Radosław Sikorski poinformował, że podjął decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie ostatniego rosyjskiego konsulatu, w Gdańsku. - To jest decyzja natury symbolicznej, choć my ją w Pałacu Prezydenckim pochwalamy - skomentował Marcin Przydacz podczas konferencji prasowej. Zaznaczył, iż nie uważa, "aby dyplomaci rosyjscy w jakikolwiek pozytywny sposób przykładali się do relacji międzynarodowych, a pełnią wręcz rolę destrukcyjną". Jego zdaniem to, że osobom odpowiedzialnym za akty dywersji na kolei udało się uciec z kraju, jest odpowiedzialnością premiera Donalda Tuska, Sikorskiego oraz ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. Pytany o zwołanie Radę Bezpieczeństwa Narodowego, prezydencki minister odpowiedział, że "jest niewykluczone, że w najbliższym czasie może do takich spotkań dojść". Przydacz skomentował też wystąpienie Radosława Sikorskiego w Sejmie, twierdząc, że minister spraw zagranicznych atakuje polskiego prezydenta. - Apeluję o opamiętanie - dodał. Jak zaznaczył, "dla nas wszystkich największym zagrożeniem pozostaje Federacja Rosyjska". Według niego "próba imputowania prezydentowi zbyt miękkiej postawy wobec Rosji jest absurdem".