Piwnica miała być magazynem, stała się śmiertelną pułapką. Próbowała ratować synów, sama zginęła

Życia dwóch mężczyzn nie udało się uratować
Na miejscu pracowali strażacy
Źródło: Marta Gajda / Radio Kielce

Nie żyje 57-letnia kobieta, której dwaj synowie na początku lutego zginęli w piwnicy do przechowywania warzyw. Matka próbowała ich ratować. W pomieszczeniu była skrajnie niska zawartość tlenu.

Do tragedii doszło w Jakubowicach (Świętokrzyskie). 57-latka od 7 lutego znajdowała się w kieleckim szpitalu.

Magazyn, w którym doszło do wypadku, znajduje się pod ziemią. Przechowana w nim była pietruszka.

Matka 27-letniego Piotra i jego o trzy lata starszego brata Michała zorientowała się, że jej synowie zeszli do magazynu. - Szukała ich. Kiedy zajrzała do magazynu, zobaczyła ich leżących na ziemi. Zadzwoniła pod numer alarmowy. Potem wygrał instynkt macierzyński, pani Maria wskoczyła do środka. Niedługo potem sama straciła przytomność - opowiada Stanisław Porada, burmistrz pobliskich Działoszyc.

Przyczyny tragedii wyjaśni policja
Przyczyny tragedii wyjaśni policja
Źródło: Marta Gajda/Radio Kielce

Śledztwo trwa

Do piwnicy udało się bezpiecznie zejść dopiero strażakom wyposażonym w butle tlenowe. Wtedy okazało się, że poziom tlenu w pomieszczeniu wynosi około 1,5 procent. W "zwykłym" powietrzu tlen stanowi około 21 procent. - To była normalna piwnica, a nie komora beztlenowa, jednak otwory wentylacyjne, które się tam znajdowały, były pozatykane, nie było też okien. Stąd zapewne nie było w niej tlenu – powiedziała Prokurator Rejonowy w Pińczowie Jolanta Doroz.

Mimo reanimacji obaj mieszkańcy Jakubowic zmarli. Ich 57-letnia matka została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Kielcach. Lekarzom nie udało się jednak uratować życia kobiety. Zmarła w piątek w szpitalu.

Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie pod nadzorem prokuratury. - Na wyniki sekcji zwłok trzeba jeszcze poczekać przynajmniej dwa tygodnie, najprawdopodobniej brak tlenu był główną przyczyną śmierci kobiety - powiedziała Jolanta Doroz.

W ubiegłym roku w województwie łódzkim w podobnych okolicznościach życie straciło dwóch mężczyzn, którzy weszli do komory beztlenowej, w której przechowywane były jabłka. Profesor Wojciech Krajewski, biegły sądowy w zakresie medycyny ratunkowej, podkreślał wtedy, że każde wejście do pomieszczenia z niskim stężeniem tlenu jest śmiertelnie niebezpieczne.

- Mózg jest organem, który potrzebuje najwięcej tlenu w całym organizmie. Jego deficyty natychmiast skutkują zaburzeniami świadomości - mówi prof. Krajewski.

Czytaj także: