Biskup Andrzej Jeż został skazany łącznie na dwa lata ograniczenia wolności polegające na potrąceniu 25 proc. wynagrodzenia miesięcznego na rzecz fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Oprócz tego duchowny ma zapłacić 20 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
- Cały proces dotyczył tego, czy biskup – a jeśli tak to w jakim terminie – nie powiadomił organów ścigania. (…) Sąd dziś w tym bezprecedensowym wyroku uznał, że urzędujący biskup diecezji tarnowskiej nie zawiadomił organów ścigania niezwłocznie. Mało tego, w uzasadnieniu wyroku sądu uznał, że ocenił całe zeznania biskupa Jeża jako niewiarygodne. Przypomnę, że biskup w czasie postępowania sądowego nie przyznawał się do winy, linia obrony była taka, że zawiadomił papieskie instytucje i oczekiwał na decyzję Watykanu, po tej decyzji miał zawiadomić organy ścigania. Sąd uznał, że to działanie było niezgodne z prawem – relacjonował Marcin Kwaśny, reporter TVN24.
Biskup był oskarżony o tuszowanie pedofilii dwóch kapłanów. Za każdą z tych spraw został skazany na 1,5 roku ograniczenia wolności, kara łączna wynosi dwa lata.
Prokuratura wnosiła o wymierzenie Andrzejowi Jeżowi kary 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i zasądzenie 20 tys. grzywny. Obrońcy domagali się uniewinnienia.
Kuria zapowiada apelację
Tarnowska kuria opublikowała w czwartek przed południem oświadczenie, w którym przyjmuje do wiadomości wyrok w sprawie biskupa. I informuje, że się z nim nie zgadza.
"Kuria na tym etapie nie będzie szerzej komentować motywów dzisiejszego rozstrzygnięcia, aczkolwiek należy podkreślić fakt, że w obu przypadkach ze strony Kurii zostały dokonane formalne zgłoszenia do organów ścigania, a także fakt, że wiedzę o tych sprawach posiadały też inne osoby oraz instytucje państwowe.
Niezależnie od powyższego, Kuria ponownie wyraża głębokie ubolewanie z powodu krzywdy i cierpienia wszystkich osób pokrzywdzonych przestępstwami seksualnymi oraz zapewnia je o należnym szacunku i współczuciu" – czytamy w komunikacie.
Kuria zapowiedziała, że obrońcy Jeża wystąpią o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku i złożą apelację.
Zarzuty wobec biskupa
Oskarżyciel zarzucił bp. Jeżowi, że mając wiarygodne informacje o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich poniżej 15. roku życia przez dwóch księży z jego diecezji – Stanisława P. i Tomasza K., nie zawiadomił o tym niezwłocznie organów ścigania. Śledczy co prawda zauważyli, że władze kościelne złożyły zawiadomienie odnośnie do obu kapłanów, jednak zdaniem prokuratury uczyniły to zbyt późno – nie nastąpiło to niezwłocznie, jak wymaga przepis, mimo że wcześniej prowadziły postępowania wewnętrzne w sprawie obu księży i dysponowały informacjami o ich czynach.
Z kolei obrońcy przekonywali sąd, że w żadnej z dwóch spraw hierarcha nie dopuścił się umyślnego zaniechania zgłoszenia. Sam biskup Andrzej Jeż, który nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, wyjaśniał zwłokę w zgłoszeniach niejasnością przepisów karnych oraz specyfiką konkretnych spraw. W przypadku księdza Stanisława P. ordynariusz wskazał na wątpliwości jurysdykcyjne, ponieważ czyny kapłana były popełnione głównie w Ukrainie. Z kolei w sprawie księdza Tomasza K. utrzymywał, że przez długi czas nie wiedział, że wśród ofiar duchownego były osoby poniżej 15. roku życia.
Zgłoszenie po artykule
W mowie końcowej prokurator Marcin Stępień przekonywał, że wina biskupa i społeczna szkodliwość niepowiadomienia o czynach pedofilskich księży jest znaczna m.in. dlatego, że skutkowała przedawnieniem się spraw niektórych pokrzywdzonych. Jego zdaniem kuria powinna zgłosić nadużycia organom ścigania od razu po wejściu w życie w 2017 roku przepisu dotyczącego odpowiedzialności karnej dla osób, które nie zawiadomiły o popełnieniu przestępstwa m.in. pedofilii, tymczasem, zaznaczał, stało się to ponad trzy lata później. W przypadku czynów ks. Stanisława P. – zwracał uwagę oskarżyciel – nastąpiło to po publikacji artykułu ks. Isakowicza-Zaleskiego, który opisał problem.
Z kolei mec. Zbigniew Ćwiąkalski wskazywał, że do 2022 roku kwestią sporną pozostawało, czy obowiązek zgłoszenia przestępstw dotyczy także tych spraw, które miały miejsce przed wejściem w życie w 2017 roku nowelizacji prawa, zwracając uwagę, że w przypadku obu księży do ich czynów doszło przed tym czasem. W 2022 r. SN orzekł, że z nimi również wiąże się ten obowiązek. Adwokat oceniał, że postawienie w stan oskarżenia biskupa, który ostatecznie zgłosił problem organom ścigania, zniechęci innych ordynariuszy do zawiadamiania o podobnych przypadkach.
W trakcie procesu sąd przesłuchał jako świadków m.in. byłego biskupa diecezji tarnowskiej Wiktora Skworca, b. delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży w tej diecezji ks. Roberta Kantora, oficjała sądu diecezjalnego, b. dyrektora szkoły, b. kurator oświaty, a także jednego z pokrzywdzonych mężczyzn.
"Obowiązek społeczny" bez kary
Odpowiedzialność karną dla osób, które nie zawiadomiły o popełnieniu przestępstwa m.in. pedofilii, mimo posiadania o tym wiarygodnych informacji, wprowadziła w Polsce ustawa z 23 marca 2017 r. Wcześniej był to jedynie tzw. "obowiązek społeczny", za niedopełnienie którego nie była przewidziana kara. Obecnie za złamanie tego przepisu grozi do trzech lat więzienia.
Podstawą zarzutów dotyczących niepowiadomienia organów ścigania przez władze kościelne były postępowania dotyczące molestowania małoletnich przez dwóch kapłanów. Sprawa ks. Stanisława P. została w 2022 roku umorzona ze względu na przedawnienie karalności. Natomiast wobec ks. Tomasza K. toczy się postępowanie przed Sądem Rejonowym w Nowym Sączu. Ofiarami przestępstw seksualnych dwóch kapłanów jest kilkadziesiąt osób. W obu przypadkach kwestię zgłaszania tych nadużyć wyłączono do osobnego postępowania, dotyczącego zwierzchnika kapłanów - biskupa Andrzeja Jeża.