Studenci naprawiają drogę pod Krakowem

TVN24

Anna Bidzińska, Leszek ZiemnikNa niebezpiecznym łuku są już znaki poziome

3 groźne wypadki i aż 14 kolizji - to zaledwie roczny bilans dla niebezpiecznego zakrętu jednej z bocznych, podkrakowskich dróg. Kierowcy pędząc wąskim łukiem drogi w Dziekanowicach, chętnie go ścinali i niestety, czasem kończyło się to tragicznie. Tegoroczne statystyki powinny być już lepsze, bo zakręt udało się zabezpieczyć dzięki pomocy dwójki studentów Politechniki.

Kierowcy, mknąc łukiem drogi przy stacji Kraków-Batowice, rzadko trzymają się krawędzi jezdni. Zamiast zwolnić, ścinają do środka, a gdy zauważą samochód nadjeżdżający z przeciwka, często jest już za późno na bezpieczny manewr:

- Dlatego ładują po okolicznych ogrodzeniach. Często są pod wpływem alkoholu - tłumaczy Tomasz Szmyd z Zarządu Dróg Powiatu Krakowskiego.

Niebezpieczny łuk

- To miejsce jest położone na delikatnym wzniesieniu i jadący w dół przyspieszają. Łuk jest bardzo wąski. Promień tego łuku ma 22 m, a powinien mieć co najmniej 50 – uzupełnia Ania Bidzińska, studentka Politechniki, która wspólnie z Leszkiem Ziemnikem, pomaga drogowcom w zabezpieczeniu feralnego zakrętu.

Do niedawna, nie było tam nawet linii oddzielającej obydwa pasy ruchu, ale między innymi dzięki zaangażowaniu studentów, sytuacja powoli się zmienia. Bidzińska i Ziemnik wzięli udział w unijnym konkursie STARS, startując z własnym projektem zabezpieczeń łuku w Dziekanowicach. Zajęli dopiero jedenaste miejsce, ale i tak odnieśli sukces, bo drogowcy uznali, że ich koncepcję warto zrealizować.

Makieta policjanta nie pomoże

Studenci przygotowali aż dziesięć różnych propozycji, które mogłyby poprawić bezpieczeństwo na łuku. Rozważali nawet tak nietypowe środki, jak ustawienie makiety policjanta. Szybko je porzucili, bo funkcjonariusz ze sklejki, mógłby szybko paść ofiarą chuliganów.

- Inne nietypowe rozwiązania nie mogły być zrealizowane, bo nie pozwalały na to przepisy – tłumaczy Bidzińska.

Ostatecznie zdecydowano się na zwykłe znaki drogowe, poziome linie i oświetlające w nocy drogę tzw. kocie oczka.

Brak pieniędzy

Część rozwiązań już wprowadzono: - Zostało już zmienione oznakowanie pionowe. Dokonano korekty błędów: były tam znaki, które np. wzajemnie się wykluczały. Wymieniono też na nowe te już zdewastowane – wylicza Leszek Ziemnik.

Brakuje jeszcze tylko 27 kocich oczek, które powinny zostać wmontowane w jezdnię i oś drogi. ZDPK nie znalazł na nie pieniędzy: - Mamy 700 km dróg, a zasoby finansowe ograniczone. Jest dużo takich niebezpiecznych miejsc – tłumaczy Tomasz Szmyd, z którym Bidzińska i Ziemnik od początku konsultują swój projekt.

Studenci jednak się nie poddali i znaleźli sponsorów, którzy sfinansowali wykonanie kocich oczek. Zarząd prowadzi teraz przetarg na wykonawcę utrzymania dróg powiatowych. Wyłonionemu wykonawcy placówka chce zlecić zamontowanie kocich oczek. - Oznakowanie ma być uzupełnione jak tylko zrobi się cieplej, ale w kwietniu już na pewno skończymy. I tak planowaliśmy zająć się tym zakrętem, ale wkład studentów jest bezcenny – zapewnia Szmyd.

Autor: nf/jś / Źródło: TVN24 Kraków