Koniec ucieczki Różowej Pantery. Podejrzany o napad w Galerii Mokotów jest już w Polsce

Moment napadu nagrały kamery
Napad na jubilera i ucieczka sprawców na nagraniach z monitoringu
Źródło wideo: tvn24.pl
Źródło zdj. gł.: tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jeden z mężczyzn, którzy zrabowali zegarki w zuchwałym napadzie na sklep jubilerski, został w piątek przetransportowany do Polski - wynika z nieoficjalnych ustaleń reporterki tvn24.pl. W poniedziałek prokurator przedstawi mu zarzuty.

Do jednego z najbardziej zuchwałych napadów ostatnich lat doszło 30 grudnia 2024 roku. Dokonało go trzech mężczyzn przebranych za dostawców jedzenia. Do galerii przyjechali na hulajnogach i rowerze, ubrani w charakterystyczne niebieskie kurtki i z plecakami termicznymi z logo znanej firmy. Nie wzbudzali niczyich podejrzeń do czasu, aż dwóch z nich wyciągnęło ciężkie młoty, a trzeci - przedmiot przypominający pistolet.

Napad potrwał dokładnie minutę i 26 sekund. Po kolejnej minucie i 10 sekundach wszyscy trzej zniknęli między budynkami Mordoru, czyli warszawskiej dzielnicy biurowej. Zabrali łup - drogie zegarki - o wartości dwóch milionów złotych.

Jeden zatrzymany, co z resztą?

Policjanci przez kilka miesięcy poszukiwali sprawców. Kulisy tych poszukiwań jako pierwsi pokazaliśmy w reportażu w "Czarno na białym" w TVN24.

Ostatecznie ustalili nazwiska pięciu osób (trzy brały bezpośredni udział w napadzie, dwie pomagały im w przygotowaniach). Wszyscy są teraz poszukiwani Europejskim Nakazem Aresztowania. Wszyscy oprócz jednego.

Jak informowaliśmy już w lipcu w tvn24.pl, jeden z podejrzanych - 46-letni Serb - został zatrzymany, gdy przekraczał granicę serbsko-chorwacką. To mężczyzna, który brał bezpośredni udział w rozboju - był w sklepie. Kilka miesięcy czekał na ekstradycję w chorwackim areszcie. W piątek późnym wieczorem został przetransportowany do Polski.

Z naszych ustaleń wynika, że w poniedziałek ma zostać przewieziony do warszawskiej prokuratury, gdzie usłyszy zarzuty: rozboju oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Jego towarzysze wciąż się ukrywają.

Różowe Pantery w Galerii Mokotów

Policja jest przekonana, że podejrzani o warszawski napad są związani z gangiem Różowych Panter.

Nazwę wymyślili policjanci Scotland Yardu po kradzieży w Londynie: bardzo drogi pierścionek z diamentami przestępcy ukryli wówczas w słoiczku po kremie do twarzy, podobnie jak w słynnej komedii "Różowa Pantera" z Peterem Sellersem w roli głównej.

Podejrzany w piątek trafił do polskiego aresztu
Podejrzany w piątek trafił do polskiego aresztu
Źródło zdjęcia: KSP

Członkowie tej przestępczej organizacji wywodzą się głównie z krajów byłej Jugosławii - Serbii, Czarnogóry, Chorwacji i Kosowa. Trzon grupy niegdyś stanowili weterani wojenni.

Czym się charakteryzują?

Po pierwsze - działają błyskawicznie. Napady rzadko trwają dłużej niż 120 sekund. W Warszawie potrzebowali 86, ale na głośny napad w Dubaju tylko 50.

Po drugie - kamuflaż. Świetnie wtapiają się w tłum. Jeżeli będą napadać w luksusowym hotelu, założą garnitur. W Polsce zainspirowali ich wszechobecni na naszych ulicach dostawcy jedzenia. W Saint-Tropez do luksusowego butiku weszli w kolorowych hawajskich koszulach. W kilkadziesiąt sekund zrabowali biżuterię o wartości około 19 milionów dolarów.

Po trzecie - szybka ucieczka. Kiedyś, tak jak w Dubaju, uciekali szybkimi samochodami. Ale to się zmieniło. Ponieważ Saint-Tropez słynie z gigantycznych korków, przestępcy po tym jak ukradli biżuterię, wskoczyli na zaparkowane w pobliżu motocykle i odjechali, lawirując między autami. W Wenecji wybrali motorówki. Teraz coraz częściej uciekają rowerami czy hulajnogami elektrycznymi.

Po czwarte - do zastraszania personelu używają broni, ale unikają rozlewu krwi. Agencje milczą o tym, by podczas któregokolwiek z napadów padły strzały.

Redagował Piotr Machajski

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: