Olek umierał w karetce. Ruszył proces lekarzy oskarżonych o narażenie go na śmierć
Przed Sądem Rejonowym w Grudziądzu we wtorek rozpoczął się proces trojga lekarzy oskarżonych o narażenie życia 19-letniego Olka, który zmarł w styczniu 2024 roku w miejscowym szpitalu. Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch z trzech oskarżonych lekarzy.
Jak wyjaśnił reprezentant trzeciego z nich, jego klient zdecydował się nie brać udział we wtorkowym posiedzeniu ze względu na narrację obecną w mediach i mediach społecznościowych. - Sprawa ma bardzo duży ładunek emocjonalny. Zdecydowaliśmy tak ze względu na ochronę jego interesu oraz ewentualne próby wpływania na niego i szkalowania. Chcieliśmy uniknąć eskalacji na tym etapie postępowania. Mój klient składał już wyjaśnienia na etapie postępowania przygotowawczego. Później będzie brał udział w postępowaniu i będzie dowodził przed sądem swoich racji - podkreślił w rozmowie TVN24 adwokat Maciej Pawlikowski.
Całej trójce postawiono zarzut nieumyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Medycy nie przyznają się do zarzucanych czynów.
Jak wyjaśnił prokurator Jerzy Waryszak, prokuratura postawiła zarzuty lekarzom, a nie ratownikom, ponieważ w ocenie prokuratury zawinił kierownik zespołu, a nie jego podwładni.
Mimo złożonych wniosków przez obronę o wyłączenie jawności proces - decyzją Sądu Rejonowego w Grudziądzu - będzie toczył się przy obecności mediów. Sąd wyznaczył kilkanaście terminów rozpraw, kolejne posiedzenie odbędzie się 6 maja.
- Jesteśmy usatysfakcjonowani dzisiejszym procedowaniem przez sąd. Po dwóch latach sprawa w końcu zaczyna iść w dobrym kierunku - wyjaśnił Michał Wąż, adwokat reprezentujący matkę zmarłego.
- Chciałabym, aby to wszystko, co się wydarzyło, miało taki wydźwięk, aby nigdy więcej nikt nie odważył się zaniedbywać swoich obowiązków i lekceważyć swojego zawodu. (...) Ja też pracuję w służbie zdrowia, jestem medykiem. Nie ma takich algorytmów, jak ciągnięcie za włosy pacjenta, żeby uchronić jego głowę od rozbicia. Tam była agresja, poniżenie, wyśmiewanie - powiedziała matka zmarłego Małgorzata Shahbazyan.
Medycy zbagatelizowali stan zdrowia
Dramat nastolatka nagłośnili reporterzy "Uwagi!" TVN. Wszystko zaczęło się od banalnej interwencji policji. Mężczyzna razem z kolegą przechodzili przez ulicę w miejscu niedozwolonym, a później uciekali przed interweniującymi policjantami. Podczas ucieczki Olek nadział się na ostry pręt ogrodzenia i doszło przerwania tętnicy udowej. Chłopak zmarł wskutek wykrwawienia.
Na nagraniach z kamer policyjnych i z wnętrza karetki widać, że policjanci, a później załoga karetki pogotowia, bagatelizują stan zdrowia poważnie rannego mężczyzny. Policjanci sugerowali, że chłopak "pajacuje", a pogotowie przyjechało dopiero po kilkunastu minutach.
W trakcie jazdy do szpitala medycy nie pozwolili zdjąć mu kajdanek i pomimo że chłopak się dusił, nie podali mu tlenu. Kiedy nastolatek spadł z noszy, wciągnęli go za włosy, a ubrudzone rękawiczki wycierali w jego ubranie. Ambulans jechał do szpitala bez włączonych sygnałów uprzywilejowania. Według ustaleń biegłych, kiedy karetka dotarła na Szpitalny Oddział Ratunkowy, tam także doszło do zaniedbań. Przez 5 minut pielęgniarka szukała policjanta, który ma klucz do kajdanek, nieprawidłowo przeprowadzono intubację.
Ostatecznie prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko lekarzowi karetki, lekarzowi SOR i anestezjologowi ze szpitala. Wszystkim grozi do 5 lat więzienia.
Opracowała Natalia Grzybowska