Uratował z pożaru sąsiada, ma zapłacić za swój pobyt w szpitalu

Katowice

ShutterstockRachunek za pożar u sąsiada

- Pożar u sąsiada na drugim - usłyszał przez okno Sylwester Gwóźdź i z kolegami rzucili się na ratunek. Wyważyli drzwi, wynieśli pijanego lokatora, pootwierali okna, wyłączyli piecyk gazowy. Po wszystkim pan Sylwester zaczął wymiotować, karetka zabrała go do szpitala, gdzie... wystawiono mu fakturę za badania. - Przecież oni uratowali życie sąsiadowi - mówi Bogusław Łabędzki, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Rybniku.

Późnym wieczorem mieszkaniec bloku przy ul. Rymera w Rybniku zasnął w fotelu, zostawiając na włączonej kuchence gazowej garnek z potrawą. Zawartość wyparowała i garnek zaczął się tlić. Dym już wydobywał się przez szpary okien.

- Pożar u sąsiada na drugim! - krzyknął ktoś na ulicy.

Na pierwszym piętrze były otwarte okna. Sylwester Gwóźdź, pracujący na co dzień za granicą, gościł tam u znajomych. Usłyszeli krzyk z ulicy. - Polecieliśmy z dwoma kolegami piętro wyżej. Pukamy, nic, zamknięte. Wyważyliśmy drzwi i weszliśmy - opowiada pan Sylwester.

"Nic mi nie jest. I zwymiotowałem"

W środku było tyle dymu, że musiał przyświecać sobie telefonem komórkowym. - Koledzy wynieśli lokatora na klatkę schodową. Ja wyłączyłem kuchenkę, zalałem ją wodą i pootwierałem okna. - opowiada Gwóźdź.

Trochę to trwało, parapety były pozastawiane doniczkami, kwiaty spadały na podłogę. Ponieważ lokator nie był w stanie powiedzieć - był pijany - czy w mieszkaniu jeszcze ktoś jest, pan Sylwester obszedł wszystkie pokoje.

Przyjechali strażacy i karetka pogotowia. - Powiedziałem lekarzom, że nic mi nie jest, tylko dusi w gardle. Ale po chwili zacząłem wymiotować. Zabrali mnie do szpitala.

Tam przeszedł badania na zawartość tlenku węgla we krwi i - profilaktycznie - tlenoterapię, dostał kroplówkę i tabletki. Wyszedł tego samego dnia. Z fakturą. Na 353, 5 zł. Należy zapłacić w ciągu 30 dni lub wskazać płatnika.

Pan Sylwester ubezpiecza się zdrowotnie za granicą. W tym wszystkim zapomniał, że ubezpieczenie wygasło.

Faktura za pobyt w szpitalu po uratowaniu sąsiada z pożaruSylwester Gwóźdź

"Uratowali sąsiada, ryzykując życiem"

- Może nie powinni tam wchodzić, tylko czekać na was? - pytamy Bogusława Łabędzkiego, rzecznika Państwowej Straży Pożarnej w Rybniku.

- A jeśli tam byłby ogień i zanim byśmy przyjechali, zająłby całe mieszkanie, a potem blok? - pyta retorycznie Łabędzki. - Jak widzimy dym, powinniśmy interweniować natychmiast. Dla mieszkańców nawet większym zagrożeniem jest zadymienie niż ogień. Niemal wszystkie ofiary pożaru umarły z powodu zatrucia tlenkiem węgla, niż samego ognia- mówi

Strażak nie ma wątpliwości co do udziału Gwoździa i jego kolegów: - Oni uratowali życie sąsiadowi. Przy tym narazili własne zdrowie. Ryzykowali życiem. Tam mogły palić się tapicerowane meble, które w trakcie palenia wydzielają mnóstwo toksycznych substancji. Po dwóch, trzech oddechach takim powietrzem człowiek traci przytomność.

Pan Sylwester i jego koledzy mogli zakryć usta i nos mokrymi ściereczkami. Powinni też pochylić się w mieszkaniu, bo bliżej podłogi jest mniej dymu. Ale, jak dodaje rzecznik, niewiele by to pomogło.

I ostrzega: - Po takiej akcji zawsze powinniśmy zgłosić się do lekarza. Im szybciej, tym lepiej. Nawet, jak się dobrze czujemy. Objawy zatrucia mogą pojawić się później, jak ustąpi stres.

Procedura: faktura i umorzenie

- Nie czuję się bohaterem. To był obywatelski obowiązek. Nie robiłbym problemu, gdyby ten delikwent (sąsiad-red.) był trzeźwy. Zawinił i nie poniesie żadnych kosztów, a ja zapłacę za uratowanie mu życia - mówi rozżalony pan Sylwester. Po akcji odczuwał jeszcze bóle głowy.

- Taka jest procedura - nieubezpieczony pacjent otrzymuje fakturę do zapłaty za usługę - mówi Michał Sieroń, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku, gdzie trafił Gwóźdź.

Ale procedura przewiduje też umorzenie długu. Zazwyczaj powód jest ekonomiczny - koszty odzyskania pieniędzy przekraczają sumę do odzyskania. Ale może być społeczny, np. nieubezpieczony pacjent umarł, nie zostawiając spadku, a rodzina uboga.

Sieroń: - Sytuacja pana Sylwestra idealnie wyczerpuje uzasadnioną przyczynę. Działał w interesie społecznym i nie z własnej woli wymagał zaopatrzenia medycznego. Musi tylko napisać do nas list z wyjaśnieniami i wysłać pocztą tradycyjną, dyrekcja szpitala go rozpatrzy. Informacje w mediach na temat tej akcji też będą przydatne.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock