Kładka została oddana do użytku 4 października, a barierki odgradzające skarpę od chodnika pojawiły się po około dwóch tygodniach. Choć łatwo było w tym miejscu o nieszczęście, to - jak przekazała nam krakowska policja - nie ma informacji, by doszło tam do żadnego poważniejszego zdarzenia z udziałem rowerzystów.
Informacja o potencjalnym zagrożeniu została jednak przekazana do wydziału ruchu drogowego krakowskiej komendy.
"Pozytywna opinia" kontra rzeczywistość
Zapytaliśmy krakowski urząd miasta, czy planowany jest w tym miejscu montaż stałej balustrady. Co prawda biało-czerwone barierki zwiększają bezpieczeństwo, ale ich estetyka - zwłaszcza w rejonie zabytkowego Kazimierza - pozostawia wiele do życzenia. Obecnie północna strona przeprawy wgląda, jakby budowa wcale się nie zakończyła.
Jak wyjaśnił Piotr Subik z Wydziału Komunikacji Społecznej krakowskiego Urzędu Miasta, ustalenia w sprawie wykonania w tym miejscu balustrady są prowadzone przez Zarząd Inwestycji Miejskich w Krakowie, we współpracy z Zarządem Dróg Miasta Krakowa i Zarządem Transportu Publicznego w Krakowie. Nie ma jednak informacji kiedy (i czy w ogóle) taka instalacja zostanie wykonana.
A dlaczego nie oddano kładki już z balustradą?
"Przyjęte rozwiązania projektowe uzyskały pozytywną opinię podczas audytu rowerowego przeprowadzonego 20 września 2024 r. Wykonanie dodatkowej balustrady wymaga przeprowadzenia odrębnych uzgodnień z właściwymi jednostkami miejskimi" - przekazał Subik. Potwierdził też, że Zarząd Inwestycji Miejskich w Krakowie otrzymał oficjalne zgłoszenie dotyczące potencjalnego zagrożenia.
Na przełomie października i listopada przy zjeździe z kładki zostały umieszczone drewniane kołki połączone liną. Metalowe barierki jednak nie zniknęły, nie wiadomo więc, czy tak będzie wyglądało ostatecznie rozwiązanie i czy będzie to wystarczające, by uchronić zjeżdżających z kładki rowerzystów przez upadkiem.
"Skocznia rowerowa"
Portal Platforma Komunikacyjna Krakowa, informujący między innymi o utrudnieniach i absurdach w krakowskiej komunikacji miejskiej, niedoróbkę przy kładce ochrzcił mianem "pierwszej na świecie skoczni rowerowej".
Eksperci dostrzegają też inne problemy nowej inwestycji. - Kładka jest potrzebna, natomiast nie istnieje trasa, której ona ma być częścią. Bo ona ma być częścią trasy wzdłuż Wilgi, ma połączyć Kazimierz z Trasą Łagiewnicką i Ósmego Pułku Ułanów. Więc powinna być budowana rowerostrada wzdłuż Wilgi, ale nie ma, bo miasto się za to nie zabrało. To jak budować most autostradowy bez autostrady - wskazuje w rozmowie z tvn24.pl Marcin Dumnicki, prezes stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów.
W opinii Dumnickiego kładka nie spełnia standardów infrastruktury rowerowej nie tylko przez niezabezpieczoną początkowo skarpę. - Na dole jest wyjście dla pieszych zza zasłoniętych pylonów prosto na drogę rowerową. A wiadomo, że bezpieczeństwo między rowerzystami i pieszymi zachowuje się przede wszystkim przez widoczność - zauważa prezes KMR.
Kolejny problem to oświetlenie, a w zasadzie jego brak. Po zmroku uważać muszą również piesi, bo schody środkowej części kładki się ze sobą zlewają. W przypadku deszczu lub mgły, jak zauważa nasz rozmówca, o nieszczęście będzie bardzo łatwo.
O opinię na temat inwestycji zapytaliśmy mieszkańców. - Wieczorem zupełnie nie widać, że tu są schody, a widać, że dalej jest kontynuacja alejki i można zjechać te dwa metry i się rozbić. I nie ma znaków, więc kolejny bubel. Dalej nie chce mi się wymieniać – stwierdził jeden z rowerzystów.
Kontrowersyjna kładka
Kładka Kazimierz-Ludwinów została otwarta 4 października. Jej budowa trwała prawie dwa lata, od stycznia 2024, ale projekt liczy sobie dwadzieścia lat. Inwestycja od początku budziła kontrowersje. W 2018 roku negatywną opinię w sprawie budowy przeprawy wydał Narodowy Instytut Dziedzictwa, a w kwietniu 2025 roku dyrektor Centrum Światowego Dziedzictwa UNESCO, zaalarmowany przez mieszkańców z ruchu "Bulwar to my", zwrócił się do o Mariusza Lewickiego, stałego przedstawiciela RP przy UNESCO.
W piśmie tym wysoko postawiony urzędnik agendy ONZ ds. oświaty, nauki i kultury domagał się wstrzymania inwestycji "w celu przeprowadzenia gruntownej oceny potencjalnego wpływu na OUV (Wyjątkowa Uniwersalna Wartość - kluczowy atut obiektów wpisanych na listę UNESCO) obiektu zgodnie z Wytycznymi i Narzędziami do Oceny Oddziaływania w Kontekście Światowego Dziedzictwa".
Ostatecznie miasto zamówiło u naukowców z Politechniki Krakowskiej analizę. Według ekspertyzy projekt kładki wpisywał się w wartości UNESCO.