|

Bankructwo dewelopera, dostała 32 złote. "Po co mi to było?"

Tak wyglądały niedokończone przez dewelopera części osiedla przy ul. Wierzbowej.
Tak wyglądały niedokończone przez dewelopera części osiedla przy ul. Wierzbowej.
Źródło zdj. gł.: Jolanta Loranty, arch. prywatne
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Po niemal dwóch dekadach od wybuchu jednej z największych afer deweloperskich w Polsce byli szefowie krakowskiego Leoparda usłyszeli nieprawomocny wyrok skazujący. - Oni po prostu uważają, że biznes im nie wyszedł, i tyle - opowiada jedna z poszkodowanych. Przedstawiciele spółki nie chcą komentować sprawy.Artykuł dostępny w subskrypcji

- Po co mi to było? - pyta na początku rozmowy z TVN24+ pani Aneta (imię zmienione).

Kobieta napisała do nas po reportażu "Superwizjera" o sprawie HREIT, w której według śledczych jest siedem tysięcy pokrzywdzonych. Przekazała, że współczuje klientom spółki, bo jej zdaniem czeka ich długa i bolesna walka o swoje.

Zna scenariusz. W 2006 roku wpłaciła deweloperowi około dwudziestu procent wartości dwupokojowego mieszkania. Po dwóch dekadach dostała od syndyka 32 złote.

Na dokończenie porzuconej przez dewelopera budowy wspólnota musiała znaleźć 18 milionów złotych, a niewiele brakowało, by nawet taka opcja nie wchodziła w grę.

Pozostało 92% artykułu
Czytaj także: