Bo po prostu nie komentuje. Prosi dziennikarzy, żeby nie naciskali, nie drążyli. Na pytanie czy doczekają się jej opinii na temat - odpowiada, że nie. A Caroline de Camaret, autorka programu France24 znana jest z krytycznego stosunku do obecnej polskiej władzy. Ale to akurat nie ma znaczenia, bo minister Fotyga przebywa obecnie na urlopie i w Berlinie jej nie będzie. Moja rozmówczyni nie mogła w to uwierzyć. Spytała, czy minister składa dymisję i określiła to jednym słowem: "c'est un scandale, non?" Czy to jest skandal? Nie wiem. Może to francuska przesada. Żeby było jasne - ten tekst nie jest rozliczeniem pracy pani minister. Powstrzymuję się od ocen, bo zbyt mało wiem na temat meandrów polityczno-dyplomatycznych, nie znam szczegółów poszczególnych dossiers, nad którymi aktualnie pracuje MSZ. Wiem też, sukcesy dyplomatyczne osiąga się w ciszy, bez emocji, z dala od kamer i mikrofonów. Być może Anna Fotyga z dala od kamer i mikrofonów spisuje się lepiej niż w błysku fleszy. Być może spisuje się na tyle świetnie, że Premier ma pełne prawo mówić, że powinniśmy być z niej dumni. Być może. Mam wątpliwości, ale nie przesądzam. W końcu udało się wymóc na Unii, żeby uznała naszą walkę o zniesienie rosyjskiego embarga na polskie mięso za swoją, unijną walkę. W końcu udało się przedstawić postulaty bezpieczeństwa energetycznego i uniezależnienia się od Rosji jako atrakcyjny cel całej 27-ki. To chyba małe (?) plusy. Minusów jednak było dużo więcej. Szkoda czasu, żeby je wymieniać. Faktem jest jednak, że na Radę Europejską, czyli spotkania szefów rządów i głów państw UE jeżdżą prezydenci, premierzy, kanclerze a towarzyszą im zwyczajowo ministrowie spraw zagranicznych. Faktem jest, że tym razem osobę ministra spraw zagranicznych będzie reprezentować ambasador RP w Berlinie. Mam prawo po prostu się dziwić, że minister Fotydze urlop wypada akurat teraz. W 50-tą rocznicę istnienia UE, w momencie przyjęcia Deklaracji Berlińskiej, na której tak bardzo zależy niemieckiej Prezydencji. A nam tak bardzo zależy na jak najlepszych stosunkach z Berlinem. Oczywiście, zgadzam się z uspokajającymi głosami, zgodnie z którymi nieobecność pani minister wiele nie zmieni. Jestem jednak przekonana, że nie pomoże naszemu wizerunkowi w świecie, nad którym powinniśmy mocno pracować. Ale wizerunek (oprócz TV spotów w CNN) nie jest chyba dla tego rządu kwestią pierwszej wagi. Niestety.