"Prokuratorzy mogą mówić o kontach lewicy"

 
Zbigniew Ćwiąkalski nie zwolnił prokuratorów z tajemnicy ws. kont lewicy
Źródło zdj. gł.: TVN24
Czterej prokuratorzy, którzy mają być świadkami w procesie o zniesławienie byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarkowi mogą zeznawać - poinformowało ministerstwo sprawiedliwości. Według jego rzecznika śledczy zadnej tajemnicy państwowej nie znają, a ze służbowej zwolni ich sąd.

W poniedziałek Radio Zet poinformowało, że prokurator generalny nie zwolnił z tajemnicy państwowej prokuratorów, którzy byli w Szwajcarii z Januszem Kaczmarkiem. Prokuratorzy ci mają być świadkami Kaczmarka w procesie, jaki wytoczył mu SLD. Podczas ostatniej rozprawy w marcu sąd wystąpił do ministra sprawiedliwości o zwolnienie ich z tajemnicy państwowej.

Grzegorz Żurawski z resortu sprawiedliwości poinformował jednak, że w opinii prokuratora generalnego czterej prokuratorzy "nie mają informacji, które stanowiłyby tajemnicę państwową". - Natomiast z tajemnicy służbowej, prokuratorskiej sąd może sam zwolnić każdego z prokuratorów, nawet jeśli jest świadkiem - dodał.

"Nie można zwalniać in blanco"

Jak wyjaśnił, jeśli podczas przesłuchania zaistnieje sytuacja, że któryś z prokuratorów zasłoni się tajemnicą państwową, to dopiero wówczas sąd powinien zwrócić się do prokuratora generalnego o zwolnienie z tej tajemnicy. Nadmienił, że wtedy takie zwolnienie będzie dotyczyło konkretnego zagadnienia poruszonego w pytaniu skierowanym do świadka.

- Nie można zwolnić kogoś z tajemnicy państwowej, gdy tak naprawdę nie wiadomo czy on posiada informacje, które stanowią taką tajemnicę - mówił Żurawski. Według rzecznika ministerstwa we wniosku o zwolnienie musi być za każdym razem dokładnie wskazane, której sprawy dana tajemnica dotyczy. - W innym przypadku byłoby to zwolnienie blankietowe, czyli oznaczałoby, że prokurator może ujawnić każdą tajemnicę, jaką posiada - zaznaczył Żurawski.

SLD pozywa Kaczmarka

SLD - na podstawie art. 212 Kodeksu karnego - oskarża Kaczmarka o zniesławienie ich ugrupowania przez - jak twierdzi - nieprawdziwą wypowiedź radiową, iż widział listę polityków SLD, którzy mają konta w Szwajcarii ze środkami pochodzącymi prawdopodobnie z przestępstw. Za zniesławienie w mediach grozi kara do dwóch lat więzienia. W tej samej sprawie SLD wytoczył też Kaczmarkowi proces cywilny. W pozwie domaga się przeprosin i wpłaty 15 tys. zł na rzecz PCK.

Rozprawa w procesie karnym o zniesławienie, który SLD wytoczył Kaczmarkowi przewidziany jest na środę.

Wątek kont lewicy przewija się również w śledztwie m.in. o wielomilionowe wyłudzenia, w którym zarzuty postawiono Peterowi V., zwanego kasjerem lewicy, a podejrzany jest również znany lobbysta Marek Dochnal. (CZYTAJ WIĘCEJ)

Konta lewicy pod lupą

W maju zeszłego roku Kaczmarek - jako minister - mówił, że są politycy SLD, którzy mają konta za granicą, a pieniądze na nich prawdopodobnie pochodzą ze źródeł przestępczych. Nie podał żadnych nazwisk. Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro odmówił wtedy potwierdzenia, że Szwajcaria zgodziła się przekazać listę tych kont - jak podawały media. Katowicka prokuratura, która zwróciła się o pomoc prawną do Szwajcarii, podała, że nie prowadzi osobnego śledztwa co do kont polityków.

Kaczmarka odwołano w sierpniu 2007 r. z MSWiA, bo "znalazł się w kręgu podejrzenia" w sprawie przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. 30 sierpnia zatrzymano go, razem z b. szefem policji Konradem Kornatowskim i ówczesnym szefem PZU Jaromirem Netzlem. Ma zarzut zatajenia spotkania z Ryszardem Krauzem w lipcu w hotelu Marriott i utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z akcji CBA. Sąd uznał potem jego zatrzymanie za "bezzasadne i nieprawidłowe".

Źródło: Radio Zet

Czytaj także: