Czemu nie idziesz na tę wojnę?

Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jesień się kończy. Zima? Przeminie. Wiosna, tuż za progiem.

I tak zacząłem już o niej myśleć – i już robi się lepiej? Za miesiąc dni staną się dłuższe. Zwiastowanie dobrego nastroju, wyjście z mroku.

I podjąłem wyzwanie. Może też tak masz? Nigdy nie wyznając kultu ciała, zapisałem się na siłownię. Dziś będzie ten pierwszy raz. Czy wytrwam? Mocno to sobie postanowiłem; odkąd pamiętam, uciekałem z wuefu. Do parku. Oglądać dziewczyny. Ich spojrzenia były najpiękniejsze jesienią i na wiosnę. A więc za chwilę.. Mieliśmy nawet dwuosobowy klub, rozpoznać nas można było po niebieskich prochowcach. „Słynny niebieski prochowiec”, bo wyobraźnię dziewcząt zaprzątaliśmy wierszami Cohena. I ten prochowiec jakoś się ostał. Tylko ucieczki teraz jakieś inne. Pójdę więc na zajęcia siłowe. Jeśli nie umrę, może umrę ze śmiechu. Może nie będzie jednak aż tak źle? Już się zmobilizowałem. Założę dres i wyruszę na tę wojnę.

„W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają”.

Czytaj także: