W pożarze escape roomu zginęło pięć nastolatek. Będzie ciąg dalszy sprawy

29.09 | Akcja ratunkowa w escape roomie w Koszalinie "była nieudolna". Rodzice krytykują służby
Rodzice nastolatek, które zginęły w escape roomie, przerywają milczenie
Źródło: TVN24
Sąd przyjął apelacje od wyroku w sprawie pożaru escape roomu w Koszalinie, w którym zginęło pięć nastolatek. Jest kolejny etap jednej z najgłośniejszych spraw ostatnich lat. Sprawa trafi do Szczecina.

Sąd Okręgowy w Koszalinie przyjął apelacje od wyroku w sprawie tragicznej śmierci nastolatek w pożarze escape roomu. Akta sprawy jeszcze w kwietniu trafią do Sądu Apelacyjnego w Szczecinie.

Nieprawomocny wyrok zapadł 21 listopada 2024 roku. Przed Sądem Okręgowym w Koszalinie odpowiadały cztery osoby oskarżone o umyślne stworzenie zagrożenia pożarowego i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu nastolatek.

Organizator escape roomu Miłosz S. oraz jego pracownik Radosław D. zostali skazani na dwa lata więzienia. Sąd zaliczył im na poczet kary wcześniejszy areszt. Orzekł także dziesięcioletni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z kulturą, sportem, rozrywką i rekreacją. Babcia Miłosza S. Małgorzata W. oraz jego matka Beata W. usłyszały wyroki po roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Sąd zasądził również nawiązki. Oskarżeni solidarnie mają zapłacić po 200 tysięcy złotych każdemu z rodziców zmarłych dziewcząt - łącznie to 2 miliony złotych.

Po ogłoszeniu wyroku wszystkie strony zapowiadały apelacje. Rodzice ofiar, występujący jako oskarżyciele posiłkowi, uznali kary za rażąco niskie. Obrońcy Miłosza S. wskazywali z kolei na bardzo wysoką nawiązkę, a adwokat Radosława D. podważał winę swojego klienta. Postępowanie apelacyjne utknęło w sądzie okręgowym na ponad rok, ponieważ sędzia zobowiązana do sporządzenia pisemnego uzasadnienia wyroku przebywała na zwolnieniu lekarskim. Do pracy wróciła dopiero w 2026 roku.

Do tragedii doszło 4 stycznia 2019 roku w escape roomie przy ulicy Piłsudskiego w Koszalinie. Pięć 15-letnich przyjaciółek świętowało tam urodziny jednej z nich, biorąc udział w grze w pokoju zagadek o nazwie "Mrok". Gdy w poczekalni wybuchł pożar, dziewczęta były w trakcie gry. Nie znalazły klucza otwierającego drzwi, które od środka nie miały klamki. Nikt nie przyszedł im z pomocą. Jedyne okno było zabite deskami i zabezpieczone kratą. Budynek nie miał dróg ewakuacyjnych.

Czytaj także: