Na początku października "Gazeta Wyborcza" podała, że w prezydenckiej rezydencji w Promniku - około 100 kilometrów na wschód od Warszawy - kancelaria prezydenta trzyma cztery konie. Według gazety dwa są dla Karola Nawrockiego i żony, jeden dla dziecka, a czwarty koń przeznaczony jest dla funkcjonariusza ochrony.
"W dyspozycji Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP pozostają trzy konie: kuc, koń fryzyjski i koń huculski, o imionach Edzio, Ramzes i Aramis" - przekazało biuro prasowe kancelarii.
Kuźmiuk: nie szukajmy problemów tam, gdzie ich nie ma
O sprawę koni w prezydenckiej rezydencji reporterka TVN24 Agata Adamek zapytała posła PiS Zbigniewa Kuźmiuka. - Konie i inne zwierzęta w kancelarii występują od roku 1990, więc nic dziwnego, że pan prezydent Nawrocki kontynuuje tę tradycję - stwierdził.
Na uwagę, że obecność koni jest związana z realizacją hobby rodziny prezydenta, Kuźmiuk powiedział, że "konie były za prezydentury Wałęsy i kolejnych prezydentów". - Nic nowego. Nawet Aleksander Kwaśniewski zdecydował się na pobudowanie stajni także - jak rozumiem - z budżetu kancelarii prezydenta, więc naprawdę nie szukajmy problemów tam, gdzie ich nie ma - ocenił.
Czarzasty: to nie jest normalne
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty komentował, że "to nie jest normalne, ale wynika ze sposobu myślenia". - To jest taka mentalność. Jeżeli można skorzystać z czegoś państwowego, to korzystam. Jeżeli mogę nie zapłacić, to nie zapłacę - mówił w rozmowie z Agatą Adamek.
Dziennikarka TVN24 dopytała, czy gdyby prezydent grał w golfa, to budowalibyśmy pole golfowe z budżetu państwa. - Myślę, że w golfa by nie grał, ale na przykład w baseball... to byśmy nie musieli mu pałki bejsbolowej kupować (…) już pewnie ma - ironizował marszałek.
Kosiniak-Kamysz: mam wielki szacunek dla tej tradycji ułańskiej
Szef MON i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz - pytany na briefingu prasowym o obecność koni w jednej z prezydenckich rezydencji - przypomniał, że jego dziadek służył w 13. Pułku Ułanów Wileńskich.
- Mam wielki szacunek dla tej tradycji ułańskiej i przy tym pozostanę. To już każdy sobie resztę osądzi. My kontynuujemy w Wojsku Polskim tradycję - jest Szwadron Kawalerii. Jest to część naszej tradycji i mi w tym miejscu ona wystarczy - ocenił Kosiniak-Kamysz.
Koc o "katastrofie finansów publicznych" i "temacie zastępczym"
O konie w prezydenckiej rezydencji była pytana również posłanka Rozwoju Plus Maria Koc. - Słyszymy, że różne zwierzęta są tam w tych ośrodkach, a państwo szukają tematu zastępczego. Budżet się sypie, mamy katastrofę finansów publicznych. Polacy są przerażeni tym, że będą potrzebne oszczędności - wymieniała.
Dopytywana, czy w przypadku takiego stanu budżetu państwa, zasadne jest pytanie o to, czy powinno dojść do zakupu koni z pieniędzy publicznych, Koc odparła, żeby "pytać o to kancelarię prezydenta". - My jako parlamentarzyści jesteśmy zaniepokojeni stanem finansów państwa, bo ten stan finansów państwa pokazuje, że przeżywamy katastrofę - twierdziła.
Joński o Nawrockim. "Boję się, jakie może mieć kolejne hobby"
- Ta cała historia jest o tyle istotna i ważna, że to jest z naszych pieniędzy. 330 milionów idzie na budżet kancelarii prezydenta i chcielibyśmy wiedzieć, na co dokładnie idzie. To, że zamiłowanie jest do luksusu pana Nawrockiego, to wiemy - komentował z kolei europoseł Dariusz Joński (KO).
Powiedział też, że nie przypomina sobie sytuacji, aby Polacy "płacili za konie i za naukę konną na przykład córki Aleksandra Kwaśniewskiego albo innego prezydenta". Zaznaczył, że chciałby widzieć, jakie są koszta między innymi utrzymania tych zwierząt.
- Skoro [Nawrocki - red.] ma takie hobby, to niech płaci za to hobby po prostu, bo boję się, jakie może mieć kolejne hobby, za które trzeba będzie płacić - powiedział Joński.
Joński podkreślił, że koń nie jest środkiem transportu dla prezydenta. - Nawrocki nie będzie konno jeździł do domu (…) to jest po prostu jego hobby. A środki transportu są opłacane (…) Nikt przecież nie zabiera samochodu prezydentowi - podkreślił Joński.
Europoseł zauważył, że "każdy polityk płaci za hobby". - Tak było do tej pory. Natomiast pan Nawrocki chce zmienić tę regułę i chce, żebyśmy my płacili za jego hobby. Może któregoś dnia wpadnie na pomysł, że chce oglądać gwiazdy z bliska i będzie chciał latać na przykład w kosmos i będzie chciał, żebyśmy mu płacili - powiedział.