Jak pisze "PB" proces likwidacji FOZZ, który ma pomóc odzyskać państwu chociaż część pieniędzy od jego dłużników, trwa od 1991 r.. Z jakim skutkiem? - Poprzedniczka obecnej pani likwidator w ciągu pięciu lat urzędowania odzyskała 4 mln zł długów wobec FOZZ. W tym czasie roczne koszty funkcjonowania jej biura przekraczały milion złotych, z czego 800 tys. zł to wynagrodzenia.
Posłowie, których cytuje "PB" są zgodni, że koszty likwidacji FOZZ są niewspółmierne do osiąganych wyników i proces ten już dawno powinien być zakończony. Ale resort finansów twierdzi, że nie można tego zrobić, bo wciąż toczą się postępowania sądowe i pozasądowe z udziałem funduszu.
Wielka afera
Sprawę FOZZ okrzyknięto mianem największej afery III RP. Według prokuratury, w latach 1989-1990 pracownicy funduszu zdefraudowali i spowodowali straty na 350 milionów złotych. Sądy uznały, że straty wynoszą co najmniej 134 mln zł.
Aferę FOZZ wykryła NIK. Prokuratura wszczęła śledztwo w 1991 r. Akt oskarżenia przekazano sądowi w 1993 r., ale ten odesłał sprawę prokuraturze. Ponowny akt oskarżenia trafił do sądu w 1998 r. Proces zaczął się w grudniu 2000 r. Rok później został przerwany, gdy prowadząca go sędzia Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera.
Ponowny proces - pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Kryże, późniejszego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS - ruszył we wrześniu 2002 r. Kryże w rekordowym terminie przesłuchał świadków i w marcu 2005 r. ogłosił wyrok - przed terminem przedawnienia, na co dawano mu małe szanse.
Sąd uznał, że pieniądze przeznaczone dla powstałego w 1989 r. Funduszu, którego zadaniem był poufny wykup długów zaciągniętych przez PRL na Zachodzie w latach 70. i 80., zostały albo przywłaszczone, albo rozdysponowane w sposób niezgodny z prawem.
Źródło: PAP, "Puls Biznesu", tvn24.pl