Według eksperta wojskowego, który był gościem porannego programu TVN24 "Wstajesz i weekend", ten trend, który obserwujemy od kilkunastu dni w Polsce, będzie podtrzymany. - Federacja Rosyjska widzi, że stosunkowo niskim kosztem może dosyć mocno dezorganizować życie codzienne, przynajmniej w jakimś kawałku Polski, ale obejmującym kilkaset tysięcy ludzi, dwa województwa - informował. Przyznał, że sprawdzał, jak wyglądała ostatnia noc w Ukrainie i "była ona oczywiście typowa". - Nie była to noc bez dronów - powiedział.
- Były drony, były lekkie pociski manewrujące, ataki na Odessę, próba przedarcia się dronów na zachód Ukrainy - i wydaje mi się, że do tego musimy się przyzwyczaić, jednak na zasadzie jakiejś budowy elastycznej odpowiedzi. Nie chodzi mi o działania wojska, bo oni muszą robić swoje - muszą być w powietrzu samoloty F16, śmigłowiec, systemy radarowe, naziemne systemy rakietowe też muszą być w gotowości do zestrzelenia takiego intruza, ale myślę też, że musimy się nauczyć, kiedy ogłaszać alarmy dla ludności cywilnej, na jakiej rubieży, czyli gdzie znajduje się to zagrożenie, na przykładzie obwodu Wołyńskiego, tego granicznego z Polską. Obserwując, jak to tam wygląda, to mniej więcej 20, 30 minut przed tym, jak to zagrożenie się u nich pojawi i gdy już wiadomo, że jest na tyle realne, że jednak trzeba niepokoić ludność, to wtedy faktycznie ogłasza się taki alarm i podejrzewam, że instytucje będą reagować, bo muszą reagować - podkreślał ekspert. I dodał: - Pytanie jest oczywiście o ludność cywilną, mieszkańców poszczególnych budynków, to jak zareagują, bo nie ukrywajmy, te codzienne alarmy będą nużyć, tak samo, jak nużą mieszkańców Kijowa, który jest pod zdecydowanie większą presją.
O pakiecie z USA i ciężkiej jesieni dla Ukraińców i może Polaków
Ekspert odniósł się też do informacji o tym, że Departament Stanu USA podjął decyzję o zatwierdzeniu możliwej sprzedaży wojskowej dla rządu Ukrainy, w celu zakupu ulepszeń i rozwoju obrony powietrznej, oraz powiązanego sprzętu i usług, którego szacowny, całkowity koszt to prawie 3 miliardy dolarów. - Ten pakiet jest o tyle ciekawy, że on nie dotyczy takich stricte na przykład pocisków do systemu Patriot, na które dzisiaj wszyscy czekają, nie tylko Ukraina, ale my też mamy zamówione, Niemcy mają zamówione, praktycznie pół Europy czeka na dostawy, ale ten pakiet zawiera takie zamienniki, czyli mówiąc krótko pociski-klony, tak to zostało mniej więcej określone do radzieckich jeszcze systemów, które wykorzystuje Ukraina, do systemu S-300. Powiedziałbym, że to jest jakaś namiastka broni przeciwbalistycznej przeciwko tym bardziej zaawansowanym rakietom, ale też inne systemy uzbrojenia takie jak antydronowe, bardziej wyspecjalizowane pociski przeciwradarowe. Ale to nie jest taki typowy pakiet uzbrojenia, jaki ma przemysł amerykański w swojej ofercie, on powstał na szybko pod potrzeby ukraińskiej armii - komentował.
Podkreślał, że pomocy powinno być jeszcze więcej w związku ze zbliżającą się jesienią i zimą, która ma być ciężka na Ukrainie. - Oczywiście powinno być więcej, ja zaliczam się do takich osób, które uważają, że jakąś część - to już niech decydują nasi wojskowi - naszych zasobów pocisków Patriot powinniśmy przekazać Ukrainie. Uważam, że taki gest solidarności, nawet jeżeli pozwolimy im przespać jedną czy dwie noce spokojniej bez tych zagrożeń, bez tych rakiet, jest to warte tego, bo uważam, że akurat dzisiaj Polska ma największe zasoby w Europie tych najnowszych rakiet do Patriotów - podkreślał. I dodał, że jesień i zima będą ciężkie dla Ukraińców i wiele wskazuje, że mogą być ciężkie dla Polski.