezydenta Jacka Jaśkowiaka to bezpośrednia reakcja na brutalność prezydenta Jaśkowiaka stosowaną od lat wobec tych najgorzej usytuowanych mieszkańców Poznania (...). Gdy władza zamyka przed ludźmi drzwi, tort staje się jednym ze sposobów przebicia się do opinii publicznej" - czytamy we wpisie.