Pod koniec maja do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku przyleciały trzy pierwsze polskie samoloty wielozadaniowe F-35. Łącznie Polska zamówiła 32 maszyny piątej generacji, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin. Całość dostaw samolotów ma zakończyć się w 2029 roku.
Przygotowania F-35 do rajdu nad Polską
We wtorek reporter TVN24 Piotr Borowski obserwował ćwiczenia F-35. - Czekaliśmy na tę chwilę tak naprawdę latami, ponieważ przygotowanie tej bazy i przygotowanie personelu, czy chodzi o szkolenie, czy zapoznanie z obsługą tego samolotu, to były długie miesiące. Dzisiaj był ten upragniony start, który jak najbardziej się udał - mówiła kapitan, która zajmuje się obsługą naziemną F-35.
Opowiadała również o "dużym przeskoku technologicznym", jaki zaobserwowała podczas pracy z najnowszymi myśliwcami. Porównywała je między innymi ze stacjonującymi w bazie F-16. - Tak naprawdę obsługa tego samolotu odbywa się z poziomu komputera, także jest ona bardzo zautomatyzowana. Jest to niebywale szybsze, prostsze i przyjaźniejsze dla użytkownika - opisała.
Kapitan Marek Sobieraj, rzecznik 32. Baza Lotnictwa Taktycznego wskazał, że w międzyczasie trwają przygotowania do piątkowej uroczystości oficjalnego przyjęcia samolotów do Sił Zbrojnych RP. Przekazał, że widzowie będą mieli okazję obserwować lądowanie i kołowanie tych myśliwców.
Wiceszef MON Cezary Tomczyk zapowiadał w niedzielę w "Faktach po Faktach" w TVN24, że w piątek myśliwce rozpoczną swój pierwszy rajd po Polsce. - Polskie samoloty F-35 wystartują z Łaska, polecą do Krakowa nad Wawel, później do Gdańska nad Westerplatte, później przelecą nad Warszawą wzdłuż Wisły, aby wrócić do Łaska - przybliżył.
"Bez tego sprzętu pilot nie byłby w stanie wykonać prawidłowo misji"
Reporter TVN24 rozmawiał w bazie w Łasku z porucznikiem, który opowiedział o indywidualnym wyposażeniu pilota. - Są to kurtki, na których możemy montować indywidualne wyposażenie w postaci kieszeni, kabur i innych elementów dodatkowych, w których są przechowywane elementy przetrwaniowe. Mamy też maskę tlenową, która jest kluczowa dla bezpieczeństwa pilota oraz tak zwany PIC - pilot interface connector, dzięki czemu pilot (...) ma łączność oraz dostarczany tlen na maskę - opowiadał. Dodał też, że dzięki temu połączeniu "pompowane są spodnie przeciwprzeciążeniowe".
Porucznik podkreślił, że "bez tego sprzętu pilot przy tak ekstremalnych warunkach nie byłby w stanie wykonać prawidłowo misji, bo tak naprawdę straciłby przytomność". - Pilot może być świetnie wyszkolony, maszyna może być doskonale przygotowana, natomiast bez tego sprzętu misja może nie zostać wykonana prawidłowo - podsumował.