Polska

"Pani zarodki nie zostały zamrożone, ich nie ma"

Polska

tvn24Życie zarodka

Czy w polskich klinikach leczenia niepłodności metodą in vitro dochodzi do niszczenia zarodków? Choć większość zapewnia, że nie, przepisy tego nie regulują. Okazuje się też, że część rodziców zapomina o zamrożonych zarodkach i przestaje płacić za ich utrzymywanie.

Polskie prawo nie reguluje kwestii przechowywania zarodków niewykorzystanych przy zapłodnieniu in vitro. Polska jest jednym krajem w Europie, gdzie nie ma przepisów dotyczących zapłodnienia pozaustrojowego - każda klinika może ustalić sobie własne zasady. W tym także te dotyczące rozporządzania zarodkami. Reporterka "Czarno na białym" dotarła do jednej z pacjentek kliniki w Krakowie, która dowiedziała się, że w placówce nie ma jej zarodków. - Usłyszałam: pani zarodki nie zostały zamrożone, ich nie ma - mówi kobieta, choć zapewniano ją, że tak się stanie. Ten przypadek, choć szokuje, nie powinien dziwić, bo wobec braku przepisów nie ma pewności, co dzieje się z niewykorzystanymi zarodkami.

Można oddać do adopcji

Ekipa "Czarno na białym" postanowiła to sprawdzić. W rozmowach telefonicznych z większością klinik odpowiedź jest taka sama: zarodki są zamrażane lub mogą być oddane do adopcji dla innej pary - bezpłatnie i anonimowo. Obie strony muszą jednak wypełnić szczegółowy kwestionariusz o przebytych chorobach i cechach fizycznych. - Chodzi nam o to, żeby przynajmniej starać się dobrać zarodki do osób w miarę podobnych do tych, które je otrzymują - mówi Tomasz Rokicki, dyrektor medyczny kliniki Invimed. Jak przyznają lekarze, w klinikach jest często więcej par, które chcą zarodek adoptować niż tych, które oddają go do adopcji. - Mamy chyba więcej zainteresowanych oczekujących niż możliwości zapewnienia im zarodków - mówi. Według szacunkowych danych, prenatalnych adopcji jest w Polsce rocznie około dwóch tysięcy. Adopcji społecznych - około trzech tysięcy. Jedną z osób, które zdecydowały się oddać zarodki do adopcji, jest Oliwia Perka. Jak mówi, przez kilka lat zarodki były zamrożone, ale nie udawało jej się zajść w ciążę. - Wiadomo było, że ich nie urodzę i zdecydowałam się je oddać - mówi. - Jakaś kobieta chciała to dziecko urodzić, być dla niego matką, to jakie mogłam mieć wątpliwości? - dodaje.

"Zapominają" o zarodkach?

Takie rozwiązanie jest najwygodniejsze dla klinik, bo niewykorzystane zarodki zazwyczaj oznaczają dla nich kłopoty. Zarodki zamrożone mogą być niemal w nieskończoność - ich utrzymanie kosztuje ok. 400 zł rocznie. Są jednak rodzice, którzy po prostu zapominają o zarodkach. - Nie zgłaszają się, nie odpowiadają na kontakt ze strony kliniki, nie ponoszą kosztów - mówi Rokicki. Kliniki zapewniają, że przechowują porzucone zarodki na swój koszt i próbują czasami sądownie dotrzeć do rodziców. Tu jednak pojawia się furtka do nadużyć, o których w wywiadzie dla TVN24 wspominał Jarosław Gowin. Chodzi o handel zarodkami, którego miały dopuścić się polskie kliniki. Tych doniesień nie udało się potwierdzić. Czy jednak w Polsce dochodzi do niszczenia zarodków? W rozmowach z renomowanymi klinikami reporterzy "Czarno na białym" słyszeli zdecydowane zaprzeczenie. Ale już w jednej z mniejszych placówek na Śląsku w anonimowej rozmowie telefonicznej usłyszeli, że decyzja, co stanie się z zarodkami, należy do rodziców - mogą chcieć również zniszczyć zarodki. W oficjalnej rozmowie klinika już tego nie potwierdza. Ponieważ prawo tego nie reguluje, nie jest jasne, czy niszczenie zarodków jest przestępstwem. Przepisów wciąż brakuje. I brakuje też woli polityków, by tę sytuację zmienić.

Autor: jk/k / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: