"Fakty" TVN: obrońca Stefana W. wnosi o umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym

TVN24

Opinia psychiatrów w sprawie Stefana W. trafiła do prokuratury w październikutvn24
wideo 2/50

Obrońca Stefana W., podejrzanego o zabójstwo Pawła Adamowicza, wnosi o umieszczenie swojego klienta w zakładzie psychiatrycznym - dowiedziały się "Fakty" TVN.

ZOBACZ WIĘCEJ W MATERIALE "FAKTÓW" TVN

21 października Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poinformowała, że otrzymała opinię sądowo-psychiatryczną dotyczącą stanu zdrowia psychicznego Stefana W. Nie zdradziła jednak, co znajduje się w opinii, bo - według śledczych - prawdopodobnie trzeba będzie ją uzupełnić.

- Według prokuratora biegli nie odnieśli się do wszystkich kwestii mających znaczenie dla oceny poczytalności podejrzanego w chwili popełnienia zarzuconego mu czynu - tłumaczyła wtedy Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Wstępnie termin sporządzenia opinii zakreślono na przełom czerwca i lipca tego roku. W czerwcu biegli zwrócili się jednak do prokuratury z prośbą o przedłużenie tego terminu. Swój wniosek argumentowali tym, że zanim sporządzą opinię, chcą zapoznać się z pełną dokumentację medyczną dotyczącą Stefana W. Teraz okazuje się, że na ostateczne wnioski biegłych będziemy musieli jeszcze poczekać.

Czterotygodniowa obserwacja psychiatryczna odbyła się na przełomie maja i czerwca w krakowskim areszcie, w którym jest specjalistyczny oddział psychiatryczny przystosowany do przyjmowania osób, które dopuściły się poważnych przestępstw.

W trakcie obserwacji sądowo-psychiatrycznej badany był aktualny stan zdrowia psychicznego podejrzanego, a także jego poczytalność, czyli zdolność rozpoznania znaczenia czynu, którego dokonał 13 stycznia, i możliwość pokierowania przez mężczyznę swoim postępowaniem.

W więzieniu miał "zaburzenie psychiczne"

30 stycznia Stefan W. został poddany jednorazowemu badaniu sądowo-psychiatrycznemu. Po jego przeprowadzeniu biegli nie byli w stanie ocenić jego stanu poczytalności i zawnioskowali o przeprowadzenie obserwacji. W marcu – na wniosek prokuratury, gdański sąd zdecydował o skierowaniu na nią mężczyzny.

Z informacji zebranych przez prokuraturę wynika, że w czasie pobytu w więzieniu, w 2016 roku, u Stefana W. wystąpiło "zaburzenie psychiczne" (media informowały, że chodzi o schizofrenię).

Służba Więzienna podawała, że "podczas odbywania kary Stefan W. był konsultowany przez lekarzy psychiatrów ponad 20 razy oraz leczony w Oddziale Psychiatrii Sądowej w Szczecinie".

Zabójstwo w świetle reflektorów

13 stycznia 2019 r. wieczorem 27-letni Stefan W. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wtargnął na scenę i zaatakował nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać, jak napastnik przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa.

ZOBACZ RAPORT tvn24.pl: Prezydent Gdańska nie żyje

"Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz" – krzyczał ze sceny, zanim został obezwładniony.

Jeszcze w nocy ugodzony kilkukrotnie nożem Adamowicz przeszedł w szpitalu pięciogodzinną operację. Następnego dnia prezydent Gdańska zmarł. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele między innymi trzy głębokie rany – jedną zadaną w okolicy serca i dwie w brzuch.

Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

Stefan W. był wcześniej karany za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. W tej sprawie zatrzymano go w czerwcu 2013 roku, a rok później sąd orzekł wobec niego karę 5 lat i 6 miesięcy więzienia. 8 grudnia ubiegłego roku Stefan W. zakończył odbywanie kary.

Autor: akw//kg / Źródło: TVN24, PAP