Czego miały dotyczyć rzekome kłamstwa byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego? Według Grada, rok temu podczas spotkania premiera z nim oraz szefami służb, zostali oni zobowiązani do osłaniania przed korupcją procesów prywatyzacyjnych. Dodatkowo - argumentował Grad - były szef CBA, na własną prośbę dostał szczegółowe materiały dotyczące projektów prywatyzacyjnych.
Kamiński powiedział we wtorek w TVN24, że CBA zajęła się sprawą sprzedaży majątku stoczni przy okazji działań związanych z prywatyzacją innych zakładów. Według niego, nikt bezpośrednio nie zlecał CBA kontroli w sprawie stoczni.
- Przecież to jakaś granda! - oburzał się minister skarbu. Podkreśla, że inwestor wycofał się w sierpniu, a CBA sprawą zajęło się dopiero w połowie września. Jego zdaniem, świadczy to tym, że zamiast działania osłonowego CBA wdało się w grę polityczną. - Swoimi publicznymi wypowiedziami w "Rzeczpospolitej" i TVN24 Kamiński się po prostu zdemaskował - dodał minister Grad.
"Kamiński pomija niewygodne fakty"
Minister odpierał też zarzut szefa CBA, który twierdzi, że "katarski inwestor nie istnieje". Zdaniem Grada, mówiąc to, Kamiński "zamyka oczy i pomija niewygodne fakty". - Ten inwestor, którego rzekomo nie było, wpłacił 40 mln zł wadium, założył w Polsce spółkę Polskie Stocznie, zatrudnił ekspertów, tworzył dla każdej stoczni programy produkcyjne - wymieniał minister. Przypomniał zaangażowanie przedstawicieli inwestora, którzy spotykali się m.in. ze związkowcami oraz z unijną komisarz Neelie Kroes.
- Inwestor na konferencji prasowej przedstawił swoje plany biznesowe. Nie sprawiał wrażenia, że chce kogoś oszukać. Gdyby chciał tak zrobić, to nie wystartowałby w przetargu i nie narażał się na stratę blisko 40 mln zł - tłumaczył minister.
Stanowczo odrzucił też zarzut, jakoby miał faworyzować jeden podmiot - właśnie katarskiego inwestora.
Grad zwrócił uwagę, że Mariusz Kamiński nie oskarża konkretnych osób, ale - podobnie, jego zdaniem, jak prezydent - "mówi w taki sposób, że nie wiadomo, kto miałby to przestępstwo popełnić".
Największy błąd - ratowanie stoczni
Szef resortu skarbu przyznał, że największym błędem jego rządów była decyzja o ratowaniu stoczni. Teraz uważa, że powinien ogłosić upadłość tych stoczni pierwszego dnia, gdy został ministrem skarbu. - Byłoby to usprawiedliwione, bo skala zadłużenia jest liczona w miliardach. To PiS miałby wówczas problem, bo to dziedzictwo po ich rządach. I oni musieliby się tłumaczyć - ocenił.
Pytany o nowy, zaplanowany na listopad, przetarg na stocznie, minister przyznał, że obserwuje zainteresowanie sprzedażą tych zakładów. - Przyjeżdżają przedstawiciele kolejnych firm. Większe jest zwłaszcza zainteresowanie firm krajowych - ujawnił.
Kamiński nadal w służbie CBA
Wydział komunikacji CBA poinformował w czwartek, że Kamiński, mimo że został odwołany z funkcji szefa Biura, nie został zwolniony ze służby - jest bowiem funkcjonariuszem CBA i zwolnić można go tylko w określonych przez ustawę przypadkach. Ponieważ jednak rzeszowska prokuratura postawiła mu zarzuty nadużycia uprawnień w związku z działaniami CBA dotyczącymi tzw. afery gruntowej, Kamiński został - decyzją p.o. szefa CBA Pawła Wojtunika - na trzy miesiące zawieszony w czynnościach służbowych. CBA nie chce ujawniać, w jakiej wysokości wynagrodzenie będzie otrzymywał przez ten okres.
Sam Kamiński powiedział w rozmowie z dziennikiem "Polska", że to "jakiś absurd". Stwierdził, że nie może być zawieszony, bo nie jest funkcjonariuszem. - Byłem wybrany na kadencję i premier Donald Tusk mi ją skrócił. Złożyłem już do Pawła Wojtunika wniosek o świadectwo służby i powiedziałem, że nie przyjmę żadnej oferty, jaką ewentualnie chciałby mi przedstawić - dodał Kamiński.
CZYTAJ WIĘCEJ O AFERZE STOCZNIOWEJ
Źródło: Polska