Alkohol i narkotyki w gimnazjum - normalka?

Co naprawdę dzieje się w polskich gimnazjach?
Co naprawdę dzieje się w polskich gimnazjach?
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Ponad 40 procent uczniów pierwszej klasy gimnazjum piło już alkohol, co czwarty popala papierosy, a część próbowała już narkotyków. Takie dane to tylko czubek góry lodowej, która ma przemawiać za zlikwidowaniem gimnazjów. Jak jest naprawdę w polskiej szkole sprawdzili reporterzy "Czarno na białym".

Nastolatki w gimnazjum nie czują się bezpiecznie, bo obok 13-letnich dzieci są w nich wyrośnięci 16-latkowie. Alkohol i papierosy to "normalka" dla wielu uczniów tych szkół. Czy w takim razie gimnazja powinno się zlikwidować? Politycy PiS twierdzą, że gimnazjum "dramatycznie się nie sprawdziło", inni jednak nie wyobrażają sobie kolejnej rewolucji w oświacie.

Jak mówią psychologowie, gimnazjum to trudny wiek - "małpi gaj", w którym dzieciom brakuje wzorców starszej młodzieży. Co trzeci gimnazjalista wdaje się w bójki, co piąty ubliża nauczycielom, a co dziesiąty nosi przy sobie niebezpieczne narzędzia.

Ale minister edukacji broni gimnazjów, bo polscy uczniowie w ostatnich kilku latach wybili się ponad średnią innych państw. Pokazują to testy PISA - programu, który jest międzynarodową oceną uczniów. Na 600 możliwych do zdobycia punktów Polska zebrała 501.

Zamyka się szkoły - winny niż demograficzny?

Zamyka się szkoły - winny niż demograficzny?

O milion uczniów mniej

Takie wyniki powinny nastrajać optymistycznie, ale niestety sytuacja w polskich szkołach wciąż pozostawia wiele do życzenia. W małych miejscowościach i na wsiach placówki się zamyka, a uczniów wysyła do szkół oddalonych o kilka kilometrów. Tak był przykładowo z placówką w Karpnikach. Do szkoły uczęszczało 34 uczniów, których uczyło 17 nauczycieli. Dzieci dojeżdżają już do innej szkoły, ale ich rodzice nadal walczą z radnymi.

To nie jedyny taki przypadek w Polsce. W ostatnich 12 latach spośród 24 tysięcy podstawówek i gimnazjów, zamknięto aż trzy tysiące szkół. Wszystkiemu winien jest niż demograficzny - jeśli brakuje dzieci, to brakuje i pieniędzy, bo pieniądze z budżetu przeznaczane są "na dziecko", a nie na liczbę budynków czy nauczycieli. A liczba uczniów spadła z 4,5 miliona w 2000 roku do 3,5 mln obecnie.

E-podręczniki i tablet dla każdego?

E-podręczniki i tablet dla każdego?

Tablety i e-podręczniki?

Inny problem, co roku poruszający serca i kieszenie rodziców, to ceny i waga podręczników szkolnych. Dlatego rząd Donalda Tuska ma pomysł, by dla wszystkich uczniów ufundować tablety, a w nich - wszystkie podręczniki w wersji elektronicznej.

Rodzicom pomysł się podoba. Ale obietnica dana przez premiera stała się niezwykle trudna do spełnienia w obliczu kryzysu. Na tablety dla uczniów nie starczy. Na razie muszą pozostać one w sferze "nauki przyszłości".

Źródło: tvn24

Czytaj także: