"Czułam się atakowana i molestowana". Apel o kary za "dick pics"

shutterstock_474846835
Jak chronić dziecko w sieci. Rozmowa z psycholożką Adrianną Sobol
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Niechciane zdjęcia genitaliów wysyłane przez internet mogą wywoływać wstyd, naruszać godność, a także wpływać na postrzeganie relacji damsko-męskich. Feminoteka wskazuje, że tak zwane cyberobnażanie jest formą przemocy seksualnej i postuluje, by polskie prawo wprost uznało takie zachowania za przestępstwo.

Nina założyła konto w aplikacji randkowej po zakończeniu wieloletniego związku. - Chciałam sprawdzić, jak to jest. Liczyłam na to, że znajdę tam szczerych, dorosłych ludzi, którzy szanują innych - mówi.

Jak wspomina, początkowo wszystko wyglądało w porządku. Szybko jednak okazało się, że komunikacja z wieloma mężczyznami sprowadzała się przede wszystkim do seksu.

- Niektórzy wprost pytali, czy chcę zobaczyć zdjęcie ich penisa. Wtedy przynajmniej wiedziałam, czego się spodziewać. Ale zdarzało się też, że już w pierwszej wiadomości dostawałam od obcego mężczyzny zdjęcie jego przyrodzenia - bez pytania, bez ostrzeżenia. Czasami nawet wtedy, gdy wcześniej jasno mówiłam, że nie chcę go zobaczyć - opowiada.

- Było dużo takich niechcianych zdjęć. Nie prosiłam o te zdjęcia, mówiłam, że mnie to nie interesuje, a mimo to mężczyźni po prostu je wysyłali - dodaje.

O skali problemu i emocjach, jakie wywołuje cyberobnażanie, opowiedziały również kobiety, które wzięły udział w ankiecie Feminoteki. W ich relacjach powtarzają się złość, obrzydzenie, zażenowanie, ale też poczucie naruszenia godności i bezpieczeństwa.

"Czułam się atakowana i molestowana. Jak rzecz" - napisała jedna z respondentek, która dostawała zdjęcia genitaliów na portalach randkowych. "Zażenowana i zła" - skomentowała inna użytkowniczka tych portali. Kolejna opisała swoje odczucia słowami: "Zażenowanie i obrzydzenie". 

Inna opisała podobne doświadczenia z mediów społecznościowych. Zwróciła uwagę przede wszystkim na nagły i nieproszony charakter takich wiadomości: "Losowi mężczyźni na Facebooku zaczęli na przywitanie wysyłać zdjęcia penisów".

"Wysyłanie takich nieproszonych zdjęć intymnych to naruszenie naszej godności" - podkreśliła kolejna uczestniczka ankiety. Jej słowa dobrze oddają to, co przewija się w relacjach kobiet: nie chodzi wyłącznie o niechcianą fotografię, ale o poczucie, że ktoś bez ich zgody przekroczył bardzo osobistą granicę.

Apel o karalność wysyłania "dick pics" w Polsce

Feminoteka od ponad dwóch dekad zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet, w szczególności przemocy seksualnej. Teraz apeluje o to, by wysyłanie niechcianych zdjęć męskich genitaliów, tzw. dick pics, zostało w Polsce uznane za czyn karalny. Fundacja uruchomiła w tej sprawie internetową petycję, pod którą zbiera podpisy.

W petycji przywołuje badanie przeprowadzone w 2019 roku przez naukowców z Institute of Education University College London wśród 150 osób w wieku 12-18 lat. Wynika z niego, że 75,8 procent badanych dziewcząt otrzymało niechciane zdjęcia penisów, a 70 procent zostało poproszonych o przesłanie własnych nagich fotografii, często w ramach swoistej "wymiany".

- Wedle mojej wiedzy takie badanie nie było w Polsce prowadzone, więc nie wiemy, jaka jest skala tego zjawiska w naszym kraju. Nie jest to karane, nie ma więc także żadnych oficjalnych statystyk zgłoszeń - wskazuje Joanna Gzyra‑Iskandar, dyrektorka ds. komunikacji i rzeczniczka ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet w Fundacji Feminoteka. - Jak w wielu obszarach dotyczących przemocy wobec kobiet, mamy lukę w danych - dodaje ekspertka.

Przepisy, które penalizują cyberobnażanie, od 2025 roku obowiązują w Austrii. Na razie nie ma jednak danych, które pozwalałyby ocenić ich skuteczność. 

W Anglii i Walii podobne regulacje weszły w życie rok wcześniej. Tam cyberobnażanie oraz tzw. revenge porn, czyli "pornozemsta" - publikowanie lub rozpowszechnianie intymnych zdjęć lub nagrań bez zgody osoby przedstawionej - zostały uznane za przestępstwa.

Dziewczyny i kobiety ponoszą konsekwencje cyberobnażania

Jak otrzymanie takiego materiału może wpłynąć na rozwój psychoseksualny młodej osoby oraz jej późniejsze postrzeganie relacji i własnych granic? Pytam psycholożkę i seksuolożkę Magdalenę Szymalak.  

- W okresie kształtowania się podejścia do seksualności ekspozycja tego typu ma szczególne znaczenie rozwojowe. Z badań Jessiki Ringrose i zespołu z University College London wynika, że co najmniej siedemdziesiąt sześć procent dziewcząt w wieku od dwunastu do osiemnastu lat otrzymało niechciane zdjęcie genitaliów, co oznacza, że dla znacznej części z nich jest to jedno z pierwszych zetknięć z cudzą seksualnością. Doświadczenie to nie zachodzi w kontekście relacji ani wzajemności, lecz przekroczenia granicy - odpowiada ekspertka.  

Jak wyjaśnia, taka sytuacja może prowadzić do utrwalania przekonań, że seksualność jest czymś, co przydarza się biernie, zgoda nie jest konieczna, a zgłaszanie podobnych zdarzeń nie ma sensu. Ringrose i jej współpracownicy określają ten proces mianem normalizacji molestowania z użyciem obrazu.

- W dorosłości mogą się z tym wiązać trudności w rozpoznawaniu i komunikowaniu własnego sprzeciwu, a także w regulowaniu bliskości - dodaje ekspertka.

U osób z wcześniejszą historią przemocy seksualnej otrzymanie "dick picka" może pełnić funkcję bodźca wyzwalającego objawy pourazowe, w tym natrętne wspomnienia i reakcje dysocjacyjne.

Ekspertka podkreśla, że warto rozważyć skorzystanie z pomocy psychologicznej, jeśli po trudnym doświadczeniu przez więcej niż dwa - trzy tygodnie utrzymują się objawy, które utrudniają codzienne życie. Jako sygnały ostrzegawcze wymienia między innymi natrętne wspomnienia, lęk przed korzystaniem z mediów społecznościowych, problemy ze snem, wycofanie się z ważnych aktywności, trudności w relacjach z bliskimi czy niewyjaśnione dolegliwości fizyczne. 

- Niezależnym wskazaniem, przy którym nie należy odraczać kontaktu ze specjalistką, jest reaktywacja wcześniejszej traumy seksualnej. Uporczywe minimalizowanie własnej reakcji, wyrażane w myśli "prawdopodobnie przesadzam", zwykle wskazuje na przeciwny stan rzeczy - podkreśla Magdalena Szymalak. 

Potrzebujemy edukacji o zgodzie i granicach

Ekspertka Feminoteki jako jedno z najważniejszych narzędzi ograniczania cyberobnażania wskazuje edukację. Jej zdaniem kluczowa jest edukacja zdrowotna, w tym seksualna, która w polskich szkołach nie jest obowiązkowa. - Ważne, aby już dorastającym osobom mówić o takich zjawiskach i ich konsekwencjach. Chodzi o uczenie prawidłowych wzorców zachowań, opartych na szacunku dla drugiej osoby i jej granic oraz empatii - podkreśla Joanna Gzyra‑Iskandar z Feminoteki.

Magdalena Szymalak podkreśla, że również w komunikacji internetowej zgoda musi zostać wyrażona wcześniej i w sposób jednoznaczny, a także może być w każdej chwili wycofana.

- Pytanie o zgodę przed wysłaniem treści intymnych jest przejawem kompetencji relacyjnych, a nie przeszkodą w budowaniu bliskości - zaznacza.

Jak dodaje, ważne jest też to, żeby osoba, która otrzymała niechciane materiały, wiedziała, że ma prawo zablokować nadawcę, zabezpieczyć dowody i zgłosić zdarzenie bez konieczności uzasadniania swojej reakcji. Istotne jest również kształtowanie odpowiednich postaw wśród świadków, ponieważ reakcja rówieśników może być jednym z najskuteczniejszych sposobów powstrzymywania tego rodzaju zachowań.

Jak wskazuje, potrzebna jest również edukacja chłopców obejmująca radzenie sobie z własną seksualnością i emocjami oraz naukę budowania relacji. Prowadzi to do szerszego zagadnienia, jakim jest holistyczna edukacja seksualna w szkołach.

- Nie powinna ona ograniczać się do aspektów biologicznych. Musi tworzyć przestrzeń do rozmowy o emocjach, poznawania perspektywy drugiej osoby i rozwijania kompetencji interpersonalnych - podsumowuje ekspertka.

Co na to prawo?

Choć cyberobnażanie nie jest wprost opisane w polskim prawie, to wysyłanie komuś niechcianych zdjęć o charakterze seksualnym może być karalne na podstawie innych przepisów. Jeśli ktoś robi to uporczywie (czyli wielokrotnie i mimo sprzeciwu), może być oskarżony o nękanie. Jednorazowe przesłanie takich zdjęć zwykle nie wystarcza, by sprawa trafiła do sądu, ale jeśli treści są obraźliwe, można je traktować jako znieważenie. Przesyłanie takich zdjęć w celu wywarcia presji na odbiorcy również jest zabronione.

Policja radzi, by nie kasować takich wiadomości. Dobrze jest zrobić zrzuty ekranu, na których widać nadawcę, datę i całą rozmowę - to ważny dowód. Na portalach randkowych i społecznościowych warto zapisać nazwę profilu sprawcy i jego dane.

Sytuacja jest szczególnie poważna, jeśli takie materiały otrzymuje osoba niepełnoletnia - wtedy mają zastosowanie przepisy chroniące dzieci przed seksualnym wykorzystaniem i demoralizacją.

Dyrektywa UE 2024/1385 uznaje cyberobnażanie za formę zastraszania kobiet i zobowiązuje państwa członkowskie do uznania za przestępstwo m.in. niechcianego wysyłania przez internet zdjęć lub nagrań genitaliów, jeśli może to wyrządzić poważną szkodę psychiczną. Państwa członkowskie, w tym Polska, mają obowiązek wdrożenia przepisów tej dyrektywy do swojego prawa krajowego do czerwca 2027 roku.

Zwróciliśmy się do Ministerstwa Sprawiedliwości z pytaniem o prace nad wdrożeniem przepisów dotyczących cyberobnażania. Czekamy na odpowiedź.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: