Łącznie 60,5 proc. badanych opowiedziało się za zwiększeniem liczby dni handlowych.
- Całkowitego zniesienia zakazu handlu w niedzielę chciałoby 27,5 proc. ankietowanych.
- Za dwiema niedzielami handlowymi w miesiącu opowiedziało się 19 proc. badanych.
- Jedna niedziela handlowa wystarczałaby 14 proc. respondentów.
- Utrzymania dotychczasowych ograniczeń chce 16,5 proc. ankietowanych.
- Zdaniem 14,3 proc. respondentów ograniczenia należałoby dodatkowo zaostrzyć.
- Wyrobionej opinii na ten temat nie miało 8,7 proc. badanych.
Jak zauważył Robert Biegaj, współautor badania z Shopfully Poland, wyniki nie pokazują, że większość konsumentów życzyłoby sobie otwarcia wszystkich sklepów w każdą niedzielę.
- Niemniej ponad 60 proc. chciałoby mieć możliwość bardziej elastycznego organizowania codziennych zakupów, co przekłada się na postulat poluzowania obecnych ograniczeń - wskazał.
Co Polacy myślą o niedzielach handlowych?
W ocenie eksperta dla wielu kupujących możliwość odwiedzenia sklepu w niedzielę oznaczałoby większą swobodę w planowaniu tygodnia, możliwość uniknięcia sobotnich kolejek i spokojniejsze zrobienie większych zakupów. - Widać jednak, że żaden proponowany w badaniu model deregulacji niedzielnego handlu nie zdobył bezwzględnej większości - zaznaczył Biegaj.
Ekspert zwrócił uwagę na stosunkowo niewielkie poparcie dla utrzymania obecnych regulacji. - Nie należy automatycznie interpretować tego wyniku jako powszechnego niezadowolenia z obowiązujących przepisów. Można natomiast uznać, że nie odpowiadają one w pełni znacznej części uczestników badania. To argument na rzecz rzetelnej oceny skutków dotychczasowych regulacji - ocenił Biegaj.
Autorzy badania wskazali, że wprowadzenie dodatkowych handlowych niedziel nie oznaczałoby automatycznie proporcjonalnego wzrostu obrotów. - Rzeczywisty efekt zależałby od tego, czy konsumenci zaczęliby kupować więcej, czy jedynie rozłożyliby dotychczasowe wydatki na większą liczbę dni. Sieci musiałyby uwzględnić także koszty zatrudnienia, energii, logistyki i utrzymania placówek. Dlatego z punktu widzenia rentowności ważniejszy od samego wyniku niedzielnej sprzedaży byłby wynik całego tygodnia - wskazał Biegaj.
W opinii eksperta ewentualna liberalizacja nie przyniosłaby jednakowych korzyści wszystkim formatom handlowym. Duże sieci dysponują rozbudowanym zapleczem operacyjnym i możliwościami organizacyjnymi, ale ponoszą też znaczne koszty funkcjonowania placówek. Z kolei mniejsze sklepy mogą korzystać z przewagi, jaką daje lokalizacja blisko miejsca zamieszkania klientów. Jednak niektóre małe placówki już teraz prowadzą sprzedaż w niedziele dzięki ustawowym wyjątkom.
- Szersze otwarcie rynku mogłoby zatem zwiększyć konkurencję o tych samych klientów. Bez szczegółowych danych finansowych nie można rozstrzygnąć, kto byłby największym beneficjentem takich zmian - ocenił Biegaj.
Zakaz handlu w niedzielę
Ustawa wprowadzająca stopniowo zakaz handlu w niedziele weszła w życie 1 marca 2018 r. Od 2020 r. zakaz handlu nie obowiązuje jedynie w siedem niedziel w roku:
- ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia,
- w niedzielę przed Wielkanocą,
- a po nowelizacji również w trzy kolejne niedziele poprzedzające Boże Narodzenie.
W ustawie ograniczającej handel w niedziele przewidziano katalog 32 wyłączeń. Zakaz nie obejmuje m.in. działalności pocztowej, jeśli przychody z tej działalności stanowią co najmniej 40 proc. przychodów ze sprzedaży danej placówki. Ponadto nie obowiązuje w cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw płynnych, w kwiaciarniach, w sklepach z prasą ani w kawiarniach.
Za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi od 1000 zł do 100 tys. zł kary, a przy uporczywym naruszaniu przepisów - kara ograniczenia wolności.
Badanie zostało zrealizowane przez UCE Reseaarch i Shopfully Poland na ogólnopolskiej próbie 1007 dorosłych Polaków.