Śmiszek o Sikorskim. "Czasami trzeba tupnąć nogą"
Były minister sprawiedliwości, poseł PiS Zbigniew Ziobro poinformował w niedzielę, że przebywa w USA. Oświadczył, że nie uciekł z Polski i posługuje się dokumentem przyznanym mu wraz z prawem do azylu, który otrzymał na Węgrzech.
Działania rządu w sprawie Ziobry skomentował w "Jeden na jeden" w TVN24 Krzysztof Śmiszek. - Naprawdę szanuję pana ministra [Radosława - red.] Sikorskiego. Jest świetnym wicepremierem, świetnym ministrem, ale czasami trzeba tupnąć nogą. Uważam, że wezwanie ambasadora Rose'a do MSZ-tu w tej sprawie po tym, jak dowiedzieliśmy się, że Ziobro jest w Stanach, byłoby właściwą reakcją - powiedział. Sikorski zapowiedział w środę, że w kontekście sprawy Zbigniewa Ziobry będzie rozmawiał z ambasadorem USA w Polsce.
Zdaniem Śmiszka "w tak fundamentalnych sprawach trzeba stawiać sprawy jasno". - Zastanawiam się, jaka byłaby reakcja Stanów Zjednoczonych, gdybyśmy to my przyjęli gościa, który ma tyle zarzutów w Stanach Zjednoczonych (...). Czy naprawdę amerykański Departament Stanu poprosiłby nas tylko o informacje? Myślę, że byłyby też inne narzędzia - powiedział.
Śmiszek: wszystkie oczy dzisiaj kierowane są na sąd
Europoseł był też pytany o to, kto jego zdaniem "zawalił w sprawie Zbigniewa Ziobry". - Jak się patrzy na tę sytuację z lotu ptaka i podsumowuje ostatnie miesiące (...) walki o to, aby minister Ziobro stanął przed wymiarem sprawiedliwości, to wszystkie oczy dzisiaj kierowane są na sąd, który w jakiś niewytłumaczalny dla mnie sposób tak długo proceduje te sprawę - ocenił.
Zastanawiał się następnie, dlaczego sądy w tysiącach spraw rocznie, jeśli chodzi o zastosowanie tymczasowego aresztu - jak przypomniał - mogą podejmować decyzję w maksymalnie kilka godzin wedle przepisów. - A tutaj sędzia potrzebuje wielu miesięcy do tego, aby przeanalizować sprawę. Oczywiście rozumiem, że są gigantyczne tomy akt do przeczytania, ale niekiedy naprawdę trzeba się zebrać w sobie i podjąć konkretną decyzję - dodał.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zgodził się w lutym na tymczasowy areszt byłego ministra sprawiedliwości, ale jego obrońcy złożyli zażalenie. Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzy je 8 września, co oznacza, że do tego czasu decyzja o areszcie nie ma uprawomocnienia.
Ziobro "ma już przypiętą do końca życia łatkę uciekiniera"
Na uwagę, że przebywający USA były minister sprawiedliwości kpi z działań rządzących, Śmiszek stwierdził, że "Ziobro dzisiaj może się śmiać na krótką metę". - Może sobie siedzieć w Stanach Zjednoczonych i udawać korespondenta tej czy innej telewizji. Natomiast nie wiem, czy tak naprawdę on w głębi duszy się śmieje, bo wie, że miecz sprawiedliwości ciągle nad nim wisi. On ma już przypiętą do końca życia łatkę uciekiniera i tchórza - powiedział.
Śmiszek był też pytany, dlaczego jego zdaniem rozstrzyganie w sądzie sprawy Ziobry tyle trwa. - Pewnie jest kilka powodów. Na pewno zapaść w wymiarze sprawiedliwości to jest dziedzictwo, które dostaliśmy po Prawie i Sprawiedliwości - odpowiedział.
Zdaniem europosła rolę mogą odgrywać również "cechy osobowościowe albo podejście do sprawy [przez sędziów - red.]". - Prawo i Sprawiedliwość pokazało, jak można sędziów zastraszyć, wszczynać postępowania dyscyplinarne i przywoływać ich do porządku. Oczywiście zdecydowana większość z nich nie dała się złamać - mówił.
Służby specjalne a sprawa Ziobry
Śmiszek był dalej pytany, czy według niego można było zrobić więcej w sprawie Ziobry. Jak przekazała prowadząca program Agata Adamek, nieoficjalnie usłyszała od polityków koalicji rządzącej, że służby specjalne nie pomagały ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi.
- Wiem, że zrobił wszystko jako prokurator generalny. Wiemy też, że prokuratura występowała kilkukrotnie z żądaniem przyspieszenia tych postępowań. Sąd również zwracał prokuraturze akta do uzupełnienia. Prokuratura szybko to uzupełniała. To jest normalny proces dialogu między prokuraturą a sądami - ocenił.
Jeśli jednak chodzi o działania służb, zdaniem Śmiszka mogła być większa koordynacja wymiany informacji pomiędzy nimi a MSZ i prokuraturą. - Chyba że rzeczywiście to się działo za kulisami, o czym nie wiem - zastrzegł.
Europoseł ocenił też, że "można było śledzić być może dokładniej, jakie są jego [Ziobry - red.] ruchy, jakie ma plany, jakim cudem nagle znalazł się za oceanem". - Znaki zapytania ze strony społeczeństwa są tak duże, że wydaje się, że trzeba byłoby wytłumaczyć tę sytuację, jak do tego doszło - ocenił.