W piątek mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alerty RCB dotyczące zagrożenia z powietrza po informacji o dronie w pobliżu granicy z Ukrainą. W części miejscowości zawyły syreny alarmowe. Wojsko poinformowało, że około cztery kilometry od granicy polsko-ukraińskiej spadł lub został zestrzelony dron.
O tym, jak Polska powinna przygotować się do reagowania na tego rodzaju zagrożenia, mówił w piątek rano na antenie TVN24 Mariusz Cielma, ekspert ds. wojskowości. Zwrócił uwagę, że procedury powinny obejmować między innymi konkretne zasady postępowania w instytucjach publicznych.
- Ciągle uczymy się tego co robić systemowo, kiedy zawyją syreny. Myślę, że to będzie najłatwiej wprowadzić w różnych urzędach i innych instytucjach publicznych, jak szpitale. Tutaj mamy możliwość narzucenia pewnych standardów i jest to egzekwowalne - mówił.
Zwrócił także uwagę na ryzyko znużenia społeczeństwa częstymi alarmami, szczególnie na terenach przygranicznych.
- Już dzisiaj jest dużo takich sygnałów. Wystarczy posłuchać sond prowadzonych przez media wśród mieszkańców Lubelszczyzny, szczególnie powiatów przygranicznych. Oni dostają bardzo dużo tego typu ostrzeżeń i przyzwyczajają się do tego - powiedział.
Ile czasu na ostrzeżenie?
Cielma był pytany z jakim wyprzedzeniem powinny być uruchamiane alarmy dla mieszkańców w przypadku zagrożenia. Jako przykład wskazał Ukrainę. Mówił, że podczas lipcowego incydentu z pociskiem manewrującym, który spadł pod Kraśnikiem, obserwował sposób alarmowania na Wołyniu.
- Mniej więcej 20 minut przed tym, jak ten pocisk pojawił się na terytorium Ukrainy, pojawiły się komunikaty o tym zagrożeniu. To jest dobry przykład, bo u nas bardzo często informacje pojawiały się dopiero w sytuacji, kiedy tak naprawdę była już eksplozja - powiedział.
Jego zdaniem w Polsce optymalny byłby czas około 20 minut, a maksymalnie pół godziny. Jednocześnie zaznaczył, że alarm nie powinien być ogłaszany zbyt wcześnie i utrzymywany przez długi czas bez pewności, czy zagrożenie rzeczywiście nastąpi. Zwrócił uwagę, że Polska coraz częściej musi reagować na incydenty związane z pojawianiem się dronów w pobliżu jej granic. Jego zdaniem procedury dotyczące takich sytuacji powinny zostać wypracowane wcześniej.
- Szkoda, że dopiero teraz się uczymy, bo jednak takie procedury powinny być wcześniej wypracowane - ocenił.
Dodatkowe samoloty zamiast kolejnych wojsk?
Cielma odniósł się również do kwestii obecności amerykańskich wojsk w Polsce. W jego ocenie, jeśli miałoby dojść do rozmieszczenia dodatkowych sił USA, powinno to nastąpić w zachodniej części kraju, między innymi w garnizonach, w których wcześniej rotacyjnie stacjonowali amerykańscy żołnierze.
Jednocześnie zaznaczył, że z punktu widzenia obecnych zagrożeń Polska może potrzebować nie tylko kolejnych wojsk lądowych. Wskazał na możliwość rozmieszczenia dodatkowych amerykańskich samolotów bojowych.
Jako przykład podał bazę w Powidzu oraz inne polskie bazy lotnicze. Jak mówił, dodatkowa eskadra F-16 mogłaby wspierać polski system bezpieczeństwa, między innymi jako kolejna para samolotów pozostających w gotowości do działania.