Służby ćwiczyły pomoc ofiarom wypadku. A miejsce zdarzenia wyglądało bardzo realistycznie. Przy drodze stał przewrócony autokar, a obok płonął bus.
W środku autokaru, pomiędzy porozrzucanymi bagażami, siedzieli statyści, umazani sztuczną krwią. Gdyby tego było mało, większość ratowników jadąc na akcję nie miało pojęcia, że to ćwiczenia.
Długa akcja
Pierwsze przyjechało pogotowie i... musiało czekać na przyjazd straży. - Nie wiadomo było, jakie jest zagrożenie w tym autobusie, czy nie grozi wybuchem. Najważniejsze w takiej sytuacji jest też bezpieczeństwo ratowników - tłumaczył TVN24 Michał Świerszcz z wojewódzkiego pogotowia ratunkowego w Gliwicach.
Na szczęście czekanie nie trwało długo i już po kilku minutach strażacy zaprzęgli całe swoje siły do gaszenia pożaru.
Ćwiczenia skończyły się po dwóch godzinach. Po co jednak to całe zamieszanie?
Pozorowany wypadek miał sprawdzić, jak wygląda koordynacja służb - straży pożarnej, pogotowia, policji i żandarmerii. Miejmy nadzieję, że wnioski pomogą im lepiej ratować życie.
Źródło: TVN24, PAP