TVN24 | Katowice

"Przykucnęłam, żeby ją napoić i wskoczyła mi na kolana". Mała wilczyca po raz drugi w rękach człowieka

TVN24 | Katowice

Autor:
mag/gp
Źródło:
TVN 24 Katowice
Mała wilczyca Luna drugi raz w rękach człowiekaMałgorzata Lisińska/ Facebook
wideo 2/13
Małgorzata Lisińska/ FacebookMała wilczyca Luna drugi raz w rękach człowieka

Za pierwszym razem matka upuściła ją na ścieżkę, uciekając przed turystami. Miesiąc później sześciotygodniowa Luna sama pobiegła do ludzi, bo już wiedziała, że oni dają jeść. Historia małej wilczycy z Rysianki być może trafi do powieści.

19 czerwca Małgorzata Lisińska z Tychów wybrała się z mężem na Rysiankę w Beskidzie Żywieckim. Szli czerwonym szlakiem. – Był upał, a ścieżka mocno pod górę, cała odsłonięta przed słońcem. W pewnym momencie wśród krzewów tuż przy ścieżce patrzymy – zwierzak – opowiada kobieta.

Mała wilczyca Luna drugi raz w rękach człowiekaMałgorzata Lisińska/ Facebook

- Mój pies jest mieszańcem bernardyna i i boksera. Ten zwierzak wyglądał jak taki dwumiesięczny mieszaniec albo duży kot. Mówię do męża: chyba ryś. A on: chyba wilk, zawracamy, bo gdzieś może być jego matka. Ale zwierzak zaczął biec za nami i merdać ogonem. Położył się pół metra przed nami i patrzył na nas. Widać było, że był zmęczony i spragniony.

Mała wilczyca Luna drugi raz w rękach człowiekaMałgorzata Lisińska/ Facebook

Pani Małgorzata zadzwoniła najpierw do Lasów Państwowych, ale nikt nie odbierał. Potem na numer alarmowy 112 - dyspozytor kazał im zwierzę zostawić i odejść. Ale ono nie chciało zostać, szło za ludźmi. W końcu zadzwonili do Ochotniczej Straży Pożarnej w Węgierskiej Górce. – Strażak powiedział, że stowarzyszenie szuka tego wilka – mówi pani Małgorzata.

Chodziło o Stowarzyszenie dla Natury Wilk, skupiające biologów, którzy zajmują się badaniem i ochroną tego gatunku. Tam zapewnili Lisińskich, że zaraz przyjadą po Lunę. Zwierzak okazał się sześciotygodniową wilczycą. – Zapytałam, czy mogę ja napoić. Zgodzili się, ale tak, żeby jej nie głaskać, nie brać na ręce. Nie chciała pić z miski. Zmoczyłam koszulkę i wilczyca ssała. Kiedy przykucnęłam, wskoczyła mi na nogi.

Mała wilczyca Luna drugi raz w rękach człowiekaMałgorzata Lisińska/ Facebook

OGLĄDAJ TELEWIZJĘ NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

Wilczyca czekała, aż ludzie odejdą, by zabrać swoje dziecko

Luna pierwszy raz dostała się w ludzkie ręce 23 maja. - Miała wtedy 12 dni – mówi Sabina Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury Wilk.

To był pierwszy weekend poluzowania obostrzeń, związanych z pandemią. W górach tłumy. Z relacji turystów, przekazanych stowarzyszeniu wynikało, że tamtego dnia mała wilczyca została znaleziona również na szlaku turystycznym na Rysiankę. – Prawdopodobnie matka spanikowała i postanowiła przenieść szczenię w inne miejsce. Przechodząc przez ścieżkę, upuściła je i spłoszona uciekła – mówi Nowak.

Wokół szczeniaka zrobiło się zbiegowisko. Nowak przypuszcza, że wilczyca czekała w pobliżu, aż ludzie odejdą, by zabrać swoje dziecko. Niestety jeden człowiek, biorąc wilka za szczenię psa, postanowił zanieść go weterynarza. Stamtąd Luna trafiła do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt Mysikrólik w Bielsku-Białej, który przekazał ją Stowarzyszeniu.

Tego samego 23 maja biolodzy odstawili szczenię w głąb lasu, tam gdzie wcześniej dzięki fotopułapkom i tropieniu śladów zlokalizowali grupę wilków. Nowak: - Luna zniknęła. Byliśmy przekonani, że rodzina przyjęła ja z powrotem.

Mniej zdyscyplinowana, ciekawska, poszła po jedzenie

Nie wiadomo, dlaczego znów pojawiła się na szlaku. – Za pierwszym razem to był przypadek. Teraz już może wiedziała, że dostanie od ludzi jedzenie. Matka poszła na polowanie, a jej burczało w brzuchu, więc poszła na szlak. Każdy wilk ma inne usposobienie, Luna może jest mniej zdyscyplinowana i ciekawska – mówi Sabina Nowak.

Na razie Luna jest pod opieką biologów. Czekają, aż minie okres burzowy i zawiozą ją z powrotem do lasu. Szukają odpowiedniego miejsca, a deszcze rozmyły ślady.

Nowak: - Apelujemy do turysty, który 23 maja widział, jak wilczyca upuściła szczenię, by się z nami skontaktował. Mamy relację tylko z drugiej ręki, jak wyglądało to zdarzenie. A bardzo ważne jest, jak zwierzę przechodziło przez ścieżkę, z której strony na którą. To nam ułatwi znalezienie rodziny Luny.

Biolożka wyjaśnia również, jak zachować się, gdy znajdziemy w na górskim szlaku szczenię wilka. – Najlepiej przenieść je kilka metrów w górę lub w dół od szlaku, tak żeby inni turyści się na nie nie natknęli, a matka mogła spokojnie zabrać. Prosilibyśmy też telefon do nas za każdym razem, gdy ktoś spotka wilka.

Będzie bohaterką powieści?

Małgorzata Lisińska z Tychów jest pisarką. Spotkanie z Luną było dla niej bardzo inspirujące. Nie wyklucza, że mała wilczyca trafi na karty jej kolejnej powieści.

Autor:mag/gp

Źródło: TVN 24 Katowice

Źródło zdjęcia głównego: Małgorzata Lisińska/ Facebook