Polska

Śmierć pacjenta dr. G. wraca do prokuratury

Polska

TVN24Sprawa G. wraca do prokuratury

Warszawska prokuratura ma ponownie poprowadzić śledztwo w sprawie śmierci pacjenta kardiochirurga Mirosława G. - zdecydował sąd. W sercu operowanego przez niego pacjenta pozostawiono gazę.

Tym samym warszawski sąd rejonowy prawomocnie uchylił postanowienie prokuratury z maja 2008 r. o umorzeniu tego śledztwa. - Ocena prawna stanu faktycznego została dokonana przez prokuratora umarzającego śledztwo w sposób lakoniczny i niepełny - uzasadnił sędzia Konrad Mielcarek.

Brak drugiej opinii

Sędzia dodał, iż wprawdzie prokurator i pełnomocnik Mirosława G. podczas czwartkowego posiedzenia starali się w sposób znacznie szerszy uzasadnić zasadność umorzenia, ale "takie oceny nie mogą być formułowane i rozstrzygane przez sąd odwoławczy".

W uzasadnieniu zaznaczono, iż prokuratura powinna m.in. rozważyć zwrócenie się o dodatkową opinię w sprawie. Wcześniej niemiecki lekarz prof. Roland Hetzer, w opinii napisanej na zlecenie prokuratury, nie dopatrzył się bezpośredniego związku pomiędzy pozostawieniem gazy a śmiercią M. Mielcarek powiedział też, że "jakkolwiek pozostawienie gazika w ciele pacjenta było przypadkowe i nieumyślne, jednak to operator chirurg jest odpowiedzialny za wszystkie zdarzenia występujące w trakcie operacji".

Cztery przypadki

Sprawa Floriana M. była jednym z czterech przypadków, w którym warszawska prokuratura postawiła Mirosławowi G. zarzuty narażenia pacjentów na utratę życia. Potem jednak te wątki sprawy umorzono, co rodzina M. zaskarżyła do sądu, ale sąd okręgowy utrzymał umorzenie. W 2009 r. Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich i nakazał sądowi powtórne rozpatrzenie zażalenia pełnomocnika rodziny M. na umorzenie śledztwa.

Dr G. w listopadzie 2006 r. w szpitalu MSWiA wstawił Florianowi M. zastawkę serca, ale w komorze serca pozostawiono tzw. rolgazę. Po tygodniu wyjęto ją, ale pacjent zmarł po trzech miesiącach.

"Winę trzeba udowodnić"

- Pacjent zmarł. Czy nikt nie jest winien? To podstawowe pytanie. Ale winę trzeba udowodnić - mówił przed sądem prok. Radosław Wasilewski. Dodał, że "choć emocje nakazują szukać winnego", to jednak "to co zgromadzono w sprawie nie pozwala nikomu przypisać odpowiedzialności" za tragiczne zdarzenie. Sąd jednak nie podzielił tej argumentacji.

Zażalenie na umorzenie tym razem rozpatrywał nie sąd okręgowy, a Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, bo zarzut zabójstwa postawiony G. został już wcześniej ostatecznie umorzony, a zarzutami narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia zajmuje się sąd rejonowy.

Źródło: PAP, lex.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości