Poszedł na grzyby, zagryzły go psy. Właściciel zwierząt odpowiada przed sądem

Jest areszt dla 53-latka
Jest akt oskarżenia w sprawie śmierci zagryzionego przez psy 46-latka
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W Zielonej Górze ruszył proces Piotra M. Były policjant jest właścicielem psów, które śmiertelnie pogryzły kierowcę ciężarówki w Raculi. Śledczy są przekonani, że 54-latek zdawał sobie sprawę z tego, że jego psy mogą być agresywne. Pierwsza rozprawa została odroczona z dość zaskakującego powodu.

W piątek przed Sądem Okręgowym w Zielonej Górze ruszył proces w sprawie właściciela psów, które zagryzły w lesie mężczyznę.

Na ławie oskarżonych zasiada Piotr M., któremu za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym grozi kara od pięciu lat pozbawienia wolności do dożywocia.

Jak relacjonuje reporter TVN24, rozprawa została odroczona. Okazało się, że oskarżony otrzymał materiał dowodowy do wglądu dopiero w czwartek. Płyty CD, na której przesłano materiały, nie udało się odtworzyć w areszcie. W związku z tym obrona wniosła o odroczenie, żeby oskarżony mógł się zapoznać z materiałami.

W tej sytuacji sąd przychylił się do tego wniosku i wyznaczył kolejny termin na 26 października. Zapadła również decyzja o przedłużeniu aresztu dla Piotra M. do 9 stycznia 2027 roku.

Stracił wszystkie kończyny

Tragiczne okoliczności śmierci 46-letniego Marcina z Puław poruszyły całą Polskę.

Chodzi o wydarzenia, do których doszło niespełna rok temu. To wtedy 46-latek zatrzymał się przy trasie S3 w Zielonej Górze na przepisową 24-godzinną przerwę. Kierowca postanowił pójść na grzyby do lasu w pobliżu parkingu, na którym zostawił pojazd. Trzy psy należące do Piotra M. wydostały się poza prowadzoną przez niego strzelnicę i zaatakowały kierowcę ciężarówki.  

Strzelnica w Raculi
Strzelnica w Raculi
Źródło zdjęcia: TVN24

Mężczyzna został dotkliwie pogryziony przez zwierzęta. Zdołał jeszcze zatelefonować na nr 112, prosząc o ratunek.

46-latek trafił do szpitala. Jego stan od początku określano jako ciężki. - Pacjent trafił do nas z rozwijającą się niewydolnością wielonarządową, w głębokiej hipotermii, z zaburzeniami świadomości - mówił wtedy dr n. med. Bartosz Kudliński ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.

Mimo wysiłków lekarzy nie udało się uratować życia mężczyzny. Zanim lekarze stwierdzili zgon, zdążyli amputować mu wszystkie cztery kończyny.

Według śledczych, oskarżony miał świadomość, że psy zachowywały się agresywnie

Śledczy ustalili, że zwierzęta należały do prowadzącego pobliską strzelnicę Piotra M. - byłego funkcjonariusza policji.

Mieszkańcy Raculi już od 2019 roku zgłaszali zastrzeżenia, co do działalności strzelnicy. Przez kilka lat to właśnie brak ogrodzenia i hałas był głównie podnoszonymi argumentami. Potem na terenie strzelnicy pojawiły się psy. Wiadomo, że już kilka lat temu zwierzęta zaatakowały ludzi dwa razy. Zrobiło się o tym głośno, gdy prokuratura rozpoczęła śledztwo.

Pierwszymi pokrzywdzonymi były matka i córka, które poszły na spacer z psem. Zostały one pogryzione przez sześć czworonogów. Potem zwierzęta rzuciły się na młodego mężczyznę. Jego stan był na tyle poważny, że doszło do amputacji uszu poszkodowanego.

Jest areszt dla 53-latka
Jest areszt dla 53-latka
Źródło zdjęcia: TVN24

Podczas prowadzonego śledztwa prokuratura przyjrzała się m.in. temu, w jaki sposób mężczyzna sprawował opiekę nad zwierzętami i w jakich warunkach je trzymał.

Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że miał on świadomość, że jego psy zachowywały się agresywnie, co może powodować zagrożenia dla osób postronnych. Mimo to teren, na którym przebywały czworonogi, nie był właściwie zabezpieczony, tak by uniemożliwić im wydostanie się poza ogrodzenie. 

- W toku postępowania ustalono również, że przez dłuższy czas psy były utrzymywane w niewłaściwych warunkach bytowych, bez zapewnienia im odpowiedniej opieki, właściwego żywienia oraz zaspokojenia podstawowych potrzeb wynikających z ich gatunku i kondycji - wskazała Antonowicz.

Podczas śledztwa prokurator zlecił szereg specjalistycznych opinii. Dotyczyły one między innymi medycyny sądowej, biologii.

- Szczególne znaczenie miały ekspertyzy dotyczące zachowania zwierząt, zasad ich szkolenia, warunków utrzymania i dobrostanu, a także wpływu sposobu opieki nad psami na ich funkcjonowanie i poziom agresji - tłumaczyła rzeczniczka prokuratury.

Akt oskarżenia w sprawie śmiertelnego pogryzienia mężczyzny przez psy skierowano do sądu 30 czerwca 2026 roku. Wiadomo, że oskarżony nie przyznawał się wtedy do zarzutów. Piotr M. złożył obszerne wyjaśniania, ale jak wskazywała prokuratura, ich treść nie znalazła potwierdzenia w zebranym materiale dowodowym.

Piotr M. przez cały czas pozostaje w areszcie.

Źródło: tvn24.pl, TVN24
Czytaj także: