W ubiegłym tygodniu złoto odnotowało największy tygodniowy spadek od około 40 lat - o ponad 10 proc. Metal szlachetny taniał pomimo wojny na Bliskim Wschodzie. Silna przecena - przejściowo sięgająca nawet 8 proc. - była kontynuowana także w poniedziałek rano - do czasu wpisu Donalda Trumpa w mediach społecznościowych.
Wpis Trumpa, zwrot na złocie
Prezydent USA poinformował o przeprowadzonych "bardzo dobrych i produktywnych" rozmowach dotyczących zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wprawdzie przedstawiciele władz irańskich nie potwierdzili do tej pory tych informacji, ale wpis wystarczyło, by wyhamować ostre spadki i przywrócić nieco optymizmu na rynkach.
W poniedziałek przed godziną 15.00 kruszec nadal był jednak pod kreską (niecały 1 proc.) w stosunku do piątkowego zamknięcia notowań.
- Przekonanie o tym, że złoto jest bezpieczną przystanią, to ludowa mądrość, a nie prawda rynkowa. Złoto to normalne aktywo finansowe, które podlega cyklom wzrostu i spadku - mówi Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych z Domu Inwestycyjnego Xelion.
Jako przykład podaje przełom lat 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy kruszec najpierw podrożał sześciokrotnie, by zaraz stracić 70 procent wartości i przez kilkadziesiąt lat pozostawać we względnej stagnacji.
Jeszcze na początku kwietnia 2025 roku uncję złota można było kupić za 3 tysiące dolarów, w szczytowym jak do tej pory momencie w styczniu 2026 roku - kosztowała ona niemal 5600 dolarów. Obecnie to około 4450 dolarów.
Kuczyński zwraca uwagę na dane Światowej Rady Złota (World Gold Council) za ubiegły rok. - Podczas gdy banki centralne i jubilerzy ograniczyli zakupy o około 20 procent, popyt inwestycyjny - zakupy zwykłych ludzi i funduszy - wystrzeliły o 80 procent. To było "zaproszenie" do przeceny aktywa. Bo jak olbrzymia liczba inwestorów je kupuje, tworzy się coś na kształt bańki - wyjaśnia ekonomista.