|

Połowa nie dobiegła do mety, Hubert umarł następnego dnia

Hubert Bobrzycki
Hubert Bobrzycki
Źródło zdj. gł.: Archiwum prywatne
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Po siedmiu latach od śmierci podchorążego Huberta Bobrzyckiego zapadł wyrok w sprawie dwóch wykładowców Wojskowej Akademii Technicznej. 21-latek zasłabł podczas 10-kilometrowego marszobiegu w upale. Zmarł następnego dnia. Proces miał odpowiedzieć na pytanie, czy wykładowcy są winni jego śmierci.Artykuł dostępny w subskrypcji

Dzień przed egzaminem Hubert rozmawia z mamą. Wie, że następnego ranka będzie musiał przebiec 10 kilometrów w mundurze i z oporządzeniem.

Podchorążowie sprawdzają prognozy. Ma być upał. Próbują przekonać wykładowcę, żeby przełożyć zaliczenie na 6 rano, kiedy jest chłodniej. Bezskutecznie.

- Byli przerażeni tym biegiem. Na uczelni była fama, że co roku podczas zaliczenia ktoś się wywraca i przyjeżdża karetka. To nie była żadna nowość - mówi Agnieszka Bobrzycka, mama Huberta. - Najbardziej przerażała ich pogoda.

Termometry w godzinie biegu miały pokazywać nawet 30 stopni.

Następnego dnia Agnieszka odbiera telefon. Hubert miał wypadek na wuefie - słyszy w słuchawce.

- Pomyślałam: wypadek? Może jakaś kończyna złamana, coś w tym stylu. Wzięłam psa, wsiadłam w samochód i ruszyłam ze Szczecina do Warszawy. Nie wiedziałam, po co jadę.

Start

10 czerwca 2019 roku Hubert kładzie się do łóżka wcześnie. O 22 już śpi. Następnego dnia rano zamiast śniadania je banana i batona czekoladowego, potem jedzie na zaliczenie. Koniec roku akademickiego już blisko.

Pozostało 91% artykułu
Czytaj także: