Po odwołaniu czwartkowego koncertu Robbie Williams wyszedł z hotelu przed którym zgromadziły się dziesiątki fanów. - Jest mi niezmiernie przykro, że nie możemy dziś wieczorem zagrać koncertu - przyznał. - To sytuacja, na którą nie mamy wpływu. Nie ma ona z nami nic wspólnego. Wrócimy, jak tylko będzie to możliwe - zapowiedział wokalista.
Zaproponował w związku z tym, że da krótki występ i wspólnie ze zgromadzonymi odśpiewał między innymi kultowe "Angels". Miał na sobie koszulkę reprezentacji Peru w piłce nożnej.
- Cieszę się, ale czuję też gorycz. Dzisiaj był dzień, na który fani czekali od wielu lat. Ale ponieważ Robbie jest świetnym artystą, wyszedł i zachwycił zebraną tu publiczność. Dał chociaż małą próbkę tego, czym miał być jego koncert - mówiła jedna z fanek.
Obiekt Arena 1 Park, na który miał się odbyć koncert brytyjskiego wokalisty, został tymczasowo zamknięty w związku z między innymi nieprzestrzeganiem procedur ewakuacyjnych i chaosem przy wyjściach.