Królik został znaleziony w minioną środę. Od tego czasu przedstawiciele KTOZ informowali o jego stanie i postępach w leczeniu. W niedzielę przekazali, że konieczna jest amputacja tylnych łapek Marcysia.
"Postępujące zakażenie bezpośrednio zagraża jego życiu i może dojść do sepsy. Zabieg jest obarczony wysokim ryzykiem, jego wyniszczony organizm może tego nie znieść. Jednak bez zabiegu, nie ma żadnej szansy na przeżycie" – napisali.
W poniedziałek pojawiły się dobre wiadomości. Królik nie tylko przeżył zabieg, ale też wraca do zdrowia. Jak piszą przedstawiciele KTOZ – ma apetyt, humor i dużo bryka, a także dba o swoją higienę. "Jak się okazuje, to uszak który życzy sobie ciągłej atencji i bardzo lubi drapanie i głaskanie. Na zdjęciu widzicie go jak leży na kolankach jednej z pań w lecznicy i zasypia, bo właśnie ma sesję miziania" – czytamy we wpisie.
Animalsi zastrzegli, że chociaż obecnie ze zwierzęciem nie dzieje się nic niepokojącego, to po tego typu zabiegu kluczowe są pierwsze dni.
Znaleziony przy dworcu
Marcyś został znaleziony nieopodal krakowskiego dworca głównego. Leżał pod krzakiem. Był w opłakanym stanie.
"Okrucieństwo w najczystszej postaci i sadyzm - tak można delikatnie określić to, co spotkało tego króliczka. Wszystko wskazuje na to, że został skatowany przez człowieka" - piszą przedstawiciele Krakowskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami, gdzie trafił królik. Dostał imię Marcyś.
"Rany wskazują na celowe działanie"
Animalsi wyliczają obrażenia, których doznało zwierzę. To obcięte uszy (jak zaznaczają: obcięte równo, na podobnej wysokości), głęboka rana na grzbiecie, przez którą widać mięśnie, rany na wargach, złamanie miednicy, zwichnięty staw skokowy, zaropiałe oczy i odparzenia okolicy urogenitalnej. Marcyś ma też kacheksję, czyli tzw. zespół wyniszczenia, charakteryzujący się gwałtowną utratą masy tłuszczowej i mięśni.
"Wiek oszacowano na 4-5 miesięcy, ale jest tak wychudzony, że może jest troszkę starszy. (…) Lekarz nam przekazał, że rany wskazują na celowe działanie. To nie zwierzę go zaatakowało, a najprawdopodobniej człowiek wyrządził mu taką krzywdę" - czytamy w komunikacie KTOZ.
W lecznicy królik zaczął jeść, pić, ruszać się i wydalać. W piątek animalsi ogłosili, że dołączył do grona zwierząt, które można adoptować wirtualnie.
Przedstawiciele KTOZ apelują do osób, które mają informację o właścicielu królika lub widziały, co się z nim stało. "Każda informacja, która może wskazać potwora, który w tak okrutny sposób potraktował zwierzę jest niezwykle cenna" – piszą.
Z pytaniem o tę sprawę zwróciliśmy się do Komendy Miejskiej Policji w Krakowie. - Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia odnośnie tej sytuacji, natomiast na kanwie informacji medialnych policjanci z Komisariatu I Policji w Krakowie podjęli czynności zmierzające do ustalenia okoliczności tej sprawy – przekazał Rafał Wawrzuta z biura prasowego KMP Kraków.
Marcysia można zaadoptować wirtualnie TUTAJ.
Autorka/Autor: Anna Winiarska /tok
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: KTOZ