Ludobójstwo, zbrodnia przeciwko ludzkości, zbrodnia wojenna - czym się różnią i dlaczego tak trudno je udowodnić?

Autor:
Bartosz
Żurawicz //az
Źródło:
TVN24 Łódź

Wstrząsające świadectwa kaźni zorganizowanych przez wycofujących się z okolic ukraińskiej stolicy rosyjskich żołnierzy nie schodzą z pierwszych stron gazet. Zszokowana opinia publiczna wymiennie nazywa koszmar z Buczy "zbrodnią wojenną", "zbrodnią przeciwko ludzkości" albo "ludobójstwem". Każde z tych określeń jest jednak zbrodnią definiowaną przez międzynarodowe trybunały. Czym się od siebie różnią i dlaczego nie powinniśmy ich mylić? Rozmawiamy o tym z ekspertami.

Szokujące zdjęcia z Buczy obiegły świat i wywołały wstrząs opinii publicznej. Ukraińska strona przekazuje, że rosyjscy najeźdźcy w mieście znajdującym się nieco ponad 50 kilometrów na północny wschód od ukraińskiej stolicy zabijali cywilów. Ciała wielu ofiar, z rękoma związanymi na plecach, były porzucane na ulicach. W mieście pochowano już około 330-350 mieszkańców, ale dokładna liczba zabitych jest ciągle nieznana. W wielu publikacjach zbrodnicze i okrutne działanie najeźdźców nazywane jest ludobójstwem. 

- Doniesienia są ze wszech miar szokujące. Trudno znaleźć słowa określające to, co dzieje się w Ukrainie. Przestrzegam jednak przed bezrefleksyjnym używaniem słowa "ludobójstwo". Musimy pamiętać, że jest to nazwa bardzo konkretnej zbrodni, która ma bardzo konkretną definicję - przekazuje profesor Karolina Wierczyńska z Zakładu Prawa Międzynarodowego Publicznego Polskiej Akademii Nauk. 

Definicja ta, jak przekazuje ekspert, została spisana w Konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku i od tego czasu nie podlegała zmianom. Wskazuje ona, że ludobójstwo jest czynem zmierzającym do fizycznego wyniszczenia grupy etnicznej, religijnej, narodowej lub rasowej. 

Atak Rosji na Ukrainę. Relacja na żywo w tvn24.pl >>>

Czy zbrodnia w Buczy to ludobójstwo?

- Załóżmy, że Władimir Putin staje przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i jest oskarżony o ludobójstwo. Prokurator musiałby w czasie takiego procesu udowodnić, że miał on zamiar wyniszczenia jednej z takich grup - opowiada profesor Wierczyńska. 

Do skazania mogłoby dojść, jeżeli w toku ewentualnego procesu udałoby się udowodnić, że prezydent Rosji wydał rozkaz zniszczenia w całości lub w jakiejś części konkretnej grupy etnicznej, religijnej, narodowej lub rasowej. Tak jak miało to miejsce w czasie obrad Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii. Profesor Wierczyńska przypomina, że w czasie procesu Radislava Krsticia (generał w armii Republiki Serbskiej) analizowano sprawę zabójstwa ośmiu tysięcy muzułmańskich Bośniaków. 

Pozostawione dziecięce wózki w BuczyMateusz Lachowski

- Wtedy do ludobójstwa doszło, bo Trybunał wskazał, że oprócz istnienia zamiaru doszło do zamordowania znacznej i znaczącej części grupy, która już nigdy się nie odrodzi w tamtym miejscu. Mówimy zatem o działaniach na wielką skalę, której celem jest eksterminacja całych grup - przekazuje Karolina Wierczyńska. 

Ekspert zwraca uwagę, że RIA Nowosti, kremlowska agencja prasowa, ostatnio opublikowała artykuł: "Co Rosja musi zrobić z Ukrainą". W materiale jest mowa m.in. o tym, że "Ukraina nie może istnieć jako państwo narodowe". Autor wskazuje, że Ukraińcy to "Banderowcy (którzy) muszą zostać wyeliminowani, nie da się ich reedukować".

- Nasuwa się skojarzenie z Rwandą, kiedy Hutu porównywało Tutsi do karaluchów. Szkodników, które trzeba jak najszybciej wyeliminować. Takie odczłowieczanie może wskazywać na tworzenie podwalin pod ludobójstwo - wskazuje profesor Karolina Wierczyńska. 

- Kto może odpowiadać za ludobójstwo? Generał? Prezydent? Zwykły żołnierz? - dopytuję. 

- Nie ma żadnego wyłączenia odpowiedzialności. Każdy, kto przyczynił się do ludobójstwa, powinien zostać skazany. Nieważne, czy wydawał rozkaz, zapewniał logistykę, czy też pociągał za spust. Każdy - odpowiada ekspert.

Jeżeli zatem koszmar w Buczy nie spełnia - przynajmniej według posiadanej na teraz wiedzy - definicji ludobójstwa, to czym jest? 

- Zbrodnią przeciwko ludzkości - odpowiada prof. Wierczyńska. 

Zbrodnie przeciwko ludzkości w Ukrainie: morderstwa, tortury, gwałty, przymusowe przesiedlania

- Międzynarodowy Trybunał Karny wskazuje w swoim statucie, że masowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej są zbrodnią przeciwko ludzkości. Mówimy o działaniach rozległych, systematycznych i masowych - podkreśla profesor Karolina Wierczyńska. 

Wskazuje, że taką zbrodnią jest morderstwo, tortury, niewolnictwo, gwałty czy przymusowe przesiedlania ludzi.

- Do zbrodni przeciwko ludzkości w tym aspekcie dochodzi na terenie Ukrainy regularnie od 24 lutego. Oprócz szokujących morderstw taką zbrodnią są też zgwałcenia i tortury - przekazuje rozmówczyni tvn24.pl.

Ekspert wskazuje, że wiele zbrodni wojennych jest jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości. Wcześniej jednak musimy zdefiniować, czym jest zbrodnia wojenna i dlaczego tak trudno komukolwiek udowodnić jej popełnienie. Tłumaczy to nam profesor Patrycja Grzebyk z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizująca się w międzynarodowym prawie karnym oraz międzynarodowym prawie humanitarnym.

Czym jest zbrodnia wojenna i dlaczego tak trudno ją udowodnić?

- Zbrodni wojennej może dokonać każdy: żołnierz i cywil. Zbrodnią wojenną jest czyn zabroniony przeciwko osobie lub obiektowi chronionemu. Ochronie międzynarodowej podlegają cywile i cywilne obiekty, takie jak szkoły czy szpitale - mówi profesor Grzebyk. 

W założeniu zatem wszystko jest oczywiste: w czasie wojny wojskowi mogą strzelać do siebie nawzajem, niszczyć sobie obiekty wojskowe i sprzęt, ale nie powinni w żaden sposób oddziaływać na nic poza tym. Dlaczego zatem ekspert podkreśla, że bardzo trudno jest kogoś skazać za zbrodnię wojenną? 

- Z powodu wielu zmiennych. Cywil, który sięga po koktajl Mołotowa i rzuca w czołg, przestaje być objęty ochroną. Jeżeli zostanie zabity, nie mówimy już o zbrodni wojennej. I chociaż to wstrząsające, to również cywile stający na drodze czołgów wyłączają się spod międzynarodowej opieki: ponieważ wpływają na ruchy wojsk, mogą stać się celem ataku. Gdyby żołnierze otworzyli do nich ogień, nie mogliby zostać skazani za zbrodnię wojenną - przekazuje nasza rozmówczyni. 

- Są jednak przypadki skandalicznych i oczywistych zbrodni, na przykład ataki na szpitale położnicze - podkreślam. 

Ksiądz z Buczy o zbrodniach Rosjan dokonanych w jego mieście
Mieszkaniec Buczy o zbrodniach Rosjan dokonanych w jego mieścieTVN24

- Niestety, na wojnie nic nie jest oczywiste. Zawsze trzeba zbadać okoliczności: jeżeli bowiem w obiekcie cywilnym znajduje się sprzęt wojskowy, to wrogie wojsko, w świetle międzynarodowych regulacji, może mieć prawo je zaatakować. Nieważne, czy jest to sierociniec, czy przedszkole - przekazuje ekspert.

Dodaje przy tym, że Rosjanie z premedytacją tworzą sobie alibi na okoliczność ewentualnych, przyszłych oskarżeń:

- Do opinii publicznej przedostają się rozmowy wojskowych, w mojej opinii inscenizowane, w których rozmówcy relacjonują o rzekomych batalionach wroga chowających się na przykład w szpitalu położniczym. Najeźdźcy zdają sobie sprawę, że udowodnienie prawdziwych okoliczności w wojennych realiach jest skrajnie trudne, a takie rozmowy mogą być potem dla nich cennym alibi - przekazuje profesor Patrycja Grzebyk. 

Żeby skazać za zbrodnię wojenną, trzeba udowodnić działanie z premedytacją

Niestety, jak wskazuje nasza rozmówczyni, śmiercionośny atak na cywilów nie musi być uznany za zbrodnię wojenną nawet wtedy, jeżeli w nich nie było wroga. Bowiem na wojnie mówi się o "marginesie błędu". 

- Żeby kogoś skazać za zbrodnię wojenną, trzeba mu udowodnić działanie z premedytacją. Pamiętajmy jednak, że wojny rozgrywają się w miastach, gdzie obiekty znajdują się blisko siebie. Jeżeli zostanie zniszczony blok mieszkalny, to żołnierze odpowiedzialni za atak mogą się tłumaczyć, że cel był inny, ale broń nie była wystarczająco dokładna - przekazuje profesor Grzebyk.

Opowiada, że w czasie obrad Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii mówiono o potrzebie wprowadzenia "standardu dwustu metrów".

- Znaczyło to tyle, że ostrzelanie obiektów cywilnych znajdujących się dwieście metrów od celu wojskowego uznano za legalne, gdyż atak był nadal traktowany jako wymierzony w cel wojskowy. W kolejnych orzeczeniach trybunał stwierdził, że ta odległość może wynieść nawet 400 metrów - przekazuje profesor Grzebyk.

- A co ze stosowaniem zabronionej broni? Na przykład pocisków kasetowych, które zostały wykorzystane w Ukrainie? W tym wypadku chyba nie ma najmniejszych wątpliwości? - dopytuję.

- Są, a jakże. Rosja z dużym cynizmem przypomina, że wojska NATO używały w 1999 roku broni kasetowej w Kosowie. Na domiar złego Rosja nie przystąpiła nigdy do konwencji zakazującej jej używania. Niestety, nic nie jest oczywiste - kończy moja rozmówczyni.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:Bartosz Żurawicz //az

Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Mateusz Lachowski

Pozostałe wiadomości