Przepisy sobie, rzeczywistość sobie. Uczniowie pozbawieni ustawowej opieki

Polska

Stomatolodzy wracają do szkół. Przynajmniej w teorii ("Polska i Świat" z 12.09.2019)tvn24
wideo 2/4

Dwa miesiące po wejściu w życie przepisów o konieczności zapewnienia uczniom opieki stomatologicznej, w wielu szkołach dyrektorzy wciąż szukają dentystów chętnych do pracy. Do dentobusów ustawiają się kolejki.

Wszyscy uczniowie powinni mieć zapewnioną profilaktyczną opiekę zdrowotną i stomatologiczną. Tak wynika z ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami, która weszła w życie 12 września 2019 roku.

W praktyce oznacza to, że w każdej szkole powinna pracować pielęgniarka środowiskowa lub higienistka. Dostęp do stomatologa może być zaś zapewniony na kilka sposobów: w gabinecie w szkole lub poza nią, jeśli specjalista podpisze ze szkołą umowę. A jeśli to się nie uda, ostatecznym rozwiązaniem mają być dentobusy.

Te ostatnie, nazywane mobilnymi gabinetami stomatologicznymi, resort zdrowia kupił w 2017 roku. Jest ich 16, po jednym na każde województwo. Według danych NFZ w 2018 roku ze świadczeń w dentobusach skorzystało prawie 34 tysiące dzieci i młodzieży. Sprawa wygląda gorzej, jeśli przyjrzymy się konkretnym rejonom: na Dolnym Śląsku z ich usług skorzystało zaledwie 751 pacjentów, a w Wielkopolsce - 581. NFZ na świadczenia w dentobusach w 2018 roku wydał 2,7 miliona złotych.

Ten rok może pokazać, jak bardzo stomatologom z dentobusów przybyło pracy i pacjentów. W pierwszym kwartale z mobilnego leczenia i porad skorzystało 18 tysięcy osób. O dentobusy zabiegają również szkoły zmagające się z problemami z zapewnieniem swoim uczniom dostępu do opieki w gabinetach stomatologicznych.

We wrześniu własne gabinety dentystyczne prowadziło tylko około 720 z 24 tysięcy polskich szkół. Z wyliczeń Związku Miast Polskich wynika, że uruchomienie w szkole gabinetu stomatologicznego to koszt około 100 tysięcy złotych. Do tego dochodzą koszty utrzymania gabinetu. Samo stworzenie takich gabinetów we wszystkich szkołach w Polsce kosztowałoby więc około 2,4 miliarda złotych. Dla porównania program wyprawek szkolnych, w którym każdy uczeń jednorazowo dostaje 300 złotych na początek roku szkolnego, kosztuje budżet państwa około 1,5 miliarda złotych.

Placówki, które nie mają gabinetów, zdane są na podpisanie umowy ze specjalistami, którzy będą świadczyć usługi poza szkołą. Tyle tylko, że gabinetów, które mają zawarte umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, też jest niespełna 7 tysięcy. A dzieci w szkołach niemal 5 milionów. Do tego ich potrzeby są duże: aż 80 procent pięciolatków ma próchnicę. Prawie 9 procent osiemnastolatków ma z tego powodu usunięty co najmniej jeden ząb.

Dentystę zatrudnię od zaraz

W dużych miastach szukanie stomatologów idzie sprawniej niż na prowincji.

- Jest kilka szkół, które sygnalizują, że nie zgłosiły się gabinety w pobliżu, które byłyby zainteresowane świadczeniem usług. Będziemy im pomagać znaleźć gabinety w innych częściach miasta - zapewnia Przemysław Foligowski, szef wydziału oświaty w poznańskim magistracie.

- Jesteśmy w trakcie podpisywania porozumień, dzięki temu zapewnimy opiekę stomatologiczną dla około 60 procent uczniów - informuje Joanna Gospodarczyk, szefowa wydziału edukacji w stołecznym ratuszu. - Jesteśmy już po ankiecie wśród rodziców, kto będzie chętny do skorzystania z usług szkolnego dentysty. A po podpisaniu porozumień będziemy wnioskować o kolejny konkurs w NFZ, żeby poszerzyć liczbę przychodni - zapewnia.

Gabinet udało się otworzyć na przykład w lubuskiej Witnicy. We wrześniu skorzystało z niego około 200 uczniów tamtejszej szkoły podstawowej numer 2. Gminie udało się zdobyć pieniądze z programu polityki zdrowotnej "Poprawa dostępności do świadczeń stomatologicznych dla dzieci i młodzieży w szkołach w 2018 roku". Witnica otrzymała 111,7 tysiąca złotych na zakup sprzętu. Ze swoich środków wykonała remont oraz przystosowała pomieszczenie pod gabinet (około 40 tysięcy złotych) i doposażyła go w brakujący sprzęt (koszt około 18 tysięcy złotych).

Ale nie wszystkim poszło tak dobrze. Nadziei na szybkie rozwiązanie problemu braku opieki stomatologicznej nie mają na przykład władze Kościerzyny w województwie pomorskim. Na zapytanie miasta w tej sprawie nikt nie odpowiedział. Gmina ustawiła się więc w kolejce do dentobusu.

Podobne problemy zgłasza Marek Szaruga, burmistrz Kcyni w województwie kujawsko-pomorskim - żaden dentysta w powiecie nakielskim nie wyraził zainteresowania podpisaniem umowy na leczenie stomatologiczne uczniów. Kcynia również czeka na dentobus.

W wielkopolskiej Chodzieży, gdzie zaopiekować trzeba się ponad tysiącem dzieci, do pracy zgłosił się tylko jeden chętny stomatolog.

Harmonogramy pracy dentobusów publikują na swoich stronach internetowych wojewódzkie oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia. To one wyłoniły w konkursach operatorów mobilnych gabinetów, zwykle są to przychodnie. To operatorzy ustalają harmonogram pracy i to do nich zapotrzebowania zgłaszają samorządowcy i dyrektorzy szkół. Na jedno województwo przypada jeden dentobus.

"Trudno mi wyobrazić sobie, co będzie od stycznia"

- Jestem dyrektorem od 23 lat, ostatnio stomatolog wpadał do nas do szkoły w 2001 roku - wspomina dyrektor z podstawówki na Śląsku, gdzie uczy się około 170 uczniów. - Obawiam się, że wkrótce z pielęgniarkami będzie podobnie.

W jego 40-tysięcznej miejsko-wiejskiej gminie działa dziś 15 placówek oświatowych, a w nich funkcjonuje 11 gabinetów pielęgniarskich. W ostatnich latach obsługiwała je spółdzielnia sześciu pielęgniarek, które pełniły dyżury we wszystkich gminnych szkołach. Od września w spółdzielni pracują już tylko trzy pielęgniarki.

- A po nowym roku będą już tylko dwie, bo pani Grażyna, która dyżurowała u nas, przechodzi na emeryturę - przyznaje dyrektor. - Pielęgniarka przychodziła do nas w poniedziałki na sześć godzin, oprócz tego jeździła jeszcze do dwóch szkół. Trudno mi wyobrazić sobie, co będzie od stycznia. Chętnych, by ją zastąpić na razie nie ma - dodaje.

Od stycznia w gminie zostaną czynne już tylko cztery gabinety, które ostatecznie zakończą działalność wraz z końcem roku szkolnego.

Maria jest szkolną pielęgniarką w 20-tysięcznym mieście na Mazurach. W szkołach pracuje od ponad 30 lat, do emerytury zostały jej dwa lata. - W tym samym czasie co ja na emeryturę będą przechodziły cztery z sześciu pielęgniarek z naszej grupy - opowiada. - Razem obsługujemy miejską podstawówkę i kilka wiejskich szkół. Żeby zdobyć cały etat, każda z nas musi mieć pod opieką około 1000 dzieci, a podstawówka ma 500.

Na rękę pani Maria zarabia dziś mniej niż 1500 złotych. - Kokosy to nie są, a praca z dziećmi jest odpowiedzialna i trudna. Nie wiem, kto nas zastąpi - wzdycha pielęgniarka.

"Ogólna zła sytuacja w zakresie dostępności pielęgniarek na rynku pracy"

Podobny problem dotyczy także dużych miast. Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna, wiosną napisał do Ministerstwa Edukacji Narodowej z prośbą o "podjęcie działań, które umożliwią pełne zaspokojenie potrzeb szkół w zakresie właściwego funkcjonowania gabinetów profilaktyki zdrowotnej". W tym czasie w mieście pracowało 26 szkolnych pielęgniarek, które miały się zajmować ponad 24 tysiącami uczniów w 80 placówkach.

"Wśród przyczyn obserwowanych problemów należy wymienić ogólną złą sytuację w zakresie dostępności pielęgniarek na rynku pracy, relatywnie niskie dochody pielęgniarki szkolnej w porównaniu do innych grup zawodowych funkcjonujących w podstawowej opiece zdrowotnej" - zwracał uwagę Grzymowicz.

Po rozpoczęciu tego roku szkolnego w jednej z warszawskich niepublicznych podstawówek rodzice zostali poinformowani, że jest problem z zatrudnieniem pielęgniarki na stałe. Szkoła przeprowadziła analizę, w jakie dni dzieci najczęściej korzystały z jej pomocy. Wyszło im, że w poniedziałki.

- I właśnie na ten dzień szkoła zatrudniła pielęgniarkę - opowiada mama siódmoklasisty. - Gdy syn dostał ostatnio linijką w głowę od kolegi, a był to czwartek, to go tylko nauczycielka zapytała, "czy bardzo go boli". I tak nie miałaby go do kogo wysłać. Ale na szczęście bolało "nie bardzo".

W Polsce mamy około 8,2 tysiąca pielęgniarek szkolnych. Ich średnia wieku to już 56 lat. To dane stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe.

"Częstsza obecność pielęgniarki będzie z korzyścią dla dzieci"

- Resort chce, aby pielęgniarki częściej były obecne w szkołach. Wydaje się, że ta częstsza obecność pielęgniarki będzie z korzyścią dla dzieci - mówił wiosną minister zdrowia Łukasz Szumowski. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że wiele chorób cywilizacyjnych, które w późniejszym czasie zbierają swoje żniwo, ma swój początek już w szkole. Mam tu na myśli chociażby problem nadwagi i otyłości - dodawał.

Do zrobienia jest sporo. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2018 roku wynika, że w ponad 50 proc. szkół podstawowych nie było gabinetów pomocy przedlekarskiej. Szczególnie źle jest na wsiach - tam brakowało ich w blisko 70 proc. placówek. W efekcie pielęgniarki często udzielają świadczeń w nieodpowiednich warunkach, na przykład w salach lekcyjnych, stołówkach, a nawet w piwnicach.

Autor: Justyna Suchecka / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24