"Kto zwalniał kroku, tego rozstrzeliwano". 75 lat temu z Auschwitz wyruszyły Marsze Śmierci

TVN24 | Kraków

Autor:
wini/gp
Źródło:
PAP
"Psy, wilczury szczekające. Ruch. Strach. Lęk. Krzyk". Byli więźniowie opisują AuschwitzFakty TVN
wideo 2/6
Fakty TVN"Psy, wilczury szczekające. Ruch. Strach. Lęk. Krzyk". Byli więźniowie opisują Auschwitz

W Marszach Śmierci wyruszyło z niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz około 56 tysięcy więźniów. Co najmniej dziewięć tysięcy z nich straciło po drodze życie. Dziś mija 75 lat od rozpoczęcia ewakuacji Auschwitz.

Niemcy przygotowywali ewakuację kompleksu obozowego już pod koniec 1944 r. Zadecydowali, że rozpocznie się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia wkroczeniem armii sowieckiej.

Kolumny więźniów miały się składać wyłącznie ze zdrowych ludzi, którzy podołają trudom długiego marszu. Wśród ewakuowanych znalazło się jednak sporo chorych, którzy obawiali się, że pozostanie w obozie będzie oznaczało śmierć.

Pierwsze kolumny wymaszerowały 17 stycznia z podobozów Neu Dachs w Jaworznie oraz Sosnowitz. Ostatnia wyszła 21 stycznia z podobozu Blechhammer w Blachowni Śląskiej. Trasy marszów wiodły do Wodzisławia i Gliwic. Najdłuższą, która liczyła 250 km, pokonało 3,2 tys. więźniów z podobozu w Jaworznie. Szli do KL Gross Rosen na Dolnym Śląsku. Kolumny konwojowali uzbrojeni esesmani.

W Nowym Jorku otwarto wystawę na temat obozu Auschwitz-Birkenau
3.05 | Dzień pamięci o ofiarach Zagłady obchodzony jest nie tylko w Polsce. W Nowym Jorku odbyło się z tej okazji otwarcie wystawy "Auschwitz. Nie tak dawno. Nie tak daleko". - To bardzo dobra wystawa, przygotowana przez wybitnych historyków z różnych krajów. Ona tutaj na Manhattanie w Nowym Jorku ma szansę odegrać bardzo poważną rolę - powiedział Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Państwowego Auschwitz-Birkenau.
tvn24

"Musieliśmy iść, iść, iść"

Shlomo Venezia, były więzień, członek Sonderkommando, specjalnej grupy więźniów, głównie Żydów, wykorzystywanych przez SS do usuwania ciał ofiar zagłady, wspominał, że panował wówczas ogromny mróz. - Szliśmy całymi dniami (…). Nocą zatrzymywaliśmy się w wioskach i osadach. (…) Wielu umierało z zimna, na ogół nocą, część miała odmrożone stopy. Jeśli ktoś nie mógł iść, był zabijany przez Niemców. Powłóczyliśmy nogami, chciało nam się pić, byliśmy wygłodzeni, ale musieliśmy iść, iść, iść – mówił.

- Kto zwalniał kroku, tego rozstrzeliwano. Nie wolno nam było oglądać się za siebie. Na oblodzonej drodze zostawały trupy kobiet i mężczyzn z postrzelonymi czaszkami – relacjonowała była więźniarka Halina Birenbaum. Janina Komenda mówiła, że szła w marszu "jak automat". "Iść, iść, nie upaść" – powtarzała wówczas w myślach. - Śnieg był czerwony, a my - półżywe - dodała Ester Friedman.

Świadectwo byłych więźniów KL Auschwitz-Birkenau
25.01 | Około siedmiu tysięcy osób - tylu więźniów doczekało wyzwolenia z obozu. 27 stycznia miną 74 lata od tej chwili. Wcześniej zginęło tam co najmniej milion sto tysięcy osób. Milion Żydów, 75 tysięcy Polaków. "Obóz" to reportaż, który jest efektem ośmiu rozmów z ostatnimi żyjącymi byłymi więźniami Auschwitz-Birkenau. Opisują tragiczną historię, której byli uczestnikami i świadkami. Opisują głód, strach i wszechobecną śmierć. Mówią o tym czym był hitleryzm, nazizm i do czego prowadzi nienawiść. Ich historii wysłuchała Magda Łucyan.
tvn24

Masakry na trasie

W marszach zginęło co najmniej 9 tys. więźniów. Umierali z zimna, zmęczenia lub od niemieckiej kuli. Wśród zabitych był Stanisław Bytnar, więziony w Auschwitz II-Birkenau ojciec Jana Bytnara "Rudego", żołnierza Szarych Szeregów, jednego z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec". Został aresztowany przez Niemców wraz z synem w marcu 1943 r. Z więzienia na Pawiaku trafił do obozu.

- Został zastrzelony przez konwojentów SS na trasie Oświęcim - Wodzisław Śląski, kiedy najprawdopodobniej osłabł i nie miał już sił iść dalej - powiedział historyk Adam Cyra.

Na trasie dochodziło do masakr. W nocy z 21 na 22 stycznia na stacji kolejowej w Leszczynach koło Rybnika został zatrzymany pociąg z Gliwic z 2,5 tys. więźniów. Po południu rozkazano im opuścić wagony. Z powodu wycieńczenia część z nich nie była w stanie wykonać rozkazu. Niemcy zaczęli strzelać w otwarte drzwi wagonów. Zginęło ponad 300 osób. Ocalałych pognano na zachód.

Najmłodsze ofiary

Ofiary marszów zostały pochowane po drodze. Wśród nich były dzieci. W 1965 r. w trakcie komasacji trzech położonych obok siebie mogił w Pszczynie wydobyto szczątki dziewczynki. W pobliżu jej twarzy znajdował się blaszany kubek, który zaciskała w dłoniach. W tej samej pozycji złożono ją do nowego grobu.

Najmłodszą ofiarą marszu był Ireneusz Rowiński. Jego matka Leokadia uciekła z kolumny marszowej podczas nocnego postoju w Pszczynie i wraz z dwoma Żydówkami schroniła się u mieszkanki wsi. 21 stycznia urodziła. Dziecko było sine i z trudem oddychało. Chłopiec zmarł dziewięć dni później. W 2011 r. na pomniku przy zbiorowym grobie ofiar Marszu Śmierci na pszczyńskim cmentarzu wmurowano upamiętniającą chłopca tablicę.

Ludność z miejscowości położonych na trasie marszów - Polacy i Czesi - pomagała więźniom, którzy zdołali zbiec. Ukrywali ich i karmili.

Więźniowie, którzy przetrwali marsz do Wodzisławia lub Gliwic, wywożeni byli - pomimo przenikliwego chłodu - otwartymi wagonami kolejowymi do obozów Mauthausen i Buchenwald. Wielu spośród tych, którzy przeżyli marsze, zginęło w obozach w głębi Rzeszy.

W kompleksie KL Auschwitz Niemcy pozostawili ok. 7 tys. skrajnie wyczerpanych więźniów. 27 stycznia 1945 r. oswobodzili ich żołnierze Armii Czerwonej.

Źródło: PAP

wini/gp